Czytelnia

Zaproszenie na internetowe, domowe rekolekcje wielkopostne 2020

Autor: ks. Paweł Kłys  źródło: https://www.archidiecezja.lodz.pl/

W związku z brakiem możliwości uczestniczenia w rekolekcjach wielkopostnych zapraszamy wszystkich do udziału w domowych, internetowych rekolekcjach wielkopostnych, którym przewodzić będzie ks. Juliusz Lasoń – kapelan szpitala im. Mikołaja Kopernika w Łodzi.

 

Część #1 | cisza | https://www.youtube.com/watch?v=OnX17n6b1wg

Część # 2 | emocje | https://www.youtube.com/watch?v=Ee9bmEG2KKc

Część # 3 | cierpliwość | https://www.youtube.com/watch?v=Uip658gug7Y

Część # 4 | pokora | https://www.youtube.com/watch?v=26fhHBt_HKU

Część # 5 | zaufanie | https://www.youtube.com/watch?v=bjgPGPbN7Rg

Część #6 | modlitwa | https://www.youtube.com/watch?v=F7IH4xtxoHA

Część #7 | miłość | https://www.youtube.com/watch?v=DXbejMnAj3o

Część #8 | łzy | https://www.youtube.com/watch?v=5LL0PPT-6Rs

Część #9 | walka | https://www.youtube.com/watch?v=PAGgZhKW6gw

 

ks. Tomasz Horak dodane 21.03.2020 09:00 źródło: https://opole.gosc.pl/

Czy nadszedł czas objawienia, czyli czas apokalipsy?

Znowu nad górami huczał wicher. Chłopaków ze straży dwa razy w nocy budziła syrena. Swoją drogą podziwiam ich, jak gonią samochodami pod remizę. Granica zamknięta, na głównej ulicy ruch właściwie żaden. Więc pędzą, po chwili już słyszę syrenę wozu bojowego. A bój z żywiołem - tym razem pewnie z bukami tarasującymi szosę.
Dźwięk syreny zawsze mi łzy z oczu wyciska. Pewnie dlatego, że nasz pies z dzieciństwa zawsze wtedy zaczynał żałośnie wyć, co się dzieciakowi udzielało i jako taki wręcz atawistyczny odruch utrwaliło. A syrena była że aż! Jeszcze z czasów wojennego luftschutzu (obrony powietrznej), oczywiście niemieckiego, choć my ze Lwowa. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, jakie tragedie ludzie parę lat wcześniej przeżywali i jak ryk syreny ich przerażał. Bo na dzieciaka gruzy i sterczące spod nich zwęglone belki wrażenia już nie robiły. Taki krajobraz zastałem. Gdy mama potrzebowała drzewnego węgla do żelazka, wysyłała mnie z blaszanką po konserwie z "UNRRy". Wracałem z czarnym urobkiem raz dwa...
Co to za temat? Ano temat klęski, walącej się na świat. Dobrze napisałem: na świat. Koronawirus jest powodem klęski ogólnoświatowej. Najgorsze, że bestii, która uśmierca i paraliżuje dusze ludzi, nie widać. Kwarantanna - niegdyś było to słowo z wierszy, które dziś mało kto pamięta. Pisał Słowacki: "Trzy razy księżyc obrócił się złoty,/ jak na tym piasku rozbiłem namioty...". O dżumę chodziło, cholera inaczej przebiegała, ale wymiatała może i skuteczniej. Dżuma zasłużyła sobie na określenie czarnej śmierci. Cholera przetrwała jako przerywnik w słownictwie niesalonowym. Obie powodowane bakteriami. Dziś mamy wirusa. Chyba wszyscy już na tyle podszkoleni, że rozróżniają zarówno sposób zakażenia, jak i trudności leczenia.
Krótko mówiąc - nic nowego. Tyle że naszemu pokoleniu zdawało się, iż wszelkie tego typu zagrożenia już zażegnane. I zapomnieliśmy o cholerycznych cmentarzach, które prawie w każdym miasteczku gdzieś tam są, najczęściej zaniedbane, ale i nienaruszone - jak minie najgorsze, idź i zapal tam lampkę. Z modlitwą. Uwierzyliśmy w szczepienia. Mój Boże! Wynalazki Ludwika Pasteura, później Roberta Kocha uratowały miliony ludzi. Od wścieklizny, od gruźlicy i od tylu innych chorób powodowanych przez wirusy bądź bakterie. Zdawało się nam, że nawet jeśli przeciwko czemuś tam szczepionki nie ma, to jeszcze jej nie ma. Ale za tydzień będzie. Nie będzie, a już na pewno nie za tydzień. A to coś małego, czego zobaczyć nie potrafimy, nazwane koronawirusem, może tak drastycznie wpłynąć na funkcjonowanie świata i jego mechanizmów. Także makromechanizmów.
Jeszcze kilka tygodni temu pojawiały się newsy informujące o planetoidach, które mogą uderzyć w Ziemię. Najwyraźniej brakowało ludziom dreszczyku emocji. Co by to wtedy mogło się dziać... A może nic by się już nie działo - ogromny pocisk z kosmosu rozwaliłby staruszkę Ziemię razem z nami. A tu okazało się, że scenariusz może być zgoła inny. I pewnie niejedyny. Zwykło się wtedy powtarzać - i takie tytuły można było przeczytać - "czas apokalipsy". Cóż to takiego ta apokalipsa?
Ostatnia księga Biblii w greckim oryginale zaczyna się od słowa "apokalypsis", co znaczy objawienie. Dalsze słowa uściślają: "Objawienie Jezusa Chrystusa". Trudna jest to księga, bo operuje językiem obrazów i symboli, historycznych odniesień i językowych - także liczbowych - łamigłówek. I pełna jest obrazów dramatycznych katastrof, wojen, tajemniczych smoków, bestii, aniołów, wojsk...
Trudna jest ta księga i wymaga dobrego zorientowania w tego typu starożytnej literaturze. Czytając ją, łatwo dać się ponieść albo fantazji, albo wyjaśnieniom "na chłopski rozum". Myśl ześlizguje się wtedy po warstwie symboli i obrazów, mijając się z głębokim znaczeniem za nimi ukrytym. Tym sposobem pierwsze słowo wspomnianej księgi stało się synonimem klęsk, katastrof, kataklizmów, wojen, epidemii. Zniknęło, a przynajmniej przesunęło się na dalszy plan pierwotne znaczenie słowa "apokalipsa", czyli objawienie.
Czas apokalipsy - czyli objawienia - trwa. Trwa właściwie od dnia stworzenia świata. Nowej jakości nabrało objawienie w czasach proroków. Zgoła inne znaczenie zyskało z przyjściem na świat Jezusa. Zrozumieć znaki zapisane w księdze - to jedno. Odczytać, zinterpretować, odnieść do siebie znaki dokonujące się na naszych oczach - to drugie.
A że te znaki wstrząsają światem - jak trwająca pandemia koronawirusa - to trudna sprawa. Nasze czasy obfitują w takie trudne i wymagające od człowieka znaki. Wiele z nich zostało przez człowieka sprowokowanych - zmiany klimatyczne, wymieranie gatunków zwierząt i roślin, zniszczenie zdrowych źródeł żywności i wiele innych. To nie apokalipsa w znaczeniu klęski. To apokalipsa, czyli objawienie i zdolność jego odczytania. Odczytania, interpretacji i odpowiedzi na pytania, które Stwórca stawia ludziom. Także bezmyślnym lekkoduchom i przewrotnym prowokatorom.
Wiem, że wielu stawia sobie pytania o naszą, ludzką egzystencję w nowo objawionych warunkach. Niektórzy mówią, że teraz już nic nie będzie takie jak przedtem. Niejeden i niejedna odkryli, że goniliśmy za tysiącem niepotrzebnych rzeczy, a nie warto było. Rodziny odkryły, jak to dobrze mieć wreszcie czas dla siebie. Tylu uświadomiło sobie potrzebę modlitwy i pragnienie Komunii św. I to nie ze strachu, ale dlatego, że rozszerzyło się i oczyściło pole widzenia i odczuwania. Piszę to, odebrawszy w ostatnich dniach wiele telefonów i czytając wpisy na Facebooku. Czy już to nie wskazuje, że nadszedł czas objawienia, czyli czas apokalipsy?

 

ks. Włodzimierz Lewandowski dodane 27.03.2020 00:24 źródło: https://liturgia.wiara.pl/

Słysząc "Ciało Chrystusa" myślimy o Komunii świętej. Co na to święty Paweł?

Warto na moment oderwać się od narracji świętego Jana i spojrzeć na wydarzenie zawsze pierwszej Wieczerzy przez pryzmat nauczania świętego Pawła. Jedenasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian zawiera najstarszy opis Wieczerzy Pańskiej. Apostoł z mocą podkreśla, że nauka, jaką głosi nie jest jego. „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem…” Dla wielu fragment ten jest dowodem na to, że nie ma Kościoła bez Eucharystii. Jej sprawowanie jest głoszeniem śmierci Pana „aż przyjdzie”. Stąd w aklamacji po przeistoczeniu mówimy: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu; wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale”.
W naszej refleksji ważny jest kontekst, w którym umieszczona została katecheza o Eucharystii. Następny, dwunasty rozdział Listu, poświęcony jest darom duchowym i Kościołowi. Ten zyskuje miano Ciała Chrystusa. Być może u korzeni takiego postrzegania jest doświadczenie spod Damaszku, gdzie Chrystus pytał Pawła „dlaczego Mnie prześladujesz”. Tu jednak nie znajdziemy odniesień do momentu nawrócenia, natomiast zostanie przywołany argument chrztu: „Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało”. Na tyle prawdziwe i rzeczywiste, że dalej napisze: „Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami”. To dlatego soborowa Konstytucja o liturgii każdą celebrację liturgiczną nazwie działaniem „Chrystusa-Kapłana i Jego Ciała, czyli Kościoła”. A w Katechizmie Kościoła Katolickiego znajdzie się zapis: „Kościół, który jest Ciałem Chrystusa, uczestniczy w ofierze swojej Głowy. Razem z Chrystusem ofiarowuje się cały i łączy się z jego wstawiennictwem u Ojca za wszystkich ludzi. W Eucharystii ofiara Chrystusa staje się także ofiarą członków Jego Ciała. Życie wiernych, składane przez nich uwielbienie, ich cierpienia, modlitwy i praca, łączą się z życiem, uwielbieniem, cierpieniami, modlitwą i pracą Chrystusa i z Jego ostatecznym ofiarowaniem się oraz nabierają w ten sposób nowej wartości”.

Co to oznacza w praktyce?
Po pierwsze duchowe przygotowanie do wewnętrznego uczestnictwa w Eucharystii. Polega ono na przygotowaniu duchowego daru, jaki zostanie złożony z Chrystusem na ołtarzu. Daru z życia, uwielbienia, cierpienia, modlitwy i pracy. Ten moment domaga się konkretu i pełnej świadomości. Czasem tym darem będzie coś, co nas uskrzydla. Częściej to, o czym jak najszybciej chcielibyśmy zapomnieć. To domaga się przeorientowania naszego przygotowania do uczestnictwa we Mszy świętej. Strój, śpiewy, komentarze – to wszystko jest ważne. Ale bez przygotowania duchowego daru zawsze, nawet przy największym zaangażowaniu, będziemy obok. Nie żywą cząstką Ciała a umieszczonym na jego powierzchni obserwatorem.
Po drugie ta wewnętrzna jedność domaga się zewnętrznych znaków. Bo taka jest natura sakramentów. Zewnętrzne znaki wewnętrznej łaski. Do tych zewnętrznych znaków, wskazujących na jedność Ciała należą odpowiedzi na wezwania celebransa, wspólne aklamacje, śpiewy i postawy. Ale szczytem jedności Ciała jest Komunia święta. To przez nią w najdoskonalszy sposób stajemy się jednym Ciałem. Takie przeżywanie Eucharystii Sobór nazywa participatio actuosa – uczestnictwo czynne.

 

Jeśli Jezus zapyta cię: "czy chcesz być zdrowy"?, to co odpowiesz?

abp Grzegorz Ryś 2020-03-22, 08:00 źródło: https://deon.pl/

Jego ręce zapewne też już nie mają w sobie wielkiej siły. Nie ma kłopotu z głową, ma kłopot z mięśniami. Oczywiście, potem problem obejmuje także głowę. Wiecie dlaczego? Kiedy Jezus mu mówi: „Chcesz być zdrowy?”, to on odpowiada takie słowa.
Przywołajmy dobrze znaną opowieść z Ewangelii Janowej o człowieku uzdrowionym przez Jezusa przy sadzawce Betesda (por. J 5,1–18), bo ona właśnie o tym mówi. Na czym polega problem tego człowieka? Na tym, że trzydzieści osiem lat leży w sadzawce, która ma pięć krużganków. U Jana to wszystko jest symboliczne. Tych pięć kruż - ganków to symbol pięciu ksiąg Tory. Czyli mamy oto człowieka, który został położony w samym sercu Biblii, w samym sercu słowa Bożego. Leży trzydzieści osiem lat „obłożony” Biblią, Torą. Zna słowo Boże na wyrywki.
Ale zmaga się z bezsilnością – jego mięśnie są w zaniku, przez trzydzieści osiem lat leży na noszach, na których go codziennie przynoszą i potem wynoszą. Jego ręce zapewne też już nie mają w sobie wielkiej siły. Nie ma kłopotu z głową, ma kłopot z mięśniami. Oczywiście, potem problem obejmuje także głowę. Wiecie dlaczego? Kiedy Jezus mu mówi: „Chcesz być zdrowy?”, to on odpowiada: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki” (J 5,7).
Wszyscy, którzy komentują tę Ewangelię, stwierdzają, że to jest typowy sposób obrony, „nie moja wina, leżę tu, bo nigdy nikt nie pomógł mi wstać”. Tkwił tu trzydzieści osiem lat i będzie tkwił nadal, dobrze mu z tym, już się przyzwyczaił. Na samą myśl, że mogłoby się coś zmienić, ogarnia go strach. Niemoc objęła więc także jego głowę i serce, wolę, pragnienia. Wszystko w nim jest stępiałe, choć... − powtórzmy: wszystko wie, ułożony w samym środku Tory.
To jest diagnoza, jaką nam daje św. Jan w tym fragmencie odnośnie do nas: ostatecznie dary Ducha, te, których nam brakuje, odnoszą się do naszej zdolności, do naszej siły, której w nas nie ma. Dlaczego nie ma w nas siły?
Dam najprostszą odpowiedź przykładem, który noszę w sobie od wielu lat. Jako młody ksiądz zamieszkałem w Krakowie przy kościele św. Marka. Razem z nami mieszkał tam m.in. niezwykły ksiądz pułkownik Roman Daca. To był lwowski kapłan, który przyszedł do Krakowa po wojnie. Niezwykły człowiek.
Czekaliśmy wszyscy z nim na szlify generalskie, ale nie dane mu było ich doczekać. Jest pochowany w głównej alei cmentarza na Salwatorze. Mawiał, że jego mama urodziła go dwa razy w życiu. Pierwszy raz, kiedy go po prostu urodziła jako niemowlę, ale drugi raz w czasie wojny, kiedy na plebanię, gdzie mieszkał, przyszli Ukraińcy, żeby go zabić. Jego matka wepchnęła go do piwnicy pod podłogą, przykryła tę podłogę jakimś deklem i na ten dekiel przesunęła szafę, której normalnie dwóch osiłków by nie przepchnęło.
Skąd miała taką siłę, to sami sobie odpowiedzcie. Dostała zastrzyk jakiejś niesłychanej mocy, więc mordercy, którzy przyszli po księdza, nie mieli ani cienia podejrzenia, że pod tą szafą jest piwnica, a w niej ten, którego szukają. Oczywiście zabili matkę i poszli, ksiądz Roman słyszał, jak ta, która dała mu życie, umiera. Wiedział więc, co mówi, kiedy powtarzał, że jego matka urodziła go dwukrotnie, za każdym razem w bólach. Powiem wam dla całości obrazu, że ten sam ksiądz nas uczył: „Nie potępiajcie Ukraińców, zabili mi matkę, ale też trzy razy uratowali mi życie”. Nie ma prostych ocen, nie ma łatwych osądów. Tę lekcję księdza Dacy zapamiętałem na całe życie, ponieważ wtedy, kiedy on nam to wszystko opowiadał, rzymscy katolicy z grekokatolikami w Przemyślu kłócili się o katedrę. „Jak tu Ukraińcom oddawać kościół?”.
Jak zwykle w takich wypadkach każdy z nas – domowników miał i wypowiadał swoje własne, stanowcze i nieomylne zdanie na temat relacji polsko-ukraińskich. Jedynym człowiekiem, który wypowiadał się z dystansem, umiarem, wrażliwością, i – śmiem powiedzieć – miłością był ksiądz Daca. Matka urodziła go dwa razy. Wiecie, skąd się bierze siła?

 

Kard. Krajewski zapowiada niezwykłą modlitwę papieża. Wyjdzie samotnie na Plac św. Piotra

KAI / sz 26 marca 2020, 10:23 źródło: https://deon.pl/

- Wczoraj papież prosił nas wszystkich wierzących: o 12.00 błagajmy Boga. Święć się imię Twoje, a nie moje, bądź wola Twoja, a nie moja, przyjdź Królestwo Twoje, a nie moje. Jak Mojżesz. Jutro papież pojawi się na Placu św. Piotra, gdzie nie ma nikogo - mówił papieski jałmużnik kard. Konrad Krajewski w homilii podczas Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II, odprawianej w języku polskim w każdy czwartkowy poranek.
Kard. Krajewski nawiązał w homilii do fragmentu z Księgi Wyjścia, czytanego w dzisiejszej liturgii, opowiadającego o losach Izraelitów na pustyni. - Pan Bóg wyprowadził ich z Egiptu, tyle znaków, tyle cudów, a oni ulali sobie z metalu cielca i mówią, że to bóg - głuchoniemy - i zaczynają go obnosić, adorować. To jakieś wariactwo. I co robi Mojżesz? Błaga Boga: zlituj się. Ty jesteś miłośnikiem życia. Błaga, żeby wyszli z tej sytuacji - mówił papieski jałmużnik. Zwrócił też uwagę na analogię, pomiędzy biblijnym wydarzeniem, a obecnie panującą sytuacją.
- Wczoraj papież prosił nas wszystkich wierzących: o 12.00 błagajmy Boga. Święć się imię Twoje, a nie moje, bądź wola Twoja, a nie moja, przyjdź Królestwo Twoje, a nie moje. Jak Mojżesz. Jutro papież pojawi się na Placu św. Piotra, gdzie nie ma nikogo. Z Najświętszym Sakramentem. Będzie wznosił ręce i prosił, żeby Bóg się ulitował nad nami. Udzieli błogosławieństwa miastu i światu, odpustu zupełnego, byśmy zaczęli od nowa - mówił kardynał.
Kard. Krajewski odwołał się też do osobistych doświadczeń, kiedy wielokrotnie był świadkiem ludzkich tragedii i zarazem ogromu Bożego Miłosierdzia. - W swojej posłudze jako ceremoniarz i jako jałmużnik, już kilka razy widziałem wojskowe samochody, które wywoziły setki trumien. Najpierw w Aquili, na jednym boisku zgromadzono 200 trumien. W Wielki Piątek sprawowaliśmy Mszę św., czego historia nie zna, bo od wieków jej nie sprawujemy tego dnia. Potem Lampedusa: 350 trumien na raz. Miejscowy biskup nie dał rady, musiał wyjść. Amatrice - podobna sytuacja. Po katastrofie smoleńskiej - podobna" - wspominał papieski jałmużnik.
Przywołał też pytanie, które nasuwa się wobec takich tragedii i podpowiedział, gdzie szukać na nie odpowiedzi. - Dlaczego Jezu? Dlaczego to się im przydarzyło, a nie mnie? Czego ode mnie chcesz, że ja żyję, że ja jestem, że się poruszam? I szukam odpowiedzi w Piśmie Świętym, bo ono mówi do mnie. Kiedy czytam Pismo Święte, Ewangelię, to ona czyta mnie, moje życie. I zaczynam być olśniony tym, czego chce ode mnie Bóg - wyjaśniał hierarcha, podając konkretny przykład z fragmentu Ewangelii, czytanego dziś w Kościele na całym świecie, także w miejscach, w których trwa najcięższa walka z koronawirusem.
- Jezus mówi tak: nie uwierzyliście Temu, który Mnie posłał. Nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Chodzicie po opłotkach. Mówi do nas, że On jest źródłem Życia. No to dlaczego nie pijemy ze źródła, tylko z konewki, czy z kałuży? I mówi dalej dziś do nas Jezus: nie macie w sobie miłości Boga. Zajmujecie się własną chwałą. Obdarzacie się własną chwałą. Może trzeba wyciągnąć Pismo Święte z biblioteczki, położyć w szczególnym miejscu w domu, zapalić świecę? Ja to robię. I zacząć czytać Słowo Boga. A Bóg zaczyna czytać moje życie. I znajdę tam odpowiedź: dlaczego ja jeszcze jestem - mówił kard. Krajewski.
Papieski jałmużnik przestrzegł też przed niewłaściwą postawą, jaką nieświadomie może przyjąć chrześcijanin. - Można być pasjonatem spraw religijnych, odmawiać wszystkie koronki, celebrować wszystkie nabożeństwa, a nie być blisko Boga. Tego cielca razem z ludźmi stworzył Aaron, brat Mojżesza, dwa lata od niego starszy. Te słowa są do wszystkich - podkreślił i dodał: "Jeśli zbłądziliśmy, to trzeba wrócić. On jest Miłośnikiem życia. On nie chce śmierci mojej. On chce, żebym żył na wieki."
Dzisiejszą Mszę św. w Bazylice Watykańskiej przy grobie św. Jana Pawła II kard. Krajewski sprawował w intencji wszystkich, którzy zmarli wczoraj wskutek koronawirusa. Uczestniczyło w niej dwóch koncelebransów i kilkanaście osób - głównie sióstr zakonnych z Watykanu i okolic.

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00