Czytelnia

Przemienienie Pańskie. Prawdziwa tajemnica światła

Ks. Artur Stopka 2018-08-01 10:29 Niedziela Ogólnopolska 31/2018, str. 30-31 źródło: http://www.niedziela.pl/

Wszedł na górę po to, aby się modlić, aby odpowiedzieć na naglącą potrzebę rozmowy z Ojcem.
(O. Raniero Cantalamessa OFMCap)
Papież Benedykt XVI tłumaczył: „W Przemienieniu Jezus nie zmienia się, ale objawia swoją boskość, jest ono głębokim współprzeniknięciem Jego bytu z Bogiem, który staje się czystym światłem”. A św. Jan Paweł II, gdy ogłaszał pięć nowych tajemnic Różańca, napisał, że Przemienienie, które według tradycji miało miejsce na górze Tabor, jest w pełnym tego słowa znaczeniu tajemnicą światła. „Chwała Bóstwa rozświetla oblicze Chrystusa, kiedy Ojciec uznaje Go wobec porwanych zachwytem Apostołów, wzywa ich, aby Go słuchali, i przygotowuje do przeżycia z Nim bolesnego momentu męki, aby doszli z Nim do radości zmartwychwstania i do życia przemienionego przez Ducha Świętego” – wyjaśnił.

Zanim weszli na szczyt
Co się właściwie wydarzyło? Całą sytuację w podobnych słowach opisali trzej Ewangeliści – Marek, Mateusz i Łukasz. Dwaj pierwsi odnotowali ważny fakt, który miał miejsce kilka dni wcześniej: Jezus pierwszy raz zapowiedział najbliższym uczniom swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Jak zareagowali? Negatywnie. Do tego stopnia, że Piotr odciągnął Chrystusa na bok i zaczął Go upominać. Niesiony falą entuzjazmu, wynikającą z udziału w całej serii niezwykłych wydarzeń, usiłował Go przekonać, że do niczego złego dojść nie może. W odpowiedzi usłyszał wstrząsające słowa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie!”, i zarzut, że myśli po ludzku, a nie po Bożemu. Wszyscy trzej wymienieni Ewangeliści opis wydarzeń na górze poprzedzili bezpośrednio przytoczeniem „warunków naśladowania Jezusa”. Chodzi o mowę Mistrza z Nazaretu zaczynającą się od słów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje!”.
Wyruszając na górę, Jezus zabrał ze sobą tylko trzech Apostołów – Piotra, Jakuba i Jana. Benedykt XVI zwrócił kiedyś uwagę, że to dokładnie ci sami, którzy mieli Mu towarzyszyć podczas modlitwy i trwogi konania w ogrodzie Getsemani. Łukasz w swoim opisie wydarzenia na górze wtrącił, jakby mimochodem, że towarzyszący Chrystusowi uczniowie „snem byli zmorzeni”. W Ogrójcu też posnęli, gdy Jezus się modlił. Przypadkowa zbieżność? Raczej nie.

Niespodzianka?
O. Raniero Cantalamessa OFMCap, kaznodzieja Domu Papieskiego, w książce „Tajemnica Przemienienia” przedstawił bardzo interesującą sugestię. Według niego, Jezus nie wszedł na górę po to, aby doświadczyć Przemienienia. „Wcale o tym nie myślał. Była to niespodzianka, którą zgotował Mu Ojciec”. Odwołując się do opisu zawartego w Ewangelii wg św. Łukasza, o. Cantalamessa tak uzasadnił postępowanie Jezusa: „Wszedł na górę po to, aby się modlić, aby odpowiedzieć na naglącą potrzebę rozmowy z Ojcem”. Łukasz Ewangelista napisał, że to w czasie, gdy Chrystus się modlił, „wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe”. Pojawili się też Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Chrystusem. Zgodnie z zapisem Łukasza Apostołowie właśnie taką sytuację zastali, gdy się ocknęli. Te zanotowane tylko przez Łukasza szczegóły ułatwiają zrozumienie jej kontekstu. Pomagają też zrozumieć zachowanie Piotra.
Zgłoszony przez niego pomysł postawienia trzech namiotów był i jest interpretowany w dziejach chrześcijaństwa na wiele sposobów. Bardzo często można się spotkać z przekonaniem, że Apostoł po prostu chciał przedłużyć tę niezwykłą chwilę. Być może także dlatego, że był zmęczony nieustannie podążającymi za Mistrzem tłumami i ciągłym gwarem, zamieszaniem, które im towarzyszyły. Na górze doświadczył ciszy, samotności, bliskości Jezusa. Nic dziwnego, że chciał, aby trwało to jak najdłużej.

Błąd Piotra
Można jednak spotkać inne spojrzenia na zachowanie Piotra podczas Przemienienia Pańskiego. Niektórzy komentatorzy dostrzegli w nim dalszy ciąg tej postawy, którą zaprezentował po pierwszej zapowiedzi męki i śmierci Jezusa. Jego istotą jest podejście do wszystkich wydarzeń tylko po ludzku, z perspektywy doczesności. Namawiając Chrystusa do pozostania na górze, Piotr miałby dążyć do opóźnienia, a może nawet uniemożliwienia realizacji wydarzeń zbawczych. Byłby więc w dalszym ciągu narzędziem szatana, utrudniającym wypełnienie misji Bożego Syna.
A może chodziło o coś zupełnie innego, niezwykle ważnego? W jednym z komentarzy biblijnych zwrócono uwagę, że propozycja Piotra zawiera bardzo poważy błąd. Traktuje na równi Mojżesza, Eliasza i Jezusa – tak jakby On był kolejnym wielkim prawodawcą i prorokiem, ale nikim więcej. Można powiedzieć, że w pewnym sensie głos, który odzywa się z obłoku (w Starym Testamencie symbolizującym obecność Boga), koryguje, naprawia zawartą w słowach Piotra nieprawdziwą sugestię. „To jest mój Syn umiłowany” – powiedział sam Bóg – nie pozostawił więc żadnych wątpliwości na temat różnicy między Jezusem a wielkimi starotestamentalnymi postaciami. Objawił stanowczo, że Chrystus jest Bożym Synem, zapowiadanym Mesjaszem. „Na górze Tabor mamy do czynienia z nowym rodzajem teofanii – z chrystofanią” – podkreślił o. Cantalamessa i zwrócił m.in. uwagę, że Jezus jaśnieje własnym światłem, a nie światłem odbitym, jak np. jaśniała twarz Mojżesza po spotkaniu z Bogiem. „Jezus nie widzi Boga, lecz raczej jest widziany jako Bóg” – zaznaczył kaznodzieja Domu Papieskiego.

Słuchajcie Jezusa
Papież Franciszek powiedział, że Przemienienie Pańskie jest kulminacją publicznej posługi Jezusa. Wskazał też, jak brzmi główny przekaz, niesiony przez wyjątkowe wydarzenie na górze. „Przesłanie do uczniów i do nas jest następujące: «Jego słuchajcie!». Słuchajcie Jezusa. To On jest Zbawicielem: naśladujcie Go”. Papież przypomniał, że słuchanie Chrystusa pociąga za sobą przyjęcie Jego tajemnicy paschalnej, wyruszenie wraz z Nim w drogę, aby uczynić ze swojego życia dar miłości dla innych, w uległym posłuszeństwie woli Boga, w postawie oderwania od rzeczy światowych i w wewnętrznej wolności.
– Przemienienie pokazuje to szczególne światło, które idzie od Boga, pokazuje dogłębne przenikanie życia Jezusa światłem Ojca – powiedział rok temu na Jasnej Górze prymas Polski abp Wojciech Polak. Przypomniał też, że po chrzcie św. każdy uczeń Chrystusa staje się człowiekiem „niosącym światło” oraz „niosącym Jezusa w świat”. Nie tylko przez wielkie dzieła ewangelizacji, ale przez drobne szczegóły, przez światło, które chrześcijanin zachowuje w swoich oczach, przez pogodę ducha, której nie naruszą nawet najbardziej skomplikowane dni, przez pragnienia, żeby kochać, nawet jeśli doświadcza się rozczarowań. – Trzeba nieustannie pamiętać, że im więcej my, chrześcijanie, mamy światła Jezusa, im więcej światła Jezusa jest w Kościele, im więcej tego światła jest w tobie i we mnie, w nas – ochrzczonych, tym bardziej Kościół jako wspólnota jest żywy – powiedział abp Polak.

 

Beata Zajączkowska dodane 05.08.2018 11:29 źródło: https://kosciol.wiara.pl/
Włochy przeżywają prawdziwy pielgrzymi ferment, jakiego nie pamiętają najstarsi mieszkańcy tego kraju. Z wszystkich włoskich diecezji wyruszyły młodzieżowe piesze pielgrzymki na spotkanie z papieżem.

Piesi pielgrzymi wędrujący na Jasną Górę stanowią nieodłączną część polskiego krajobrazu. Organizowane we Włoszech piesze pielgrzymki można zliczyć na palcach jednej ręki. Pamiętam, jak w samolocie lecącym do Rzymu spotkałam kiedyś włoską rodzinę, która w sierpniu zawitała na Jasną Górę. Choć byli w Polsce prawie dwa tygodnie, to właśnie to miejsce wywarło na nich największe wrażenie. A konkretnie niekończące się rzesze pielgrzymów wchodzących na jasnogórski szczyt. Byli zszokowani nie tylko ilością pielgrzymujących ludzi, ale przede wszystkim tym, że było wśród nich wielu młodych ludzi, a nawet rodziny z dziećmi. Czegoś takiego nigdy nie widzieli. Gdy opowiadali o tym doświadczeniu słychać było w ich głosie pewną zazdrość. Mówili, że stali dobrych kilka godzin chłonąc ten żywy Kościół, po to by móc samemu z niego zaczerpnąć.
Nic więc dziwnego, że wiadomość o tym, iż ponad 30 tys. młodych Włochów wyruszyło pieszo na pielgrzymkę do Rzymu budzi w tym kraju ogromne zainteresowanie, ale i pewne niedowierzanie. W wielu mediach słychać zdziwione: „ale po co; czy nie ma lepszego zajęcia na wakacje; czemu służą takie archaiczne formy religijności?”. Włoska pielgrzymka jest naprawdę wyjątkowa. Tego samego dnia młodzi wyruszyli na pielgrzymi szlak z wszystkich dwustu włoskich diecezji. Każdy idzie własnym szlakiem i własnym rytmem, ci którzy mają do pokonania mniej kilometrów angażują się po drodze np. w wolontariat. Na pewnych etapach drogi się krzyżują i łączą w większe nurty. Właśnie z tego pielgrzymowania w tym samym czasie, ale różnymi drogami wzięło się hasło inicjatywy „Przez tysiąc dróg”. Młodzi dotrą do Rzymu 11 sierpnia. Wtedy spotkają się z papieżem na specjalnym czuwaniu modlitewnym, a następnego dnia wezmą udział w uroczystej mszy, podczas której Franciszek roześle ich z misją głoszenia Ewangelii w swoich środowiskach.
Pielgrzymka jest inicjatywą włoskiego episkopatu przygotowującą młodych na październikowy Synod Biskupów o młodzieży. Sami organizatorzy przyznają, że bali się iż ich propozycja zakończy się fiaskiem. Tymczasem do młodych dołączyło także wielu rodziców tworząc „dorosły” strumień młodzieżowego pielgrzymowania. W założeniach chodziło o to, by zanim młodzi spotkają się z papieżem doświadczyli czegoś naprawdę mocnego, zarówno na płaszczyźnie wiary, życia, jak i relacji. To zejście z kanapy i założenie wyczynowych butów, do czego zachęca Franciszek. To także, jak mówią sami młodzi, przeżywanie krok za krokiem doświadczenia wiary i uczenia się życia czerpiąc z korzeni ziemi, z której się wyrosło. Pątnicy odkrywają bowiem na trasie chrześcijańskie dziedzictwo Italii, ale także radości i problemy, z którymi boryka się obecnie ich ziemia. Kto choć raz szedł w pieszej pielgrzymce wie, jak ważne są te wydeptywane krok za krokiem doświadczenia wiary i życia. A ponad 30 tys. osób na pielgrzymim szlaku pokazuje, że warto było odkurzyć tę trochę zapomnianą we Włoszech formę pobożności.

 

aw / Warszawa (KAI) 2018-08-11 10:02 ca, źródło: http://www.niedziela.pl 

Św. Klarę z Asyżu, mistyczkę i założycielkę kontemplacyjnego zakonu klarysek, Kościół katolicki wspomina 11 sierpnia. Wraz ze św. Franciszkiem dała ona początek wielkiej rodzinie zakonu franciszkańskiego. Oboje byli niezrównanym przykładem duchowej przyjaźni i radykalnie ewangelicznego życia. Święta jest patronką dziennikarzy i pracowników telewizji.

Św. Klara urodziła się w 1194 r. w zamożnej rodzinie mieszczańskiej. Rodzice kilkakrotnie próbowali wydać ją za mąż, ale Klara zafascynowana przykładem św. Franciszka, chciała prowadzić życie podobne jak on. Mając 17 lat uciekła z domu i z rąk św. Franciszka przyjęła zgrzebny habit zakonny. Wkrótce dołączyło do niej kilka innych kobiet. Razem utworzyły przy kościele św. Damiana pierwszy klasztor, którego przełożoną została Klara.
Święta dbała szczególnie o to, by zakon zachował swoją specyfikę, to znaczy skrajne ubóstwo i prostotę życia. Miała ogromne nabożeństwo do Męki Pańskiej i Eucharystii. Przez swoją modlitwę i osobiste zabiegi sprawiła – jak przekazują podania – że w 1240 i 1241 r. Saraceni odstąpili od oblegania Asyżu.
Klara zmarła w 1253 r. i w dwa lata później została ogłoszona świętą przez papieża Aleksandra IV.
Relikwie Świętej spoczywają w Asyżu, w bazylice pod jej wezwaniem. Z kilkunastu pism jakie pozostawiła po sobie wynika, że doświadczała stanów mistycznych, choć przeżywała je w sposób niezwykle dyskretny.
Dziełem św. Klary jest kontemplacyjny zakon klarysek, które tworzą modlitewne i pokutne “zaplecze” dla apostolskiej działalności franciszkanów. Obecnie na świecie jest ponad 10 tysięcy żyjących w klauzurze sióstr. W Polsce w 5 klasztorach żyje ich ok. 120. Papież Jan Paweł II kanonizował 16 czerwca 1999 r. w Starym Sączu bł. Kingę, księżną, która ufundowała klasztor klarysek w Starym Sączu, a po śmierci męża sama do niego wstąpiła. Ponadto Kościół czci dwie inne polskie klaryski: bł. Jolantę, rodzoną siostrę św. Kingi i bł. Salomeę, która w 1245 r. sprowadziła zakon do Polski.
W 1958 r. papież Pius XII ogłosił św. Klarę patronką telewizji. Dlaczego wybór padł na świętą z Asyżu, wyjaśnia jej żywot, napisany przez Tomasza z Celano. W dzień Bożego Narodzenia, matka Klara została sama w celi, gdyż zachorowała i ubolewała, że nie może brać udziału w śpiewaniu oficjum na cześć Pana Jezusa. Wówczas usłyszała melodie rozbrzmiewające w kościele św. Franciszka – psalmodię braci, ich śpiew, dźwięk organów w oddalonej świątyni. Zobaczyła nawet sam żłóbek Pana. Gdy nazajutrz rano przyszły jej współsiostry, powiedziała im, że dzięki łasce Jezusa słyszała i widziała wszystkie obrzędy, jakie dokonywały się tej nocy w kościele św. Franciszka.

 


mat. prasowy dodane 09.08.2018 08:39 źródło: https://papiez.wiara.pl/

Nowe widowisko multimedialne.

Spektakl to próba ukazania świętości Karola Wojtyły - żywej, prawdziwej i pełnej mocy
Urząd Miasta Krakowa i Centrum Jana Pawła II "Nie lękajcie się!" zapraszają na wyjątkowy spektakl pt. „Święty z Wadowic – Jan Paweł II” , podczas którego wystąpią wybitni wokaliści i aktorzy - gwiazdy polskiej sceny rozrywkowej. Wydarzeniu towarzyszyć będą niezwykłe efekty multimedialne. Koncert odbędzie się w ramach krakowskiej nocy "Cracovia sacra".
Widowisko multimedialne z okazji 40. rocznicy wyboru Karola Wojtyły na Papieża oraz 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości odbędzie się w środę 15 sierpnia 2018 r. o godz. 20.00 na terenie papieskiego Centrum w Krakowie na Białych Morzach przy ul. Totus Tuus 34 (plac przed Sanktuarium św. Jana Pawła II). Wstęp na wydarzenie jest wolny. Bezpłatne wejściówki można odebrać w Centrum Obsługi Ruchu Turystycznego w Krakowie, przy ul. Powiśle 11.

Spektakl to próba ukazania świętości Karola Wojtyły - żywej, prawdziwej i pełnej mocy. Zaskoczeniem jest już samo podejście do tematu, bo spektakl o Janie Pawle II rozpoczyna się od... jego śmierci, a przewodnikiem widza staje się Adwokat Diabła z procesu beatyfikacyjnego. „Santo subito” wykrzyczane w kilka chwil po pogrzebie papieża, napędza korowód wydarzeń, który ostatecznie kończy się kanonizacją. Po drodze jesteśmy świadkami wielu tajemniczych znaków oraz poruszających świadectw płynących z odległych zakątków świata.

Na scenie wystąpi blisko 70 osób, w tym m.in.
• Wokaliści: Andrzej Lampert, Mateusz Nagórski, Natalia Niemen, Magda Steczkowska, Justyna Reczeniedi, Czesław Mozil, Joanna Smajdor, Piotr Szewczyk, Magdalena Wasylik, Hanka Wójciak, Rafał Żur
• Aktorzy: Urszula Grabowska, Radosław Krzyżowski, Jan Nowicki
• Orkiestra pod kierownictwem Miłosza Wośko
• Chór PASSIONART pod batutą Janusza Wierzgacza
• Grupa tancerzy w układach choreograficznych Macieja Florka
Libretto i reżyseria: Michał Zabłocki
Muzyka: Andrzej Bonarek, Krzysztof Herdzin, Czesław Mozil, Mateusz Nagórski, Adam Niedzielin, Marcin Nierubiec, Krzysztof Odrobina, Janusz Wierzgacz, Miłosz Wośko, Andrzej Zieliński

Widowisko muzyczne „Święty z Wadowic – Jan Paweł II” wyprodukowane zostało wspólnie przez Narodowe Centrum Kultury i Fundację Pełni Kultury specjalnie na Światowe Dni Młodzieży Kraków 2016. Jest ono hołdem złożonym największemu Polakowi, którego mądrość, odwaga i ogromna siła zmieniały bieg historii.

 

ks. Tomasz Horak dodane 04.08.2018 09:00 źródło: https://opole.gosc.pl/
Niedługo nam chrzestnych braknie. A jak temu zaradzić? Odbudować Kościół jako wspólnotę wspólnot.

Gdzieś mi w oko czy w ucho wpadły słowa, że niedługo nam chrzestnych braknie. „Ot, takie błyskotliwe hasełko” – pomyślałem. Aliści niedawno zetknąłem się z rzeczywistym problemem. „Nadaję się na chrzestnego?” – zapytał parafianin. Uśmiechnąłem się i powiadam: „Z wyjątkiem PESEL-u to tak”.
Bo ów zacny człowiek mógłby być pradziadkiem nowo narodzonego kandydata do chrztu. „Myśli ksiądz, że nie wiem? Ale u nas w rodzinie co drugi to rozwodnik albo w ogóle bez ślubu. Albo poganin...”. Te ostatnie słowa powiedział z wyraźnym żalem i nutką bezsilności. „Tu ksiądz ciągle o tych bocianach, a o bociany łatwiej niż o chrzestnych. Odlecieli i nie myślą wracać ze swoich ciepłych krajów. Co mi, staremu, zostaje, będę chrzestnym. Zaświadczenie mi ksiądz wypisze?”.
Wypisałem. A mam w komputerze cztery klasy zaświadczenia. Trochę to w niezgodzie z wytycznymi, ale myślę, że pożyteczne. Klasa pierwsza to: „NN jest gorliwie praktykującym parafianinem”. Klasa druga – podobnie, ale bez określenia „gorliwie”. Jednego i drugiego „można polecić jako kandydata na chrzestnego”. Trzecia klasa zawiera zdanie: „Należy do parafii i można go dopuścić”. Wreszcie klasa czwarta zawarta w określeniu: „Nie ma istotnych powodów, żeby go nie dopuścić do funkcji chrzestnego”. Żonglerka słowami? Nie, to tylko próba, by jakoś oddać rzeczywistość.
Czy jest klasa piąta – a więc: „Nie spełnia wymaganych prawem kościelnym wymogów”? Nie. To znaczy nie mam takiego formularza, ale bywa, że trzeba odmówić akceptacji. Zawsze jest to bolesne – i dla duszpasterza, i dla zawiedzionego kandydata. Na przestrzeni półwiecza mojej duszpasterskiej pracy trafiło się to może cztery, pięć razy. Proszący wiedzieli, że proszą o rzecz niemożliwą. Ale rodzina zwykle nie miała innego kandydata. W tym znaczeniu zasadna wydaje się obawa, że niedługo nam chrzestnych braknie. Już zaczyna brakować. Podobnie zresztą jest ze świadkami bierzmowania.
Już zaczyna brakować... A to znaczy, że Kościół jako wspólnota żywej wiary zaczyna się zwijać. Smutna prawda. I tu widzę szerszy horyzont całej sprawy. Kościół – taki, jaki znamy na co dzień – w coraz mniejszym stopniu jest żywym środowiskiem wiary, nadziei i miłości. Niemniej wciąż jest Kościołem. Wraca tu myśl apostoła Pawła z listu do Rzymian: „Tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy”. I kilka zdań dalej: „My, którzy jesteśmy mocni w wierze, powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne” (Rz 14,1; 15,1).
Czym innym jest przypadek chrześcijanina słabej wiary, czym innym sytuacja, gdy ów człowiek miałby pełnić funkcję świadka wiary. Bieda w tym, że owo rozróżnienie stało się mało wyraziste. Poza tym kodeksowe określenia wymogów stawianych kandydatom na chrzestnych nie stanowią jednorodnej listy, a na co dzień bywają subiektywnie interpretowane. Przez rodzinę, przez samego kandydata, przez duszpasterza. Poza tym oczekiwania mogą być zgoła niespójne. Bo na przykład człowiek z kościelnym ślubem może być niesprawiedliwym szefem dla swoich pracowników. Bywa gorliwie praktykującym, a równocześnie przyprawiającym rodzinę i sąsiadów o ciągłe zgryzoty. Na to wszystko nakłada się, zwłaszcza w dużych parafiach, nieznajomość parafian przez duszpasterza. A to on decyduje. Łatwo o dwie skrajności – zbytni rygoryzm lub zbytnią dobroduszność. A skala ocen jest ciasna: „tak” lub „nie”.
To wyrywkowa i uproszczona próba opisu sytuacji. A jak temu zaradzić? Odbudować Kościół jako wspólnotę wspólnot. Takie postawienie sprawy jest zresztą warunkiem, aby Kościół i przetrwał, i był znakiem oraz narzędziem zbawienia. To jest zatem cel strategiczny. A jakie nakreślić cele taktyczne?
Wydaje się, że potrzeba przedefiniowania roli chrzestnych, choć częściowego. Taki proces już kiedyś się dokonał na pewnym odcinku. Mam na myśli zadanie opieki nad dzieckiem, gdyby rodzicom „coś się stało”. W domyśle – gdyby ich brakło; wojny, choroby, skrajna bieda były okolicznościami częstymi i drastycznymi. Dobrze, że generalnie należy to do przeszłości. Zdaję sobie sprawę z tego, że „przedefiniowania” postawy wiary chrzestnych być nie może. Ale tak naprawdę ono się i tak dokonuje, a chrzestnymi zostają ludzie tylko formalnie spełniający stawiane wymogi. Nie jest kompetencją felietonisty proponowanie jakichkolwiek zmian kościelnego prawa, ale ukazanie sytuacji patowej jest potrzebne.
Inna sprawa to bierzmowanie. Wymaga się, by kandydat na chrzestnego już wcześniej ten sakrament przyjął. Przygotowanie do bierzmowania powinno być zatem przygotowaniem także do podjęcia się roli chrzestnego. I tutaj zdaję sobie sprawę, że od dnia bierzmowania do poproszenia kogoś na chrzestnego w życiu owego człowieka mógł nastąpić znaczący regres i wiary, i obyczajów. Kto ma to oceniać? Proboszcz wystawiający zaświadczenie? Spowiednik, który potwierdza tylko fakt spowiedzi, nie zaś przydatność kandydata? A może rodzice dziecka? Najpewniej właśnie oni. Ale to właśnie im brakuje kandydatów na chrzestnych w rodzinie. Wyjść poza rodzinę? I to byłby wyraz wspólnotowości Kościoła. Ale funkcja chrzestnych została zdeformowana zobowiązaniami zgoła niesakramentalnymi. Trudne to do przeskoczenia. A chyba konieczne, nieprawdaż?

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 16:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00