Czytelnia

Magdalena Urbańska 13 maja 2022, 08:35 źródło: https://deon.pl/

Kilka dni temu trafiłam na nagranie o. Przemysława Gwadery, jezuity pracującego w Gdyni. Choć nie miałam ochoty na treści zbyt ciężkie i poważne, tytuł filmiku od razu mnie zatrzymał.
Moje pasje (twórczość, ból, cel życia) – ten tytuł jako zestawienie pasji z bólem i celem życia były bowiem tematem wielu rozmów i refleksji, które noszę w sobie od pewnego czasu…
Widzę coraz częściej i wyraźniej jak łatwo jest uciec emocjonalnie z domu i swojej codzienności. Widziałam to zarówno u siebie, jak u kobiet, z którymi spotykam się na co dzień. I choć wiem, że to problem bardzo uniwersalny i płeć nie ma tu znaczenia, te rozmowy kobiece wyraźnie pokazały mi jak łatwo dajemy się wkręcić.
To, co mówi w swoim nagraniu jezuita uporządkowało mi w głowie masę myśli. Nazwanie wprost tego, że czasami pochłania nas pasja i choć sama w sobie jest dobra, piękna i twórcza – może nie być dla mnie dobra na teraz. Dodałabym od siebie, że może być świetną formą ucieczki od życia.
Kiedy pojawia się smutek, jakaś pustka w codzienności, to łatwo wtedy złapać za telefon albo pilot od telewizora i zagłuszyć siebie i swoje uczucia. Można do tego nalać sobie lampki wina, a jakże. I wszystko byłoby w miarę OK, gdyby nie to, że takie sytuacje nie zdarzają się co dnia. Reset raz na jakiś czas jest potrzebny, ale jego częstotliwość odgrywa tu ogromną rolę.
Czasem ciężko jest dostrzec moment, gdy telefon przyrósł do ręki. No bo przecież mam prawo do odpoczynku, kontaktu. Tak, to prawda. To jest dobre, ale wtedy, gdy nie jest zapchajdziurą wewnętrznych braków. A tych braków nie widać, jeśli się nie zatrzymamy w ciszy, bez rozpraszaczy.

Co do tego ma rozwijanie pasji?
Od kilku lat recenzuję książki, kończę też pracę nad swoją własną i robię to z ogromną radością i przyjemnością. Zobaczyłam jednak u siebie i innych, że to też jest przestrzeń, w której mogą ścierać się pragnienie samorealizacji (samo w sobie dobre, twórcze i potrzebne), z ucieczką od codzienności.
Rozmawiałam ostatnio z kobietą, która pokazała mi ogromną paczkę książek, wszystkich w dość poważnej tematyce. Zapytałam ją kiedy znajdzie czas na czytanie przy czwórce dzieci i codziennych obowiązkach. Jej odpowiedź trochę mną wstrząsnęła…
Powiedziała mi, że czyta żeby nie myśleć – o problemach w małżeństwie, chorobie dziecka, codzienności. Stwierdziła, że czyta kilka godzin na dobę. Zszokowało mnie to. Choć zobaczyłam też w tym siebie. Zapchać można się wszystkim, byle by ucieczka była skuteczna, choć na chwilę. Prawda?
Mamy masę znieczulaczy. Tych działających zewnętrznie i od środka. Na wyciagnięcie ręki. Od tabletek, po nałogi. Czy jednak o to w życiu chodzi by ciągle działać jak maszyna?
Wspomniane na początku nagranie było dla mnie iskierką nadziei, wewnętrznej wolności. Można się zatrzymać, nazwać to w co się łatwo wkręcam. Można temu nie ulegać, podejmując świadomą decyzję. Tak, by nie zapychać braków, ale je w sobie utulić. Nie udawać przed samym sobą, że moja pasja jest ok, skoro przez nią zaniedbuję siebie, rodzinę, obowiązki. To nie jest odpoczynek, to męczarnia – choć tego nie widać tak od razu, już teraz, bez refleksji.
Wszystko może służyć dobru, może je też od nas oddalać… I jak napisał w opisie do filmiku jezuita: gdy pamiętam po co żyję na tym świecie, wtedy wszystkie te rzeczy mogę robić "przy okazji", nie ryzykując, że mnie one pochłoną.
Pamiętać po co żyję, gdzie jest moje miejsce, choć chyba co ważniejsze – gdzie jest dziś moje serce? Trudne, ale potrzebne – by rzeczywiście zacząć żyć.

Autor: Magdalena Urbańska
Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Prowadzi bloga oraz Instagram.

 

ks. Mateusz Tarczyński 8 maja 2022, 09:00 źródło: https://deon.pl/

Chrystus Dobry Pasterz jest jednocześnie Barankiem wyjętym ze stada, któremu na imię "ludzkość", i złożonym w ofierze. To wynika z Jego bosko-ludzkiej natury, która czyni Go Pośrednikiem należącym do stada i prowadzącym stado.
Czwarta niedziela wielkanocna nazywana jest zwyczajowo Niedzielą Dobrego Pasterza. Przywołuje to na myśl wiele skojarzeń i obrazów. Najsłynniejszym przedstawieniem Chrystusa Dobrego Pasterza jest to, na którym widzimy go z owcą na ramionach. Była zagubiona, a On ją odnalazł i niesie z powrotem do owczarni. Bardzo lubię tak właśnie patrzeć na Jezusa i w ten sposób o Nim myśleć. Ten obraz jest mi bliski chyba dlatego, że widzę na własnym przykładzie, że dynamika mojej relacji z Bogiem polega na ciągłym odchodzeniu od Niego, gubieniu się i powracaniu. Choć nie do końca jest to "moje" powracanie. Wynika ono bowiem z tego, że to Bóg najpierw mnie szuka, potem znajduje, by na końcu przynieść mnie na własnych rękach do Owczarni.
Dzisiejsza niedziela skłania nas do zadania sobie pytania: czy czuję się zagubiony? Istnieje dzisiaj wiele powodów, dla których można czuć się zagubionym w relacji z Bogiem, w Kościele, w relacji z innymi ludźmi lub po prostu w świecie. Jest wiele spraw, których niezrozumienie albo niewłaściwie rozumienie może prowadzić do pogubienia się. Nie bez powodu podczas każdej Eucharystii zaraz po modlitwie "Ojcze nasz" prezbiter dodaje prośbę o to, żebyśmy byli "bezpieczni od wszelkiego zamętu". Żeby jednak móc coś na to zagubienie poradzić, trzeba je najpierw uznać. Tylko ten, kto uważa się za zagubionego, pozwoli się odnaleźć. Ten, kto się taki nie czuje, nie będzie chciał wracać do Owczarni. Będzie wyrywać się z rąk, które będą chciały przenieść go w bezpieczne miejsce, bo uzna to za zagrożenie dla własnej wolności.
Samo słowo "zagubiony" ma raczej pejoratywne zabarwienie. Kiedy mówimy o kimś, że jest zagubiony, to zazwyczaj jednocześnie przypisujemy mu już od razu winę za to zagubienie. I tu trzeba bardzo się strzec, bo nawet jeśli ta wina jest obiektywna, wynikająca z niewłaściwych decyzji i wyborów człowieka, to z chrześcijańskiego punktu widzenia "zagubiony" nie oznacza "skreślony" czy "spisany na straty". Człowiek zagubiony nie jest gorszy od innych, nie jest godny pogardy i wytykania palcami. Dostrzeżenie czyjegoś zagubienia ma z nas wydobyć najgłębsze pokłady miłości i empatii, które popchną nas do tego, żeby losem drugiego się zainteresować i o niego zawalczyć.
Na taką właśnie postawę wskazują Dzieje Apostolskie, relacjonując pracę apostołów Pawła i Barnaby: "«Tak bowiem nakazał nam Pan: Ustanowiłem cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi». Poganie, słysząc to, radowali się i uwielbiali słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. Słowo Pańskie rozszerzało się po całym kraju (Dz 13,47-49). Ich otwarte serca sprawiały, że również serca ich słuchaczy otwierały się na Słowo, które mogło się dzięki temu rozszerzać. Kiedy wskazujemy na Jezusa i mówimy o Nim, że jest Dobrym Pasterzem, to nie dlatego, żeby uspokoić własne sumienie, stwierdzając, że On się wszystkim zajmie i o każdego człowieka powalczy. Nie mamy z założonymi rękami czekać na to aż Jezus kogoś cudownie odnajdzie, ale to my mamy być dla innych Chrystusem Dobrym Pasterzem! Jako Kościół jesteśmy Jego Ciałem, więc kiedy działamy, to On, nasza Głowa, działa przez nas.
Człowiek zagubiony nie jest gorszy od innych, nie jest godny pogardy i wytykania palcami. Dostrzeżenie czyjegoś zagubienia ma z nas wydobyć najgłębsze pokłady miłości i empatii, które popchną nas do tego, żeby losem drugiego się zainteresować i o niego zawalczyć.
Jednocześnie jesteśmy też owcami, które potrzebują opieki, ochrony i prowadzenia. Chrystus zapewnia: "Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki" (J 10,28). Pasterz, który idzie szukać zagubionej owcy, nie pozostawia reszty stada na pastwę losu. Odchodzi na poszukiwania, wiedząc, że Jego owce będą bezpieczne. Czasami jednak w pewien sposób zazdrościmy słabszym i zagubionym uwagi Jezusa skupionej na nich. Ileż to razy słyszałem te lub podobne słowa: "Przecież tyle jest ludzi w Kościele! Więc najpierw trzeba się nimi zająć, zanim wyjdzie się na poszukiwania zagubionych!". A może trzeba spojrzeć inaczej: skoro sam pragnę takiej uwagi Jezusa, to może tak naprawdę sam czuję się zagubiony?
"Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne" (J 10,27-28). Te słowa Jezusa wskazują nam na bardzo ważną rzecz: owca słucha swojego Pana i właśnie to słuchanie sprawia, że Pan może ją poznać, czyli być blisko niej. W dzisiejszych czasach przyzwyczailiśmy się chyba jednak bardziej do tego, że trzeba wciąż mówić, wypowiadać się i komentować. Dużo gorzej jest ze słuchaniem, bo ono wymaga ogromnej pokory i uznania, że drugi ma również coś do powiedzenia i że może to być cenne. Dotyczy to zarówno relacji z innymi ludźmi, jak i relacji z Bogiem. Wiara rodzi się ze słuchania nie dlatego, że to pozwala na zdobycie wiedzy i przyswojenie wiadomości, ale dlatego, że słuchanie otwiera drogę do budowania relacji z Osobą. Czy potrafimy i chcemy jeszcze Boga słuchać?
W psalmie śpiewamy dzisiaj: "Jesteśmy Jego własnością, Jego ludem, owcami Jego pastwiska" (Ps 100,3). Bycie w widzialnej Owczarni Chrystusa nie oznacza automatycznie, że jest się sprawiedliwym. Tak jak bycie poza jej granicami nie musi oznaczać trwania w stanie zagubienia. To nie formalna przynależność do Kościoła czyni nas owcami Pana, lecz wewnętrzny wybór Chrystusa za Pasterza mojego serca. Dopiero taka decyzja człowieka pozwala Jezusowi na to, by wziął go na swoje ramiona i przyprowadził do swojej Owczarni.
W dzisiejszych czasach przyzwyczailiśmy się chyba jednak bardziej do tego, że trzeba wciąż mówić, wypowiadać się i komentować. Dużo gorzej jest ze słuchaniem, bo ono wymaga ogromnej pokory i uznania, że drugi ma również coś do powiedzenia i że może to być cenne.
Stado Chrystusa nie jest jednolite, ale ubarwione różnorodnością. Stado to nie jest zamknięte, lecz otwarte na nowe owce. Nowi ludzie przynoszą ze sobą do Owczarni nowe spojrzenie i świeże powietrze. Nie można się ich bać i z góry przekreślać ich doświadczenia, nawet jeśli pochodzi jeszcze sprzed nawrócenia. Dla wielu jest to ogromnym problemem, bo wymaga dynamizmu rozeznawania - ciągłego zapytywania Chrystusa o właściwą drogę.
Cel tej drogi pozostaje jednak niezmienny. Jest nim Królestwo Boże: "Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu" (Ap 7,16-17). W tych słowach Apokalipsy streszcza się to, co rozumiemy pod stwierdzeniem "nowość Królestwa Bożego". Tam będzie pełnia tego, czego tutaj nam nie wystarcza. Uwagę zwracają również słowa: "paść ich będzie Baranek". Chrystus Dobry Pasterz jest jednocześnie Barankiem wyjętym ze stada, któremu na imię "ludzkość", i złożonym w ofierze. To wynika z Jego bosko-ludzkiej natury, która czyni Go Pośrednikiem należącym do stada i prowadzącym stado: "Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10,30). Stąd też nasze powołanie do zjednoczenia z Bogiem, które możemy wypełnić tylko przez Chrystusa, z Nim i w Nim.

Autor: ks. Mateusz Tarczyński
Kapłan archidiecezji gdańskiej. Student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Współtwórca kanałów "Inny wymiar" i "KatOlizator".

 

"Wspaniałe! Piękno, które prowadzi do Boga". Posłuchaj niesamowitego wykonania Litanii Loretańskiej

Fundacja inCanto / YouTube / pk 6 maja 2022, 15:15 źródło: https://deon.pl/

Posłuchaj pięknej aranżacji Litanii Loretańskiej z dodanymi w 2020 roku przez Episkopat Polski nowymi wezwaniami.
Aranżacja w wykonaniu Cracow Baroque Consort wchodzi w skład projektu "Pocieszycielka Strapionych" realizowanego przez Fundację inCanto wraz z Narodowym Centrum Kultury w ramach projektu "Kultura w sieci". Autorem aranżacji jest młody krakowski kompozytor Mariusz Kramarz.
"Wspaniałe! Piękno, które prowadzi do Boga" - piszą internauci.

https://www.youtube.com/watch?v=ZTWJl-o-40I&t=28s 

Czym jest Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny?
Litanię Loretańską do Najświętszej Marii Panny znają, albo przynajmniej słyszeli niemal wszyscy wierzący. W większości jednak nie zdajemy sobie sprawy z bogactwa treści i znaczeń ukrytego w kolejnych zwrotach, jakimi określamy Maryję w tej modlitwie – jak mocno są one osadzone w Ewangelii oraz w nauczaniu Kościoła o Matce Zbawiciela. Modląc się tą litanią prosimy o Jej wstawiennictwo za nami oraz wyznajemy prawdy wiary, których Kościół o Niej naucza.

 

Paweł Kosiński SJ 8 maja 2022, 08:00 źródło: https://deon.pl/

Dokąd idziesz, Panie? Tak wiele dzieje się na świecie każdego dnia, że nie sposób być ze wszystkim na bieżąco. Oczywiście, w ostatnim czasie naszą uwagę przykuwa wojna na Ukrainie. To zrozumiałe. Ale problemów, które dotykają świata i ludzi na całym globie jest znacznie więcej. Gdzie w nich jest Bóg i Jego zaproszenie do działania skierowane do nas?
Nie powinniśmy dać się omamić temu, co najbardziej krzykliwe. Trzeba zadawać sobie pytanie o to, czego chce od nas Bóg dzisiaj? Quo vadis, Domine? – to pytanie od samego początku chrześcijaństwa staje przed nami i domaga się odpowiedzi. Najpierw osobistej, prywatnej, angażującej mnie samego. Dopiero potem ogólniejszej, wspólnotowej, społecznej czy ogólnoświatowej.
Dzisiaj, wydaje się, że świat pędzi, rzeczy zmieniają się niemalże w mgnieniu oka. Ale chyba zawsze tak było, a na pewno w przełomowych okresach historii. Popatrzmy i porównajmy dwa krótkie w sumie okresy trzydziestu lat. Pierwszy to przełom XV i XVI wieku, a drugi to nasz czas, 500 lat później. W jednym i drugim widzimy wiele rzeczy dziejących się, które dotykają wszystkich, ale też, że w nich każdy musi znaleźć swoje miejsce, zadanie, powołanie.
Ignacy Loyola, założyciel jezuitów, urodził się w 1491 r. Rok później Krzysztof Kolumb odkrył w czasach nowożytnych drogę morską do Ameryki, choć chciał do Indii. Kilka lat później to Vasco da Gama opłynął Afrykę i drogą wodną dotarł do Indii. W 1514 r. Mikołaj Kopernik zaczął spisywanie dzieła De revolutionibus orbium coelestium, „wstrzymując słońce…” i zmieniając nasze wyobrażenia o wszechświecie. W 1521 r. wyprawa Magellana po raz pierwszy opłynęła ziemię. Europejczycy w ciągu kilku lat ‘przebudzili się’ w zupełnie nowej rzeczywistości. To właśnie w maju 1521 r., kula armatnia w hiszpańskiej Pampelunie roztrzaskała nogę Ignacego Loyoli, dając początek jego drodze nawrócenia i przemiany.
Popatrzmy teraz na nasze ostatnie trzydzieści lat. W 1991 r. Jan Paweł II był już od 13 lat papieżem. W Polsce upadł rząd komunistyczny. 26 grudnia 1991 r. rozpadł się ZSRR. Przystąpiliśmy po kilku latach wraz z innymi krajami postkomunistycznymi do NATO. 18 lat temu staliśmy się częścią UE.
A w perspektywie globalnej ‘wszechmocny wujek Google’ powstał niecałe 24 lata temu. Facebook przekształcany w Meta Platforms ma zaledwie 18 lat. Inne media społecznościowe, czy smartfony i urządzenia, bez których nie wyobrażamy sobie naszego świata są jeszcze młodsze. Nie mówimy tu o kolejnych krokach podboju kosmosu.
Mamy problem ze środowiskiem. Niemal każdy rok spośród tych trzydziestu bił rekordy średniej temperatury, patrząc na dane na przestrzeni ostatnich 130 lat, od kiedy są prowadzone pomiary. Mamy ponad 800 milionów ludzi na świecie, którzy cierpią głód. Coraz więcej ludzi nie ma dostępu do czystej wody pitnej.
Nie skończona jeszcze pandemia jest ciągle wyzwaniem dla świata. Wzbogaciła niebywale kilka firm farmaceutycznych, ale ujawniła m.in. nierówności i brak solidarności w dystrybucji szczepionek. W tym czasie gospodarki wielu krajów zaliczyły poważny spadek, a jedyna gałąź przemysłu, która była na plusie to produkcja i handel bronią. W tej chwili na świecie toczy się ok. 230 lokalnych konfliktów zbrojnych.
Można by wyliczać jeszcze wiele. Dla chrześcijanina rodzi się zatem pytanie nie tyle o to, co jest ważniejsze, ale gdzie mnie i nas wzywa dzisiaj Pan. Quo vadis, Domine?
Każdy musi szukać odpowiedzi indywidualnej, swojej drogi, swojego powołania. Tak, jak za czasów św. Ignacego wielu było rannych na wojnie i w konfliktach zbrojnych. Dla niego zaś to stało się znakiem i okazją do nawrócenia serca. On to wykorzystał do dania osobistej odpowiedzi na Boże wezwanie.
Doświadczenia ostatnich miesięcy stały się dla nas wspaniałą okazją do praktykowania uczynków miłosierdzia wobec naszych bliźnich. I to było wyjątkowe przeżycie. To nie był nasz plan, ale wspólnotowa odpowiedź na Boże wezwanie. To jest coś z czego możemy być dumni. Ale tego ducha musimy zachować, to doświadczenie musimy pielęgnować, bo w nim widać, że Bóg pokazuje nam kierunek. Na pytanie: quo vadis, Domine? – usłyszymy: Idę tam, gdzie są ubodzy i potrzebujący, łaknący sprawiedliwości i prześladowani, czekający na dobre słowo i życzliwy gest. Tej obecności Boga doświadczyliśmy ostatnio bardzo namacalnie. I jedyną odpowiedzią godną ucznia Chrystusowego może być dzisiaj: „chodźmy, aby być tam, gdzie jest Jezus”.

Autor: Paweł Kosiński SJ DEON.PL
Wcześniej duszpasterz akademicki w Opolu; duszpasterz polonijny i twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago; współpracownik L’Osservatore Romano, Studia Inigo, Posłańca Serca Jezusa i Radia Deon oraz Koordynator Modlitwy w drodze i jezuici.pl;

 

ks. Tomasz Horak dodane 07.05.2022 14:25 źródło: https://opole.gosc.pl/

Stają obok siebie społeczności niejednolite, które zbliżyła do siebie nie prawda o nich samych, a kłamstwo. Takie twory nie mogą być trwałe.

Wojny punickie to była niegdyś zmora licealistów. Czasy odległe, bo III i II wiek przed Chrystusem. Nie tylko odległe, ale zgoła inne. Inne geograficznie, inne kulturowo, inne ekonomicznie. Wszystko może się pomieszać, bo te wojny trwały ponad sto lat. Ich przyczyny skupiały się wokół sporów o wpływy polityczne i gospodarcze. To ostatnie zdanie jest prawdziwe w odniesieniu do wojen Rzymu z Kartaginą, ale w istocie wskazuje podłoże wszystkich wojen świata. Prawie wszystkich, bo były jeszcze wojny z dominantą religijną. Te jednak można sprowadzić także do źródeł polityczno-ekonomicznych. Tych starożytnych wojen było więcej, a niektóre zadziwiają do dziś ogromem przedsięwzięć logistycznych - przemieszczanie się ogromnych nieraz armii i związana z tym potrzeba zaopatrzenia wojowników i zwierząt, także umiejętność wprzęgania w wojny lądowe czynnika morskiego. Ten służył zarówno logistyce, jak i bitwom licznych flotylli okrętów bojowych - by wspomnieć brzemienne w skutki bitwy wokół przylądka Naupaktos (w starożytności 429, w czasach nowożytnych 1571).
Skąd te historyczne reminiscencje? Chyba się domyślamy, bo coraz częściej słyszymy sformułowanie "trzecia wojna światowa". Cóż, sporów o wpływy polityczne i gospodarcze mamy niepomiernie więcej niż w starożytności, technikę wojenną mamy niewyobrażalnie przerastającą nawet tę z czasów drugiej wojny światowej. Nic, tylko zacząć wojować. No i mamy, co mamy… Na dodatek pokolenie, które na własnej skórze doświadczyło drugiej wojny światowej, już odeszło z tego świata. Zostały zdjęcia, opisy, książki. A to nie to samo, co własna skóra.
W tej wojnie chodzi o kilka spraw. Bez wątpienia obecna jest w niej dominanta ideologiczna przemieszana z polityczną. Świat ciasnej myśli komunistycznej przeciw światu otwartej przestrzeni wolności i prawdy. Świat wymuszonych siłą różnic zamożności i poziomu życia ludzi. Świat władzy totalitarnej tłumiącej ostro i skutecznie wolę i głos obywateli. Zresztą, obywatele nie są dla owej władzy żadnym ani partnerem, ani nawet dopełnieniem. Dalej - świat informacyjnej kontroli ogarniającej wszystkie dziedziny życia, czego efektem jest całkowicie fałszywe wyobrażenie mieszkańców kontrolowanego świata o życiu na zewnątrz ich zamkniętego na siłę kręgu. Wtedy propaganda wypełnia wszystko i wszystkim rządzi. Ta właśnie reguła tłumaczy ogromne i niepokojące poparcie Putina deklarowane przez obywateli Federacji Rosyjskiej.
Dwa różne światy. Tych odmienności, a nieraz przeciwieństw jest więcej. I niekoniecznie zależy to od zamożności, od większej czy mniejszej dozy wolności, od poziomu społecznej organizacji kraju. Dlatego widzimy niepojęte aliansy różnych i bardzo różniących się między sobą krajów czy państw. Stają obok siebie społeczności niejednolite, które zbliżyła do siebie nie prawda o nich samych, a kłamstwo. Takie twory nie mogą być trwałe. W końcu jedno państwo niejako pożera tamto drugie.
Zatem pytanie: czy zacznie się, a może już trwa trzecia wojna światowa? Jako zarzewie większego pożaru już trwa. I tu musi paść pytanie: co chrześcijanie na to? Ważne jest to, co w takiej chwili mówią pasterze Kościoła. Ale te wypowiedzi już w dawnych czasach nie zadawalały dotkniętych wojną i śmiercią. A i za naszych dni czujemy niedosyt. Z drugiej strony trudno się dziwić, bo mozaikowy świat jakiejkolwiek wojny nie pozwala się zamknąć w jednej czy nawet w kilku ważnych wypowiedziach. Ważniejsze jest to, co zrobią przeniknięci duchem Ewangelii chrześcijanie wszędzie tam, gdzie są. Za naszych dni wojna w Ukrainie zaowocowała nie tylko śmiercią i zniszczeniem, ale ucieczką, paniczną ucieczką kobiet z dziećmi.
Nic nowego, tak zwykle bywało w historii. Teraz skala zjawiska jest jednak niewyobrażalnie wielka, a zarazem ucieczka może przenosić setki tysięcy ludzi na ogromne odległości. Ktoś musi ich przyjąć i pomóc. Nie jutro, a teraz. Najwięcej uciekinierów trafiło do Polski, bo tu najbliżej. Spotkali się z niezwykle otwartą postawą Polaków. Wszyscy wiemy. Jak nasze społeczeństwo zdołało to ogarnąć? A zdołało. Nawet ci, którzy gdzieś w sercu mają zadrę sprzed kilkudziesięciu lat, milczą. Bo teraz wróg jest większy i straszniejszy, sił musi więc starczyć. Tych duchowych, choć i ekonomicznych, i organizacyjnych wysiłków jest co niemiara (oj, blado wypada na tym tle Unia Europejska, czyżby należała do tej "innej" części świata?). W takiej perspektywie pytanie, czy to już jest trzecia wojna światowa, traci znaczenie. Po prostu - damy radę. A może inaczej - Bóg Pokoju te wysiłki wzajemnej pomocy przyjmie jako modlitwę czynu. I w jakiś nieprzewidywalny dla nas sposób ugasi zarzewie dalszej wojny? Byleśmy rąk nie opuścili i serc nie zamknęli.

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00