Czytelnia

ks. Michał Lubowicki Któż jak Bóg 2/2020 dodane 01.01.2020 03:00 źródło: https://prasa.wiara.pl/

W naszym cyklu poświęconym obecności aniołów na kartach Nowego Testamentu dotarliśmy oto do jego ostatniej księgi – Apokalipsy świętego Jana Apostoła. Zanim jednak zajmiemy się aniołami, warto powiedzieć sobie kilka słów o samej księdze.

Niewiele innych ksiąg Pisma Świętego budzi tak wielkie zainteresowanie i emocje jak Apokalipsa. Było tak chyba od samego początku. A to dlatego, że wizja końca świata zawsze jednocześnie ludzi fascynowała i przerażała, zaś Apokalipsa wydaje się o tym właśnie mówić. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Czy ostatnia księga Biblii to po prostu scenariusz końca świata? Niekoniecznie.

Koniec czy początek?
W powszechnej świadomości termin „apokalipsa” i pochodzący od niego przymiotnik „apokaliptyczny” kojarzą nam się z czymś groźnym, niebezpiecznym, fatalnym w skutkach, wywracającym świat do góry nogami i oznaczającym definitywny koniec porządku rzeczy, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Jednak greckie słowo αποκαλυψις (czyt. apokalipsis) oznacza dosłownie „objawienie”, rozumiane jako „odsłonięcie” czy też „odkrycie” czegoś. Coś było dotychczas zakryte i oto teraz staje się jawne. Coś było tajemnicą, której znaczenia nie byliśmy w stanie przeniknąć, ale teraz staje się dla nas zrozumiałe.
Warto zauważyć, że już w pierwszym wersecie księgi powiedziane jest, że owo objawienie dotyczy tego, „co wkrótce musi się stać”. Słowo ταχει (czyt. tachei), tłumaczone zazwyczaj jako „wkrótce”, można by przetłumaczyć także jako „w pośpiechu” czy wręcz „natychmiast”. To z kolei prowadzi nas do odkrycia, że Słowo Boże zawarte w Apokalipsie nie tyle uchyla nam rąbka tajemnicy odnośnie trudnych do przewidzenia wydarzeń, które nastąpią na samym końcu dziejów świata, ile objawia nam prawdziwy sens tego, co dzieje się „natychmiast” po otrzymaniu przez nas (poprzez Jana Apostoła) tego Słowa. A zatem Apokalipsa to nie zapowiedź swoistego „festiwalu grozy”, jaki miałby nas czekać w bliżej nieokreślonej przyszłości, lecz Słowo Boga, które tłumaczy nam to, czego doświadczamy tu i teraz, w świecie, który znamy i w którym funkcjonujemy.
Dopiero w tym kontekście jesteśmy w stanie właściwie zrozumieć rolę jaką w Apokalipsie spełniają aniołowie. Bynajmniej nie są oni „personelem” obsługującym dość dramatyczne zakończenie przedsięwzięcia zwanego „doczesnością”. Ich zadania mają dużo szerszy zakres i znacznie bardziej „pozytywne” znaczenie. Omówimy je w kilku „blokach”, gdyż analiza każdej pojedynczej wzmianki, z konieczności poskutkowałaby tekstem przekraczającym nie tylko objętość artykułu, ale i całego numeru „Któż Jak Bóg”, jeśli nie wręcz pokaźnej książki, a nie o to tu idzie.

Czy możemy pełnić funkcje anielskie?
Przede wszystkim aniołowie są tymi, którzy służą Słowu Bożego Objawienia. Już na samym początku dowiadujemy się, że każda ze wspólnot chrześcijańskich, do których Jan adresuje swój tekst (jest ich siedem, co w języku Biblii nieodmiennie oznacza pełnię – a zatem Apokalipsa jest Słowem dla całego Kościoła), ma swojego anioła. I to właśnie tym aniołom dane zostaje Słowo, które następnie mają oni przekazać powierzonym sobie wspólnotom. Także w kolejnych rozdziałach aniołowie są przekazicielami Słowa – już to na okoliczność bezpośredniej rozmowy z Janem, już to jako swoiści „konferansjerzy” lub „heroldowie” zapowiadający konkretne wydarzenia, ale także jako „chór” (niczym ten z antycznej tragedii greckiej), którego wypowiedzi pozwalają zrozumieć sens obserwowanych scen.
Co nam to mówi o obecnej rzeczywistości, skoro to o nią chodzi w Apokalipsie? To mianowicie, że do jej zrozumienia koniecznie potrzebujemy Słowa Bożego. Nie mamy szans, by pojąć sens tego, co dzieje się w naszym życiu osobistym, rodzinnym, wspólnotowym, społecznym, w naszej historii i historii świata, bez Słowa Bożego. Jak często go szukamy? Czy nie jest tak, że na co dzień bliższe nam są własne interpretacje lub sposób widzenia narzucany nam przez innych ludzi czy też przez media (obojętnie jakie)? Czy szukamy odpowiedzi i wyjaśnienia w Słowie Bożym? Sięgamy po Biblię? Prosimy Boga, by powiedział nam i pokazał, jak On widzi sprawy i wydarzenia, w których uczestniczymy?
Ten wymiar posługi aniołów pokazuje nam jednak coś jeszcze. Tak jak potrzebujemy Słowa Bożego, tak samo też potrzebujemy i kogoś, kto nam to Słowo przekaże, ogłosi. Objawienie Boże nie jest komunikatem prasowym, który każdy może sobie przeczytać w zaciszu własnej prywatności, ale Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną, wiadomością przekazywaną od z ust do ust, od osoby do osoby, głoszoną przez ludzi, którzy sami najpierw ją usłyszeli, zostali nią poruszeni i przemienieni. A czy ja nie mogę być kimś takim dla innych? Święty Augustyn słusznie zauważył, że „anioł” to nazwa funkcji, a nie natury (naturą anioła jest bycie duchem, istotą niematerialną). Anioł to dosłownie „zwiastun”, „posłaniec”, a więc głosiciel. Ja także mogę być „aniołem” dla innych. Mam nim być.
Drugi istotny wymiar obecności aniołów w Apokalipsie to funkcja, którą można by określić jako „widzowie-adoratorzy”. Aniołowie są świadkami potęgi i chwały Boga. Wpatrują się w nią i opiewają ją (zazwyczaj w formie hymnów lub okrzyków pochwalnych). Ich uwielbienie rodzi się z zapatrzenia w Boga. Aniołowie głoszą w ten sposób wielkość, moc i dobroć Boga całemu stworzeniu. To bardzo ważne, bo stworzenie przeżywa właśnie chwile – najdelikatniej mówiąc – dramatyczne. Świadectwo aniołów jest więc świadectwem nadziei, że nad wszystkim, co się dzieje, ostatecznie panuje Bóg, który jest Wszechmogącą Miłością. Czy świat, w którym żyjemy, nie potrzebuje dziś mocnego świadectwa tej nadziei także i z naszej strony?

Miecze Bożego gniewu
Zagadnienie to prowadzi nas w kierunku być może najtrudniejszego do zrozumienia aspektu anielskich poczynań na kartach Apokalipsy. Jan wielokrotnie opisuje aniołów jako wykonawców zadań powierzonych przez Boga. A nie zawsze są to działania w tak oczywisty sposób dobroczynne dla nas, jak zwycięstwo, które archanioł Michał i jego zastępy odnoszą w imieniu Boga nad szatanem. W wielu wypadkach aniołowie są też wykonawcami gniewu Boga wobec ziemi i ludzi, wymierzają karę, wyrządzają krzywdę ziemi i ludziom. O co tu chodzi?
Warto pamiętać, że Jan spisuje Apokalipsę w czasach, gdy dzieją się rzeczy straszne. Trwają krwawe prześladowania chrześcijan. Papież Klemens (trzeci następca świętego Piotra) zostaje utopiony w morzu z kotwicą przywiązaną do szyi. Sam Jan – już w bardzo podeszłym wieku – przebywa na wyspie Patmos (co można przetłumaczyć jako „mój morderca”), gdzie zesłano go do katorżniczej pracy w kopalniach soli. Jak zrozumieć to, co się dzieje? Czemu Bóg na to pozwala?
Opis aniołów, którzy w imieniu Boga dokonują w Apokalipsie rzeczy budzących nasz niepokój, to sposób w jaki Chrystus, przez swojego apostoła, próbuje nam powiedzieć, że ostatecznie nic na świecie – nawet to, co odbieramy jako straszne i bolesne – nie wymknęło się Bogu spod kontroli. Losy świata i nasz los pozostają w rękach Boga i nic nie jest w stanie mu ich wyrwać. Nie chodzi tu o stwierdzenie, że zło dzieje się z woli Boga (że On go chce jako kary, próby, czy środka koniecznego do osiągniecia jakiegoś większego dobra), ale że ostatecznie to On jest Panem dziejów, Panem każdej sytuacji. Bóg nie przestaje działać – i to działać skutecznie – nawet w najtrudniejszych i najgorszych w naszym odczuciu momentach. Jeśli pozwala, by coś się zawaliło, skończyło, uległo zagładzie, to dlatego, że ma już przygotowane dla nas rozwiązanie, wyjście i nowe „miejsce” do życia. Ale jak je odkryć, zobaczyć, rozpoznać?

Zwiedzanie raju z przewodnikiem
Tak przechodzimy do ostatniej funkcji aniołów, jaką objawia nam Apokalipsa. Są oni „przewodnikami” po nowej, wiecznej i absolutnie szczęśliwej rzeczywistości. To anioł ukazuje Janowi zstępujące z nieba Nowe Jeruzalem, które jest Oblubienicą Baranka. To anioł następnie oprowadza go po owym Mieście, które Bóg przygotował swojemu Ludowi, i w którym sam z nami na zawsze zamieszka. To właśnie tam, w ostatnim rozdziale Apokalipsy, w Nowym Jeruzalem, nad brzegiem Rzeki Życia, Jan chce oddać pokłon aniołowi, który mu to wszystko pokazał. A wtedy słyszy od anioła, że ma tego nie robić, bo anioł jest jego „współsługą”. Jego i jego braci, proroków – czyli tych, którzy widzą rzeczywistość oczami Boga i dają temu widzeniu świadectwo tym, jak żyją, jak cierpią i jak umierają.
Godność prorocka to jeden z wymiarów powołania chrześcijańskiego – naszego powołania. Widzisz swoje życie i świat wokół ciebie oczami Boga? Chcesz, próbujesz go tak widzieć? Znasz święte Miasto, Nowe Jeruzalem? Znasz, bo to dom twojego Ojca, twój dom. I drogę do niego też znasz, bo jest nią twój brat, Chrystus. Kogoś już tam zaprowadziłeś? Kogoś tam zaprowadzisz?

 

Ks. Antoni Tatara 2019-12-31 08:43 Niedziela Ogólnopolska 1/2020, str. VII źródło: https://www.niedziela.pl/

Co roku na drzwiach naszych mieszkań pojawia się znak błogosławieństwa

Przełom starego i nowego roku to w Polsce czas tradycyjnych odwiedzin duszpasterskich, czyli kolędy. Wtedy duchowni błogosławią domy i mieszkania wiernych. Na znak tej wizyty na naszych drzwiach pozostaje napis: „K + M + B” wraz z kolejnym kalendarzowym rokiem.
Zazwyczaj owe inicjały interpretowane są jako pierwsze litery imion Trzech Króli, którzy złożyli dary nowonarodzonemu Jezusowi, czyli chodziłoby o Kacpra, Melchiora i Baltazara. Czy aby na pewno to właściwe wyjaśnienie? Okazuje się, że jednak – nie.
W cywilizacjach antycznych, również tej semickiej, dom to miejsce życia i tworzenia wspólnoty. To również lokum, w którym sprawowano kult przez oddawanie czci różnorakim domowym bóstwom. Zasadniczo było tak wszędzie. W kulturze i religii wyrosłej na Piśmie Świętym Bóg też towarzyszył swojemu ludowi i był obecny w namiotach rodziny Abrahama, która udała się z Mezopotamii, by poszukać swojego nowego domu w ziemi obiecanej. Potem sytuacja się powtórzyła podczas wyjścia z Egiptu, tym razem już pod wodzą Mojżesza. Wtedy anioł zniszczenia omijał domostwa Hebrajczyków, ponieważ ich odrzwia były specjalnie oznakowane (pokropione) krwią baranka paschalnego. Bóg po prostu błogosławił swojemu ludowi, był razem z nim.
Podobnie było też wśród chrześcijan. Dom (rodzina) stał u początków wspólnoty Kościoła. To był prawdziwy domowy Kościół. Liturgia odbywała się w prywatnych domach. Chrystus był tam realnie obecny, ponieważ sprawowano w nich Eucharystię. Dlatego też czymś normalnym był zwyczaj błogosławienia tych miejsc. Kropiono wodą święconą domy, mieszkania, pola, winnice itd. W tym symbolicznym zaznaczeniu Bożej obecności widziano również znak przyszłej pomyślności zarówno w tym, jak i w przyszłym świecie.
Nie powinien więc dziwić fakt, że wykształciło się w Kościele specjalne błogosławieństwo dla domu. Obejmowało ono odpowiednie modlitwy przy wejściu, w kolejnych izbach, sypialni itd. Kończyło się zaś zaznaczeniem na drzwiach danego domostwa przywołanych wcześniej liter w następującej łacińskiej sekwencji: „C + M + B” oraz daty bieżącego roku.
Litery te to nic innego, jak inicjały słów tworzących zdanie: Christus Mansionem Benedicat (Niech Chrystus mieszkanie błogosławi). Cześć oddawana Trzem Mędrcom, a także nieznajomość oficjalnego języka Kościoła sprawiły, że litery te błędnie połączono z imionami Trzech Króli, o czym była mowa.
Innymi słowy, chodzi o to, by w naszych domach owo Chrystusowe błogosławieństwo było zawsze, by On sam był obecny. Dom symbolizuje połączenie tego, co zmysłowe, z tym, co duchowe. Kapłańska modlitwa przy błogosławieniu domów podczas kolędy zawiera prośbę o opiekę nad rodzinami, by nasze domowe życie było przygotowane na spotkanie ze wszystkimi zbawionymi w niebiańskim domu Ojca w wieczności.

 

(KAI) 2019-01-08 13:23 źródło: https://www.niedziela.pl/

Wraz ze św. s. Faustyną Kowalską o. Maksymilian Kolbe jest najważniejszym świętym pochodzącym z diecezji włocławskiej. Dziś przypada 126. rocznica jego urodzin.

Święty urodził się 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli. Na chrzcie otrzymał imię Rajmund. Rodzice byli przesiąknięci duchem katolickim i polskim. Należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Od najwcześniejszych lat Rajmund wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej.
Gdy miał ok. 12 lat objawiła mu się Najświętsza Maryja Panna. Tak relacjonował to wydarzenie swojej mamie Mariannie: „Matka Boża pokazała mi się, trzymając dwie korony: jedną białą, a drugą czerwoną. Z miłością na mnie patrzała i spytała, czy chcę te korony? Biała znaczy, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i zniknęła”.
Jego rodzice, Juliusz i Marianna z Dąbrowskich, byli tkaczami. W poszukiwaniu pracy krótko przebywali w Łodzi, a następnie w Pabianicach, gdzie Rajmund spędził dzieciństwo. Uczył się w domu. Tylko przez rok chodził do miejscowej szkoły handlowej. W 1907 r., razem ze starszym bratem podjął naukę w małym seminarium franciszkanów we Lwowie, gdzie też obaj, w 1910 wstąpili do zakonu. Wraz z suknią zakonną otrzymał imię Maksymilian. W 1912 wysłano go na studia do Rzymu. Tam uzyskał doktorat z filozofii na uniwersytecie „Gregorianum” w 1915, a z teologii w 1919 r. na wydziale ojców franciszkanów. W Rzymie też przyjął święcenia kapłańskie (28 kwietnia 1918). W 1919 wrócił do Polski i podjął wykłady w seminarium ojców franciszkanów w Krakowie, które po roku przerwał z powodu gruźlicy płuc.
W Rzymie założył wraz z kolegami w 1917 r. stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej, które po powrocie do kraju szerzył najpierw w środowisku zakonnym, a od 1920 także wśród świeckich. Ma ono cel apostolski - pogłębianie świadomego i odpowiedzialnego życia chrześcijańskiego, „nawrócenie i uświęcenie wszystkich pod opieką i za przyczyną Niepokalanej”, jak czytamy w pierwszym jego statucie. Dla realizacji celu stowarzyszenia i dla utrzymania kontaktu z jego członkami zaczął od stycznia 1922 r. wydawać w Krakowie miesięcznik „Rycerz Niepokalanej”. Pod koniec tegoż roku przeniesiony do Grodna, zorganizował tam wydawnictwo, a miesięcznik zaczął pełnić rolę pisma katechetycznego dla masowego czytelnika.
W 1927 r. założył pod Warszawą klasztor-wydawnictwo Niepokalanów, który wkrótce stał się znaczącym katolickim ośrodkiem prasowym i wydał kilka wielonakładowych miesięczników a od 1935 r. także tani dziennik katolicki – „Mały Dziennik”.
W 1930 św. Maksymilian wyjechał do Japonii i zaczął tam wydawać japoński odpowiednik „Rycerza Niepokalanej", a wkrótce założył także, „Niepokalanów Japoński”. Rozpoczął organizacje podobnych ośrodków w Chinach i Indiach. W 1936 sprowadzono go do Polski, aby pokierował Niepokalanowem, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie. W chwili wybuchu II wojny światowej było tam 700 zakonników i kandydatów.
Wojna zatrzymała tę działalność. Zakonnicy musieli rozjechać się do domów, a pozostałych około 40 razem ze św. Maksymilianem Niemcy aresztowali 19 września 1939. Po powrocie św. Maksymilian zorganizował w klasztorze ośrodek usług dla okolicznej ludności i oddał się pogłębianiu formacji pozostałych przy nim współbraci. Został ponownie aresztowany 17 lutego 1941 razem z czterema bliskimi współpracownikami. Przesłuchiwano go na Pawiaku, a w maju przewieziono do Oświęcimia, gdzie otrzymał numer 16670 i w powszechnie znanych okolicznościach ofiarował się dobrowolnie na śmierć głodową za współwięźnia, ojca rodziny. Zmarł dobity zastrzykiem trucizny 14 sierpnia 1941 r.
Papież Paweł VI ogłosił go błogosławionym 17 października 1971, a Jan Paweł II świętym 10 października 1982. Stolica Apostolska 6 lutego 1998 roku uznała świętego patronem Zduńskiej Woli.

 

Szymon Hiżycki OSB Poniedziałek, 07:00 źródło: https://deon.pl/

Jeśli sięgniemy po sam tekst biblijny, to też trzeba zacząć od sprostowania, że tekst grecki w ogóle nie mówi o królach, ale o magach. Słowo „mag” kojarzy się nam z okultyzmem i podobnymi rzeczami niemiłymi Panu Bogu. Kim naprawdę byli mędrcy ze Wschodu?
"Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok:
A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».
Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny" (Mt 2, 1-12)

Uroczystość starsza od Bożego Narodzenia
Przytoczony fragment Ewangelii kojarzy się przede wszystkim z Uroczystością Trzech Króli. Przed przejściem do rozważań nad samym tekstem biblijnym, warto spojrzeć na kontekst liturgiczny, aby stało się to dla nas bardziej czytelne. Po pierwsze musimy pamiętać, że poprawna nazwa uroczystości obchodzonej 6. stycznia, to Epifania czyli Objawienie Pańskie. Jest to zarazem uroczystość, która jest dużo starsza od Uroczystości Bożego Narodzenia. Zanim zaczęto 25. grudnia obchodzić Boże Narodzenie, 6. stycznia (według obecnego kalendarza, bo w starożytności data ta była inaczej oznaczona) obchodzono Objawienie. Boże Narodzenie jest bardziej łacińskie, zaś Epifania bardziej grecka. W pewnym momencie dochodziło nawet do sporów na tym tle. Na przykład Cyryl Aleksandryjski (V w. n.e.) pisze – „my nie jesteśmy jak ci nowinkarze, którzy obchodzą Boże Narodzenie, my jesteśmy jak nasi ojcowie, którzy oddają cześć Panu w czasie Świętej Epifanii.” Druga uwaga – nasze Boże Narodzenie, to celebracja liturgiczna pewnego konkretnego faktu, wydarzenia: Maryja i Józef przyszli do Betlejem na spis i narodziło się Dziecię, przyszedł na świat Zbawiciel świata. Natomiast Epifania jest nie tyle wspomnieniem konkretnego wydarzenia historycznego, ile celebracją liturgiczną pewnej tajemnicy, tj. faktu, że Pan Bóg się w ogóle objawił. Czyli innymi słowy, że Pana Boga można poznać.
Jesteśmy świadomi faktu, że Pan Bóg jest Nieskończony, Wszechpotężny itp., wiemy to z Katechizmu. Jeśli się nad tym zastanowić, to logicznie wynika z tego, że Pana Boga nie da się zamknąć w ludzkim słowie. Trudno cokolwiek o Nim powiedzieć. Jeśli zatem, On sam czegoś o sobie nie powie, to my się o Nim niczego nie dowiemy. I właśnie 6. stycznia Grecy, czy w ogóle Wschód miał takie święto, radość z tego, że Bóg raczył do człowieka przemówić, tj. że się objawił, pokazał Kim jest. I to jest zasadnicza treść tej uroczystości. Natomiast żeby zilustrować fakt objawienia się Boga, liturgia posługiwała się trzema wydarzeniami. Po pierwsze pokłon mędrców ze wschodu, po drugie przemiana wody w wino na weselu w Kanie Galilejskiej i po trzecie Chrzest Jezusa w Jordanie. Jeżeli spojrzymy do formularza mszalnego w Mszale Rzymskim, to z tych trzech wydarzeń pozostał tam jedynie hołd trzech króli, czy raczej magów (skądinąd nie wiadomo, ilu ich było). Natomiast jeśli weźmiemy Oficjum, to w antyfonach i hymnach do Nieszporów, do Godziny Czytań, do Jutrzni, te trzy cuda są wymienione.
Najstarsze homilie i niektórzy starożytni (np. homilia Grzegorza z Nazjanzu na Święto Świateł) komentują to w ten sposób, że mędrcom Bóg objawia się jako poganom, czyli takim, co nic nie wiedzą (jest to wyjście poza krąg Narodu Wybranego). Po drugie, objawia się swoim w czasie wesela w Kanie Galilejskiej. Ta tradycja wywodzi się najpierw od św. Jana, który pisze: Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie (J 2,11). Dla Jana jest to pierwsze objawienie wobec Żydów. Drugim jej źródłem jest stara egzegeza alegoryczna (z czasów Orygenesa, albo wcześniejsza), gdzie mowa jest o tym, że „kiedy Jezus przyszedł, woda Starego Testamentu, stała się winem Nowego” – co symbolicznie ukazuje wypełnienie Starego Testamentu przez Pana Jezusa. Z kolei Chrzest jest objawieniem Boga w Trójcy. Ojciec się objawia w głosie, Duch w gołębicy i Syn wstępuje do Jordanu.
Następnym razem, gdy będziemy świętować Epifanię, warto zatem pamiętać, że to nie tylko „Trzej Królowie”, ale objawienie się Boga człowiekowi w ogóle. Warto również przemedytować w tym kontekście antyfony z Oficjum. Tyle kontekst liturgiczny.

Kim byli magowie?
Natomiast jeśli sięgniemy po sam tekst biblijny, to też trzeba zacząć od sprostowania, że tekst grecki w ogóle nie mówi o królach (jak to się potocznie mówi), ale o magach (magoi). Po drugie nie mówi ilu ich było. Na pewno przynajmniej dwóch. Czytając teksty patrystyczne, tradycję średniowieczną, czy patrząc na katakumby, gdzie magowie są namalowani, to jest to różna liczba – dwóch, trzech, sześciu albo dwunastu (tu od liczby pokoleń Izraela, tudzież apostołów). Liczba trzy jest zaś bardzo popularna na łacińskim Zachodzie i związana jest z liczbą darów. Natomiast imiona, których często używamy: Kacper, Melchior i Baltazar, są czysto średniowieczne i związane z kręgiem kolońskim (czyli w pewnym sensie tynieckim, bo fundacja Tyńca wyszła z kręgów Katedry kolońskiej). Bowiem w Kolonii, od około IX, X w. jest znany kult Magów, a w tamtejszej Katerze mają znajdować się relikwie Kacpra, Melchiora i Baltazara.
Słowo mag (Biblia Tysiąclecia trzyma się konsekwentnie słowa mędrzec) kojarzy się nam z okultyzmem i podobnymi rzeczami niemiłymi Panu Bogu, natomiast należy pamiętać o tym, że magowie byli na Wschodzie swoistą kastą religijną. Bardzo wysoko wykształceni ludzie, obdarzeni autorytetem, którzy pełnili m. in. funkcje kapłańskie. Owo „magoi” wskazuje na zajmowanie się astronomią, astrologią czyli tym wszystkim, co zajmuje się obrotami nieba. W naszej kulturze, jak ktoś obecnie patrzy na gwiazdy, to jest astrofizykiem, astronomem, albo wróży. Dla tamtych ludzi zaś, życie było tak ściśle związane z ruchem gwiazd, że oni na podstawie ich położenia określali pory roku, siewu itp. Był to bardzo ważny aspekt życia, wobec czego ludzie, którzy potrafili opowiedzieć, wyjaśnić wszystkie te sprawy, również w odniesieniu do pogody (co także miało wielkie znaczenie), mieli bardzo wysoką pozycję społeczną. Słowo „mag” niekoniecznie oznacza zatem kogoś, kto rzuca zaklęcia, macha różdżką, tylko po porostu najwyższego kapłana. Znamiennym jest, że kiedy Persowie najechali w 614 r. Ziemię Świętą i doszczętnie ją zniszczyli (dzisiaj mało się o tym myśli, ale gdy przeszli oni przez państwo bizantyjskie, to byli niczym walec i nic po sobie nie zostawiali), gdy dotarli do Betlejem, to Bazylika Narodzenia, była jedyną bazyliką konstantyńską, której nie zburzyli, bo na jej terenie zobaczyli mozaiki z perskimi magami.
Jest w tym jakaś głęboka intuicja Mateusza, który – należy pamiętać – jest „najbardziej żydowskim” z ewangelistów. On pisze Ewangelię dla Żydów i Jezus jest pokazany jako nowy Mojżesz. Natomiast od samego początku ten monopol Narodu Wybranego na posiadanie Mesjasza zostaje przełamany, również przez tę historię pełną kontrastów. Ludzie, którzy teoretycznie o Mesjaszu nic nie wiedzą, a jedynie badają naturę, ujrzeli Jego gwiazdę na wschodzie. Robili więc to co zazwyczaj, wykonywali swoje codzienne zajęcie, tj. patrzyli w gwiazdy i wiedzieli mniej więcej, co się będzie działo (np. w kontekście warunków pogodowych). I oni w związku z tym, co zobaczyli, podjęli decyzję i poszli. Z postawą onych magów, jest kontrastowana postawa ich odpowiedników żydowskich, którzy nie patrzą w gwiazdy, ale w Pismo Święte. Gdy Herod ich pyta, gdzie narodzi się Mesjasz, powołują się na Pismo. I to jest ciekawe, że ani sam Herod, ani nikt inny nie udaje się do Betlejem, aby sprawdzić czy to prawda, tylko ludzie, którzy prawdę mówiąc, nie mają zielonego pojęcia, kim jest Mesjasz. Czyli idą ludzie, którzy są wierni swojej profesji, fachowi, sumieniu. Inaczej mówiąc, wierni swojej tożsamości. To jest jedna z ewangelicznych zapowiedzi tych nauk Chrystusa, gdzie mówi On o celnikach i nierządnicach wchodzących do Królestwa Bożego przed Faryzeuszami (celnicy uwierzyli Janowi, a wy nie).

Ewangelia o sumieniu
Ten tekst drugiego rozdziału jest jednym z najważniejszych tekstów, który mówi o roli osobistej odpowiedzialności człowieka za słuchanie głosu sumienia. Nikt nie zdejmie z nas odpowiedzialności za jego słuchanie. To jest pierwszy głos, przez który mówi do nas Bóg – sumienie. Owi magowie są zatem dla nas pytaniem, w jaki sposób o to sumienie dbamy, jak je kształtujemy. Sumienie się kształtuje przez odpowiedni stosunek do autorytetu. Jeśli ktoś nie ma autorytetu, nie ma sumienia. Dlatego, że nie ugnie się przed niczym. I jak mówi Reguła: Co będzie lubił, to będzie uważał za święte, a co nie będzie mu się podobało, to będzie uważał za niedozwolone. Wobec autorytetu kształtuje się sumienie. Czy będzie nim Boże Prawo, czy będą to słowa, jakaś norma wyższa, bądź mniejsza, czy w końcu najwyższy autorytet – sam Bóg. Ale w kontakcie z nimi w tym, jak mnie one kształtują, to moje sumienie powstaje. Każdy ma obowiązek kształtować swoje sumienie, w jakiś sposób przed nim odpowiedzieć, zdać sprawę ze swojego życia.
Druga sprawa, o której ten tekst mówi, to rola natury. To jest tekst, który może być bardzo silnie dyskutowany dzisiaj, dlatego że gdy się podważa, neguje prawo naturalne, on pokazuje, że z samego obserwowania świata, bez światła objawienia, czyli bez epifanii, ale samym rozumem mędrcy doszli do tego, że jest Bóg i zsyła Kogoś wyjątkowego na ziemię. Dodatkowo obrazuje to okoliczność, że jest oda Horacego (totalnego poganina, który gardził Żydami), cytowana przez Ojców, komentowana przez wieki, gdzie pisze on, że „przychodzi na świat dziecię niewinne, które weźmie na siebie całą winę świata”. Horacy pisał to na przełomie I i II w. To jest jakby proroctwo o narodzeniu Zbawiciela. Jeśli ktoś ceni literaturę i wierzy w natchnienia poetyckie, to tekst Słowackiego o słowiańskim papieżu, czy właśnie tekst Horacego, jest najlepszym przykładem, dowodem tego, że poeci również mogą być natchnieni przez Ducha. Mówią rzeczy, które ich absolutnie przerastają, których nie rozumieją. Mędrców i Horacego to niejako łączy. Jak człowiek myśli, to zawsze znajdzie Boga. Z naszej strony powinniśmy mieć szacunek dla tych, którzy Pana Boga szukają, myślę zwłaszcza o tych spośród nas, którzy przeżywają jakieś dramaty, czy wątpliwości, wyrzuty sumienia, bo ich dzieci, wnuki, czy inni bliscy, znajomi przestają chodzić do Kościoła, bądź zaczynają obwiniać Boga o wszystko najgorsze. Dopóki człowiek słucha własnego sumienia, nie zginie. Może wejdzie do Królestwa Bożego od kuchni, przez okno, czy przez komin (jak św. Mikołaj), ale wejdzie. Tak jak mędrcy, zawsze dojdzie do swojego celu.
Kolejny wątek, który warto podkreślić to fakt, że mędrcy nie znajdują Jezusa w Jerozolimie, tylko w Betlejem. To jest o tyle ważne, że to Jerozolima jest miejscem, gdzie jest kult, Świątynia, gdzie jest miejsce Święte Świętych, gdzie jest to co najważniejsze. A oni docierają do Jerozolimy i tam nie ma Boga. Muszą dokonać jeszcze jednego wysiłku. Muszą dokonać aktu wiary. Bo do Jerozolimy doprowadziła ich wiedza, patrzenie w gwiazdy. A do Betlejem (zakładamy, że w czasie tej drogi doznali przemienienia, sumienie w nich dojrzewało, medytowali nad tym wszystkim, ten czas owocował, iż gdy doszli do Jerozolimy byli już gotowi postąpić krok naprzód, odłożyć na bok swoją wiedzę i zaufać Pismu) poszli, bo tak mówi Pismo. Św. Mateusz pokazuje tutaj autorytet Pisma. Nie jest ważne, że mówi ci to Herod, to jest Pismo. Dopóki mówi Pismem, według Nauki Bożej, to słuchaj, nawet jeśli to jest Herod. Pamiętamy, że Jezus mówi potem: Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią (Mt 23,3). Wynika z tego, że mówią dobrze, ale sami nie robią. Tak też w Regule jest, że gdyby Opat, co nie daj Boże, sam nie robił tego co mówi, trzeba go słuchać, a nie patrzeć na to co robi. Wiara w autorytet Pisma.
Następnie mędrcy odnajdują Dziecię, składają dary i osiągają poziom najwyższy. Ukazuje im się Anioł i nakazuje im wrócić inną drogą. A zatem najpierw są poganami, potem są na równi z Żydami, a wreszcie stają ponad jerozolimskimi kapłanami, bo przemawiają do nich bezpośredni wysłannicy Boży. Można tu odczytać, w jaki sposób człowiek jest prowadzony przez wiarę i w jaki sposób człowiek do niej dojrzewa. Jak rozszerza się jego serce.
Jest to też fragment, który może nam przypomnieć trochę miejsce Dzieciątka Jezus. Warto pamiętać, że kult Dzieciątka Jezus zmienił na Zachodzie mentalność w stosunku do dzieci. Dzieci były raczej traktowane z dystansem. Natomiast Ewangelia z taką troską opowiada o dziecięctwie Jezusa, że w świadomości powszechnej dokonało to wśród ludzi dużej zmiany w stosunku do dziecka w ogóle. Jest to także dla nas pytanie o powrót do wątku Dzieciątka Jezus, Jego człowieczeństwa, ale i Jego słabości i bezbronności. Bóg powierza się człowiekowi. Przeżywamy to też w trakcie celebracji eucharystycznej. Hostia bezbronna jak dziecko. Człowiek może zrobić z Nią co tylko będzie chciał.
Niech ci magowie staną się nam takimi przyjaciółmi, nowymi ludźmi, którzy pokazują, że Pan Bóg się objawia i takie jest Jego upodobanie. Świętej pamięci o. Piotr mówił, że Księga Przysłów podaje, że Mądrość znajduje rozkosz przy synach ludzkich (zob. Prz 8,31). Dla nas męką jest przebywać w towarzystwie innych, a dla Pana Boga to jest rozkosz.

 

Ile osób chodzi w Polsce do kościoła? Ukazały się najnowsze dane

KAI / kk Wtorek, 11:27 źródło: https://deon.pl/

W 2018 r. w niedzielnej Mszy świętej uczestniczyło 38,2% (w 2017 - 38,3%), a do Komunii Świętej przystępowało 17,3% (w 2017 - 17%) zobowiązanych katolików - wynika z najnowszych danych zawartych w "Roczniku Statystycznym Kościoła Katolickiego w Polsce".
Są to dane przygotowane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w 2019 r., ale oparte na badaniach przeprowadzonych w 2018 r. Badania religijności w parafiach za rok 2019 będą dostępne w przyszłym roku.
Z danych opracowanych w "Annuarium Statisticum Ecclessiae in Polonia AD 2020" wynika, że w 2018 r. działalność duszpasterską prowadziło w Polsce 10 356 parafie katolickie. Zdecydowana większość sprawuje liturgię w obrządku łacińskim, natomiast 103 w obrządkach wschodnich.
Zdecydowana większość parafii prowadzonych jest przez diecezje, zaś blisko 7% przez zgromadzenia zakonne. Najwięcej parafii diecezjalnych występuje w diecezjach tarnowskiej, poznańskiej i krakowskiej. Największy odsetek parafii zakonnych występuje w diecezjach krakowskiej, szczecińsko-kamieńskiej i wrocławskiej.
Ile osób przystępowało do komunii?
Wskaźnik dominicantes (uczestniczących w coniedzielnej Mszy św.) w 2018 r. wyniósł średnio 38,2%, zaś communicantes (przystępujących do Komunii Świętej) - 17,3%. Dane te wskazują, że obydwa współczynniki są niemal identyczne z danymi za rok 2017: odpowiednio było to wtedy 38,3% dominicantes i 17% communicantes.
Najwyższy poziom wskaźnika dominicantes odnotowano tradycyjnie w diecezji tarnowskiej (71,3%), rzeszowskiej (64,3%) oraz przemyskiej (60,4%), a najniższy w szczecińsko-kamieńskiej (24,2%), łódzkiej (24,5%) i koszalińsko-kołobrzeskiej (25%).
Wskaźnik communicantes był najwyższy w diecezji tarnowskiej (26,9%), zamojsko-lubaczowskiej (23,6%) i białostockiej (22,3%), a najniższy w koszalińsko-kołobrzeskiej (11,3%), szczecińsko-kamieńskiej (11,4%) i sosnowieckiej (11,6%).
Jak wielu księży jest w Polsce?
Księży diecezjalnych było w 2018 r. niemal 25 tys. W parafiach zaangażowanych duszpastersko jest ponad 20,5 tys. księży. Najwięcej księży inkardynowanych jest w diecezji tarnowskiej (1,6 tys.), krakowskiej (1,2 tys.) oraz katowickiej (1,1 tys.). Najmniejsze pod względem liczby księży są diecezje drohiczyńska (265 księży), elbląska (276) oraz Ordynariat Polowy WP (52 księży).
Liczba alumnów diecezjalnych wynosiła 2,2 tys. Najwięcej alumnów diecezjalnych przygotowuje się do święceń kapłańskich w diecezjach warszawskiej (130), tarnowskiej (123) oraz katowickiej (98). W przeliczeniu na 100 księży inkardynowanych, najwięcej alumnów diecezjalnych studiuje w diecezji warszawskiej (15), gliwickiej (11) oraz wrocławskiej (11), najmniej zaś w diecezjach bydgoskiej (4) oraz sosnowieckiej (4).
Liczba sióstr zakonnych wynosiła w 2018 r. 17,6 tys. skupionych we 2,2 tys. wspólnotach zakonnych. Najliczniejsze zgromadzenia żeńskie to Służebniczki NMP Starowiejskie, elżbietanki oraz Miłosierdzia (szarytki). Liczba zakonników oraz członków stowarzyszeń życia apostolskiego w 2018 r. wynosiła łącznie 11,4 tys. Wśród zakonników 9 tys. (79%) stanowili prezbiterzy (posiadający święcenie kapłańskie).
Za granicą przebywa 27% zakonników z polskich prowincji. Najliczniejszymi męskimi zgromadzeniami są franciszkanie, salezjanie oraz pallotyni.
Mniej chrztów, więcej bierzmowań
W 2018 r. sakramentu chrztu udzielono ponad 386 tys. osobom, o niespełna 2% mniej niż w 2017 r. Zdecydowaną większość chrztów udzielono dzieciom do 1 roku życia. Jedynie 4,5% ochrzczonych przyjmowało chrzest w wieku od pierwszego do siódmego roku życia. Natomiast chrzest w wieku powyżej 7 lat przyjęło niespełna 1% ochrzczonych.
Do I Komunii św. przystąpiło ponad 400 tys. osób. Sakrament bierzmowania w obrządku łacińskim przyjęło niespełna 300 tys. osób, o 3,5% więcej niż w roku 2017. Sakrament małżeństwa został udzielony 133 tys. parom.
W roku szkolnym 2018/2019 na lekcje religii w placówkach edukacyjnych uczęszczało 88% uczniów. Najwyższy odsetek uczniów uczęszczających odnotowano w diecezji pelplińskiej, rzeszowskiej i przemyskiej – na poziomie 99%, a najniższy w archidiecezji warszawskiej (74,8%), diecezji sosnowieckiej (75,2%) i archidiecezji łódzkiej (77,7%).
W opracowaniu odnośnie do danych dotyczących religii zabrakło informacji z kilku ważnych diecezji: gdańskiej, poznańskiej i warszawsko-praskiej.
Zgodnie z danymi z 34 diecezji, w 1949 placówkach edukacyjnych prowadzone są lekcję etyki, na które uczęszcza 1% uczniów.
W 2018 r. działało blisko 2,9 tys. katolickich poradni rodzinnych różnego typu oraz 28 domów samotnej matki, 10 katolickich ośrodków adopcyjno-opiekuńczych, 25 telefonów zaufania. Najwięcej poradni rodzinnych działa w diecezji katowickiej, radomskiej oraz koszalińsko-kołobrzeskiej.
Stan sakralnych zabytków nieruchomych, należących do parafii w 2018 roku, wynosił ponad 34 tys. obiektów, z czego blisko została wpisana do rejestru zabytków.

Całość raportu można znaleźć pod tym linkiem >> https://drive.google.com/file/d/1AAcSLXrzxR3v87i2e6ujbd66ZGW_oMSX/view

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00