Czytelnia

KAI dodane 19.01.2020 13:10 źródło: https://papiez.wiara.pl/

Bóg staje po naszej stronie, czyni się solidarnym z nami, grzesznikami i zbawia świat od zła, biorąc je całkowicie na siebie - mówił o tym papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę „Anioł Pański” na placu św. Piotra w Watykanie. Pozdrawiając zgromadzonych pielgrzymów, wymienił m.in. Polaków z Bielska-Białej i Poznania.

Papież zauważył, że „pierwszym świadkiem Chrystusa” był Jan Chrzciciel, który widział „Syna Bożego solidarnego z grzesznikami; a Duch Święty sprawił, że zrozumiał bezprecedensową nowość, prawdziwy przewrót”. - Istotnie, podczas gdy we wszystkich religiach to człowiek ofiarowuje i poświęca coś Bogu, to w wydarzeniu Jezusa Bóg ofiarowuje swego Syna dla zbawienie ludzkości - zaznaczył Franciszek.
- Świadectwo Jana Chrzciciela zachęca nas do rozpoczynania naszej drogi wiary zawsze na nowo: do zaczynania od Jezusa Chrystusa, Baranka pełnego miłosierdzia, którego Ojciec dał za nas. Ponownie dajmy się zaskoczyć decyzją Boga, by stanąć po naszej stronie, uczynić się solidarnym z nami, grzesznikami i zbawić świat od zła, biorąc je całkowicie na siebie - zachęcił Ojciec Święty.
Wezwał, by nauczyć się od Jana Chrzciciela niezakładania, „że już znamy Jezusa, że wiemy już o Nim wszystko”. - Nie, tak nie jest. Zatrzymajmy się na Ewangelii, być może nawet kontemplując ikonę Chrystusa, „Święte Oblicze”, jeden z wielu wspaniałych wizerunków, w które bogata jest historia sztuki na Wschodzie i Zachodzie. Kontemplujmy oczami, a jeszcze bardziej sercem; i dajmy się pouczyć Duchowi Świętemu, który mówi nam we wnętrzu: To On! On jest Synem Bożym, który stał się Barankiem, złożonym w ofierze ze względu na miłość. On, tylko On wziął na siebie, cierpiał, wynagrodził za grzechy świata, a także za moje grzechy. Wszystkie. Wszystkie wziął je na siebie, zgładził je, abyśmy w końcu byli wolni, nie byli już niewolnikami zła. Tak, wciąż biedni grzesznicy, jednak nie niewolnicy, ale dzieci, dzieci Boże! - podkreślił papież.

Pełny tekst:
Drodzy Bracia i Siostry, dzień dobry!
Dzisiejsza druga niedziela zwykła stanowi kontynuację Objawienia Pańskiego i święta Chrztu Jezusa, które obchodziliśmy w minioną niedzielę. Fragment Ewangelii (por. J 1, 29-34) nadal mówi nam o objawieniu się Jezusa. Istotnie po przyjęciu chrztu w Jordanie został On namaszczony przez Ducha Świętego, który na Nim spoczął a głos Ojca Niebieskiego proklamował Go Synem Bożym (por. Mt 3, 16-17 i par.). Ewangelista Jan, w przeciwieństwie do pozostałych trzech, nie opisuje tego wydarzenia, ale oferuje nam świadectwo Jana Chrzciciela. Był on pierwszym świadkiem Chrystusa. Bóg go powołał i na to przygotował.
Po dokonaniu chrztu Jan Chrzciciel nie może powstrzymać palącego pragnienia, by dać świadectwo Jezusowi i oświadcza: „Ja to ujrzałem i daję świadectwo” (w. 34). Jan widział coś wstrząsającego, to znaczy umiłowanego Syna Bożego solidarnego z grzesznikami; a Duch Święty sprawił, że zrozumiał bezprecedensową nowość, prawdziwy przewrót. Istotnie, podczas gdy we wszystkich religiach to człowiek ofiarowuje i poświęca coś Bogu, to w wydarzeniu Jezusa Bóg ofiarowuje swego Syna dla zbawienie ludzkości. Jan wyraża swoje zdumienie i zgodę na tę wstrząsającą nowość przyniesioną przez Jezusa, poprzez brzemienne wyrażenie, które powtarzamy za każdym razem we Mszy św.: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata!” (w. 29).
Świadectwo Jana Chrzciciela zachęca nas do rozpoczynania naszej drogi wiary zawsze na nowo: do zaczynania od Jezusa Chrystusa, Baranka pełnego miłosierdzia, którego Ojciec dał za nas. Ponownie dajmy się zaskoczyć decyzją Boga, by stanąć po naszej stronie, uczynić się solidarnym z nami, grzesznikami i zbawić świat od zła, biorąc je całkowicie na siebie.
Nauczmy się od Jana Chrzciciela, by nie zakładać, że już znamy Jezusa, że wiemy już o Nim wszystko (por. w. 31). Nie, tak nie jest. Zatrzymajmy się na Ewangelii, być może nawet kontemplując ikonę Chrystusa, „Święte Oblicze”, jeden z wielu wspaniałych wizerunków, w które bogata jest historia sztuki na Wschodzie i Zachodzie. Kontemplujmy oczami, a jeszcze bardziej sercem; i dajmy się pouczyć Duchowi Świętemu, który mówi nam we wnętrzu: To On! On jest Synem Bożym, który stał się Barankiem, złożonym w ofierze ze względu na miłość. On, tylko On wziął na siebie, cierpiał, wynagrodził za grzechy świata, a także za moje grzechy. Wszystkie. Wszystkie wziął je na siebie, zgładził je, abyśmy w końcu byli wolni, nie byli już niewolnikami zła. Tak, wciąż biedni grzesznicy, jednak nie niewolnicy, nie, ale dzieci, dzieci Boże!
Niech Najświętsza Maryja Panna wyjedna nam siłę, byśmy dawali świadectwo o jej Synu Jezusie; byśmy głosili Go z radością życiem wyzwolonym od zła i słowem pełnym zachwyconej i wdzięcznej wiary.
[po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry! Dziś odbywa się w Berlinie konferencja mająca na celu omówienie kryzysu w Libii. Mam gorącą nadzieję, że ten tak ważny szczyt będzie początkiem drogi ku zaprzestaniu przemocy i wynegocjowanego rozwiązania, które prowadzi do pokoju i tak bardzo upragnionej stabilizacji kraju.
Pozdrawiam was wszystkich, drodzy pielgrzymi i wierni z Rzymu. Szczególnie członków bractw z Sewilli w Hiszpanii; wiernych z Bielska-Białej i Poznania, z Polski; uczniów Loras College w Dubuque w Stanach Zjednoczonych oraz z Vila Pouca de Aguiar w Portugalii.
Pozdrawiam grupy parafialne ze Scandicci i Quarto d’Altino, z parafii San Giuseppe al Trionfale i San Melchiade w Rzymie, a także ministrantów z Corva w diecezji Concordia-Pordenone, wraz z członkami ich rodzin.
Miło mi przypomnieć, że rok 2020 został ogłoszony na arenie międzynarodowej Rokiem Pielęgniarki i Położnej. Pielęgniarki są najliczniejszymi pracownikami służby zdrowia, a położne wypełniają zapewne jeden z najszlachetniejszych zawodów. Módlmy się za nie wszystkie, aby mogły jak najlepiej wykonywać swoją cenną pracę.
Życzę wszystkim dobrej niedzieli. Proszę, nie zapomnijcie o mnie w modlitwie. Dobrego obiadu i do widzenia!

 

Anton Kner, Reinhard Abeln dodane 19.01.2020 06:00 źródło: https://biblia.wiara.pl/

Niepowodzenia zawodowe, brak pracy, kłopoty z krążeniem, awans, który nas ominął…

Pustynia – to nazwane i nienazwane fobie, poczucie straty i zawodu, błędne postawy i błędne gesty, drogi naokoło i drogi do nikąd, słuszne lub urojone poczucie winy; rozczarowania, które nie zawsze wyprowadzają z błędu; cierpienia i niezaspokojone potrzeby, dla których jeszcze nie znaleziono imienia, ale które można by sprowadzić do wspólnego mianownika: dłużej już się nie da, mimo, że by się chciało.
Co oznacza słowo pustynia? W rozumieniu Biblii pustynia nie oznacza „przestrzeni wypełnionej piaskiem”. Pustynia jest raczej obrazem samotności, opuszczenia, wypalenia.
Być na pustyni oznacza: nie mieć nikogo, nie móc się porozumieć, uginać się pod ciężarem, nie znajdować w niczym radości, być osowiałym, „wewnętrznie skurczonym” (Anselm z Canterbury). Pustynia to bezradność i uzależnienie od innych, rozpacz i uczucie, że ziemia zapada się pod stopami, wewnętrzna pustka i ogołocenie.
Pustynia to nie termin geograficzny, ale obraz egzystencji człowieka, także dzisiaj.
Tomasz Sartory, znany teolog katolicki, opisał kiedyś „sytuację pustyni” dzisiejszego człowieka w następujący sposób:
"Człowiek współczesny nie przemierza suchego, bezludnego kraju w dosłownym tego słowa znaczeniu. Mieszka w miastach. Ale czyż właśnie te gęsto zaludnione miasta nie są miejscami największej samotności i opuszczenia? Czyż nowoczesne mrówkowce nie stały się właśnie symbolem nowoczesnego odludzia? W wielu jednoosobowych celach ludzie urządzali sobie z czasem z coraz większą perfekcją i luksusem swoje pustelnie.
Te cztery ściany, w których, zazwyczaj samotni, czekają na telefon, na wizytę, na coś, co przerwie rozpacz osamotnienia. Któż może w nieskończoność czytać, słuchać płyt, oglądać telewizję, czy też przygotowywać smakołyki na grillu. Tu mamy kawałek nowoczesnej pustyni, miejsce osamotnienia i opuszczenia".
Zgadza się: samotność przybrała dziś przerażające rozmiary. Zewnętrznie ludzie coraz bardziej przybliżają się do siebie, ich serca jednak oddalają się od siebie. Sieć stosunków międzyludzkich porwana jest na strzępy. Jakże wielu z nas ma poczucie, że traci grunt pod nogami, czuje się opuszczonymi! Jakże wielu z nas nie ma się komu zwierzyć, załamuje się, traci odwagę, ulega poczuciu bezradności, niemożności przedsięwzięcia czegokolwiek, chciałoby najchętniej „ze sobą skończyć”.
Na pustyni każdy jest całkiem sam. Dotyczy to ludzi biednych w tym samym stopniu, co bogatych. Nie ma tu nikogo, do kogo można by zaraz zadzwonić, zapytać, poprosić o radę czy informację. Pustynia jest nudna i jednostajna, ciągle to samo: słońce, wiatr i piach.
Nie ma nic, co by mogło odwrócić naszą uwagę. Nie ma nikogo oprócz nas samych.
Pustynia nikogo nie pozostawia bez echa. Stanowi całą rozpiętość fizycznych i duchowych cierpień, defekty psychiczne, granice naszego temperamentu. Także niepowodzenia i upadki, nieporozumienia i niezrozumienia, pogarda i pomówienie – wszystko to kryje w sobie słowo: pustynia.
Pustynia to wszystko, co „przekreśla” nasze życie, co nas „krzyżuje”, co nam wchodzi w drogę: wszystko, co nas trapi, oczernia i hańbi, co przekreśla nasze plany, wszystko co nas męczy, hamuje i przeszkadza nam, co obraca w niwecz nasze trudy, wszystko, co nie pozwala nam się cieszyć, co nas boli, co nam kaleczy życie, nas nieomal zabija.
Niepowodzenia zawodowe, brak pracy, kłopoty z krążeniem, awans, który nas ominął; człowiek, który nam działa na nerwy albo odwrotnie: do którego czujemy nadmierną sympatię; ktoś, z kogo należałoby zrezygnować, ale się nie potrafi; uporczywe myśli i depresje; córka, która nie przeszła do następnej klasy, syn, który nie daje sobie rady w Ameryce, „niechęć do słuchania o kimkolwiek z samego tylko rozczarowania”, niemożność zaufania Bogu, bo nic się nie udało – cały ten barwny bałagan może kryć się pod pojęciem pustyni, przez którą musimy iść, co dzień, co godzinę.
Pustynia – to nazwane i nienazwane fobie, poczucie straty i zawodu, błędne postawy i błędne gesty, drogi naokoło i drogi do nikąd, słuszne lub urojone poczucie winy; rozczarowania, które nie zawsze wyprowadzają z błędu; cierpienia i niezaspokojone potrzeby, dla których jeszcze nie znaleziono imienia, ale które można by sprowadzić do wspólnego mianownika: dłużej już się nie da, mimo, że by się chciało.
Matka, która dosłownie rozbija się o chłód własnego dziecka; oszukana dziewczyna; rodzina, w której nikt już ze sobą nie rozmawia; żona, którą mąż zdradza, lub po prostu zostawia, wyrzuca jak „zużyty mebel”...
Tak można by przytaczać szereg przykładów. Pustynia jest w ludzkim życiu realnie obecna. Jest częścią człowieka, życia, każdego życia, jak głowa jest częścią ciała. Nikt, patrząc na swoje życie nie może powiedzieć z czystym sumieniem: „Jestem bezgranicznie szczęśliwy. W moim życiu wszystko dotąd szło jak z płatka!” To byłoby wprowadzanie samego siebie w błąd, oszukiwanie samego siebie. Byłby to człowiek, który nigdy naprawdę nie żył. „Bezgranicznie szczęśliwy” to bajeczka dla grzecznych dzieci.
Pustynia jest tak stara jak sama ludzkość. Doświadczały jej już wielkie postaci biblijne. Abraham, Mojżesz, Eliasz, Dawid, Jan Chrzciciel, Chrystus, Paweł – każdy z nich miał swoją pustynię, taką czy inną. Jedni doświadczali jej dłużej, inni krócej, jedni w większym, inni w mniejszym stopniu.
Na przykład Eliasz, prorok Starego Testamentu, miał wszystkiego dość i pragnął umrzeć, jak czytamy w Pierwszej Księdze Królewskiej (19,1nn). Jonasz nie poszedł do Niniwy i uciekł do Tarszisz (= Gibraltar), uważany wtedy za „koniec świata”. Św. Paweł, apostoł narodów, wzdychał nad swoim „nieszczęśliwym ciałem” (Rz 8,23); a Jezus wzdychał nad „złym i cudzołożnym plemieniem” (Mk 9,23; Mt 17,17; Łk 12,50; Mt 26,38).
Przez cóż musiał przejść Dawid, który drogo musiał zapłacić za swoje cudzołóstwo, albo Jeremiasz, ten wspaniały i wrażliwy człowiek, który oddał Bogu swoje ostatnie siły! Jakże wzdychali przed laty autorzy psalmów równo 2700 lat temu: Jahwe, jak możesz do tego dopuścić, żeby złość ludzka tak nas prześladowała, abyśmy dusili się w błocie, aby woda sięgała nam po szyję, żeby porywał nas prąd! „Zbudź się Panie, dlaczego śpisz...?”
Prawo pustyni przewija się przez całą historię Kościoła, począwszy od Ojców Pustyni a skończywszy na św. Janie od Krzyża (1542–1591), wielkiej św. Teresie z Avila (1515–1582) i św. Ignacym Loyoli (1491–1556) aż do św. Edyty Stein (1891–1942). Najwyraźniej pustynia to ważna brama do przyszłości człowieka.
Z prawem pustyni spotykamy się też w naszym codziennym życiu. W tej pustyni przypominamy wyschniętą i popękaną ziemię, która woła o wodę. Ale czyż nie jest z drugiej strony prawdą: kto jest spragniony, ma nadzieję na to, że dostanie coś do picia?
Pustynia, jeśli się na niej wytrwa, może stać się wielką życiową szansą. Okazuje się potem, że była to niepowtarzalna możliwość, aby dorosnąć, zdobyć wiedzę inaczej nieosiągalną. Pustynia ma niezwykłe znaczenie dla wewnętrznego dojrzewania człowieka, można wręcz powiedzieć: nieocenioną wartość.
„Ludzie pokryci bliznami mają w sobie szczególny żar” (Gisbert Greshake), można było przeczytać swego czasu na jednej z kart kalendarza. Oznacza to: Ludzie Ci nauczyli się, że rany to jednocześnie egzamin z życia, klasówka z życia, aby wypróbować siłę, wewnętrzne przekonanie, charakter człowieka. W tym duchu pisze też Georg Moser, zmarły w 1988 biskup diecezji Rottenburg-Stuttgart, w swej książce: "Auf dem Weg zu mir selbst":
"Cierpienie może uczynić nieczułym i zgorzkniałym; potrafi jednak też otworzyć nam oczy i podarować nam głębsze i klarowniejsze spojrzenie na świat. Burząc fasady i łamiąc lód na powierzchni naszej egzystencji, otwiera nas na nowe doświadczenia i nowe horyzonty".
Doświadczenia pustyni nie da się niczym zastąpić. Ktoś kiedyś powiedział:
"Gdy zastanawiam się nad swoim życiem muszę przyznać: Najcenniejszymi godzinami mojego życia były te, kiedy wydawało mi się, że jestem w sytuacji bez wyjścia".
Często odkrywamy, że to, co z pozoru wygląda na nieszczęście, okazuje się wkrótce szczęściem.
Adalbert Ludwig Balling, misjonarz z zakonu Mariannhill, wyraża tę myśl w następujący sposób:
'Odnowa i nawrócenie możliwe są tylko dla tego, kto krzyżowi mówi tak.
Bez krzyża – bez bólu, bez trudu i wysiłku nie ma prawdziwego postępu, również w życiu duchowym. Droga do wewnętrznej reformy prowadzi przez Golgotę. Napis w katedrze w Schleswig jest wyrazem prastarego doświadczenia: „Musimy codziennie umierać, aby nie umrzeć, kiedy będziemy umierać”'.
Nam, ludziom współczesnym trudno to pojąć. Myślimy „perfekcjonistycznie”. Wszystko musi być doskonałe i stawać się jeszcze doskonalsze: mieszkanie i wyposażenie, od robota kuchennego po telewizor. Do tego świata nie pasuje żaden krzyż, żaden ból, żadne cierpienie, żadna pustynia. Są jak gruba krecha, co przekreśla nasze osiągnięcia. Zdarzyło się to już uczniom: słowa o krzyżu wydawały im się ciemne, tak, że nie mogli ich zrozumieć (por. Łk 9,45).
Zrozumieć tego się nie da, można w to tylko uwierzyć. Wiara to jednak więcej niż wiedza. Wiara jest łaską i Bóg chce byśmy o nią prosili. Kto się modli, pokona przeciwności lub może już je pokonał. Ale – nie każdy cierpiący znajduje drogę do wyzwalającej modlitwy.
*
Fragment książki „Nie ma bezsensownych dróg”
Reinhard Abeln, dr filozofii, ur. 1938, żonaty, dwoje dzieci; uzyskawszy niższy stopień nauczycielski, studiował filozofię, psychologię, pedagogikę i antropologię; od 1970 dziennikarz kościelnej prasy, wykładowca na Uniwersytecie Trzeciego Wieku; liczne publikacje dotyczące problemów życiowych, małżeńskich i wychowawczych.
Anton Kner, prałat, ur. 1911, przez 40 lat duszpasterz parafialny w Studgarcie i Ulm, przez 13 lat kapelan w Klinice Psychiatrii i Neurologii w Rottweil-Rottenmünster, od 1988 proboszcz w stanie spoczynku w domu „Dobry Pasterz” w Untermarchtol; ma na koncie liczne kursy wyjazdowe i dni skupienia; autor licznych książek i broszur z poradami duszpasterskimi w ważnych życiowych problemach.

 

Św. Agnieszka: Mężna niewinność

Redakcja portalu 2020-01-21 źródło: https://stacja7.pl/

Była zaledwie dziewczynką, według dzisiejszych standardów, gdy zmuszano ją do małżeństwa. Wybrała jednak Chrystusa, więc została skazana na śmierć. Dziś w liturgii wspominamy św. Agnieszkę - Dziewicę i Męczennicę pierwszego Kościoła.
Agnieszkę za świętą uznają zarówno prawosławni, nazywając ją “Agnią”, jak i katolicy, należy bowiem do grona pierwszych chrześcijańskich męczenników z końca III w. Żyła za czasów Dioklecjana, na świat przychodząc w bogatej rodzinie rzymskiej. Tam też zetknęła się z wiarą w Chrystusa, którą przyjęła całym sercem. Nie wiemy do końca, czy chrześcijanami byli jej rodzice – legenda mówi, że tak.
Fakty i legendę łączy pewność co do tego, że była piękną dziewczyną, w której zakochał się syn naczelnika miasta, czyli bogaty i wysoko postawiony młodzieniec imieniem Semproniusz. Choć miała dopiero 12 lat koniecznie chciał się z nią ożenić – nie był to zresztą wtedy wiek niestosowny do zamążpójścia. Agnieszka jednak wytrwale odmawiała zarówno jego zalotom, jak i obietnicom związanym z byciem żoną wysoko urodzonego Rzymianina. Mówiła mu ponoć, że “już zaręczyła się z Innym, o wiele bogatszym”. Zarówno legenda jak i udokumentowane fakty mówią w tym miejscu o gniewie młodzieńca. Miał on się bowiem dowiedzieć lub domyślić, że Agnieszka jest chrześcijanką, co było prawnie zakazane w Rzymie. Według przekazów natychmiast rozkazał ją zabić, a skoro prawo zakazywało zabijania dziewic, wcześniej zaprowadzić do domu publicznego. Podobno tam również Agnieszka pozostała dziewicą. Legenda mówi wręcz o tym, że tych, którzy próbowali naruszyć jej czystość spotykały natychmiast nieszczęścia.
Wówczas rozkazano więc spalić ją na stosie – który jednak nie chciał się palić. Podobno z powodu tych znaków nawróciło się wtedy na chrześcijaństwo wielu rzymskich gapiów. Według legendy dziewczyna została następnie zaprowadzona na stadion, rozebrana całkowicie z szat i rzucona na pastwę dzikich zwierząt. Według innych zapisów – obcięto jej głowę. Miało to miejsce 21 stycznia 304 lub 305 roku.
W miejscu jej męczeńskiej śmierci powstał najpierw kościół, gdzie złożono jej ciało, następnie bazylika. Od początku była jedną z najpopularniejszych świętych, czczonych od początku w Kościele rzymskim. Jest patronką zaręczonych, młodych par, dziewic i ofiar gwałtu. Jej atrybutem jest baranek – bo jej imię pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego baranka (Agnus).

ks. Tomasz Jaklewicz dodane 19.01.2020 06:00 źródło: https://biblia.wiara.pl/

Jeśli Kościół przestaje wskazywać na Jezusa, jeśli jakiekolwiek inne cele, nawet szlachetne, przesłaniają ten pierwszy zasadniczy, wówczas traci rację bytu.

Baranek Boży – to jedno z najbardziej niezwykłych określeń Jezusa jako Mesjasza. Bibliści wskazują na wiele sensów tego sformułowania, które ma swoje źródło w Starym Testamencie.
1. W sztuce chrześcijańskiej św. Jan Chrzciciel bywa przedstawiany jako mąż odziany w skórę wielbłądzią z palcem wskazującym wyciągniętym w kierunku Jezusa. „Oto jest Ten, na którego czekamy”. Wskazywanie na Jezusa jako oczekiwanego Zbawiciela – to sedno misji Jana Chrzciciela. Prorok znad Jordanu najpierw przeprowadził dla Izraelitów „rekolekcje” przygotowujące ich na przyjście Mesjasza, a potem dokonał Jego rozpoznania, identyfikacji. „Przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi” – mówi św. Jan. To zdanie oddaje także istotę misji Kościoła. Celem Kościoła jest objawianie światu Jezusa Chrystusa, wskazywanie na Tego, który jest rozwiązaniem wszystkich problemów ludzkości i każdego człowieka, pomaganie ludziom, aby Go odkryli, poznali i pokochali. Jeśli Kościół przestaje wskazywać na Jezusa, jeśli jakiekolwiek inne cele, nawet szlachetne, przesłaniają ten pierwszy zasadniczy, wówczas traci rację bytu. Staje się solą bez smaku skazaną na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.
2. „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata”. Baranek Boży – to jedno z najbardziej niezwykłych określeń Jezusa jako Mesjasza. Święty Jan Ewangelista powróci do tego tytułu w Apokalipsie – pojawia się on tam aż 29 razy. Bibliści wskazują na wiele sensów tego sformułowania, które ma swoje źródło w Starym Testamencie. Najbardziej znaczące jest nawiązanie do baranka paschalnego. W święto Paschy Żydzi wspominali pamiętną noc wyjścia z Egiptu. Anioł śmierci wytracił wtedy pierworodnych Egipcjan, a ominął domy Izraelitów, którzy drzwi swych domostw pokropili krwią baranka zabitego podczas wieczerzy. Obraz baranka pojawia się także w pismach proroków Jeremiasza i Izajasza. U tego drugiego znajdujemy proroctwo o Słudze Jahwe, który zostanie zabity i w ten sposób dokona ekspiacji za grzechy ludu. „Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić […]. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją” – pisał Izajasz. Jan Chrzciciel musiał znać te teksty. I jako pierwszy w prorockiej wizji rozpoznał w Jezusie tego, który z miłości będzie cierpiał, umrze za lud i w ten sposób pokona grzech, w którym zanurzony jest świat.
3. Jan Chrzciciel mówi także o Duchu Świętym, który zstąpił na Jezusa w chwili chrztu w Jordanie. Pojawia się zapowiedź, że Jezus będzie chrzcił Duchem Świętym. Jak to rozumieć? Greckie słowo baptizein oznacza „zanurzyć”. Jezus, sam namaszczony Duchem Świętym, rozlewa tego Ducha na świat. Zbawienie nie jest tylko uwolnieniem od grzechu. Zbawienie jest także zanurzeniem świata w Duchu Świętym. Przypominają się pierwsze słowa Biblii mówiące o Duchu Bożym, który unosił się nad wodami (Rdz 1,2). Jezus nie tylko odnawia dzieło stworzenia naznaczone przez grzech, ale także przynosi światu nowy, wspaniały dar Boga. Daje Ducha, który oświeca człowieka, wszak jest Duchem Prawdy. I zanurza świat w odwiecznej miłości Bożej. Duch Święty jest miłością łączącą Ojca z Synem. Zadaniem Kościoła nie jest tylko wskazywanie na Jezusa, ale także napełnianie bezdusznego świata Duchem Bożym, Duchem Prawdy i Miłości.•

 

ks. Tomasz Horak dodane 18.01.2020 09:00 źródło: https://opole.gosc.pl/

Wiem o ile trudniej relacjonować dobro. Stąd w niektórych kręgach dziennikarskich mówi się, że dobra wiadomość to żadna wiadomość. Gorzej, jeśli ta zasada staje się jedną z głównych, choć skrywanych, medialnych reguł. Reguł, które trzeba ocenić jako nieetyczne.

Na pokładzie wszystko w porządku. Przechodzę na autopilota". Za chwilę rakieta uderzyła w pasażerski samolot, zaraz potem druga. Wszystkiego nie wiemy. Ale świat wie, że prawie 180 ludzi, obywateli 7 państw, zginęło. Rakietę odpalił nie przypadkowy człowiek, choć - można rzec - przypadkowo. Też nie. Miał ponoć 10 sekund na podjęcie decyzji. Decyzja może zapaść, gdy się ma jakieś dane w garści czy przynajmniej w głowie. Jakie miał dane? Pewnie żadnych. Zatem ruletka? Przynajmniej wymuszona. Jeśli poszukiwacze złota w Dawson obstawiali "mieszek złotego piasku na czerwoną dziewiątkę", to pal sześć. Jego złoto, jego strata. Ruletkowe reguły (a istnieją! Przypadek w ruletce jest ujęty mimo wszystko w jakieś zasady)... Otóż, ruletkowe reguły nie mogą mieć miejsca przy pulpicie rakietowych wyrzutni. Chyba że krupierem jest diabeł.
17 lipca 2014 r. nad Ukrainą zestrzelony został też pasażerski samolot z prawie 300 osobami na pokładzie. Tyle że tu nie było nawet ruletki. Gorzej - bo celowo i z daleka przywieziono wyrzutnię i pociski. Wszyscy zginęli. A nasz samolot w Smoleńsku? Nie komentuję, bo zamęt wokół sprawy robi wrażenie sztucznie karmionego. Co wzbudza podejrzenie, to fakt, że w jednej chwili ginie całe nieomal kierownictwo państwa. Dużego państwa w centrum Europy. Jej historia od wieków nie zna żadnego wydarzenia z takim skutkiem. Ale pomijając wszystkie polityczne konotacje, mamy kolejny, w wielkiej skali, problem zła. Nawet jeśli któraś z tych - i nie tylko tych wspomnianych - historii byłaby dziełem przypadku, to i tak pozostaje tragedią ludzi. Zarówno bezpośrednich ofiar, jak i ich bliskich, a nawet całych narodów - to dlatego bywają ogłaszane dni żałoby narodowej.
Mam w smartfonie takie ustrojstwo, które za pociągnięciem palca przenosi w świat "ciekawych" wiadomości. Przynajmniej tak to jest deklarowane. Kto dokonuje wyboru? Wedle jakich kryteriów ocenia przydatność owych newsów w tym okienku? Kto i wedle jakich zasad redaguje ich tytuły oraz treść tekstów (szumnie nazywanych "artykułami")? I jak się tego pozbyć?
A jakie tam treści przeważają? Na pewno sensacyjne bądź sensacyjnie skrojone. Rzucającym się w oczy filtrem jest motyw zła - fizycznego, celowo wywołanego, spowodowanego bezmyślnością wobec ludzi, ale i wobec zwierząt. Także oczekiwanego, którym można postraszyć - w stylu "asteroida uderzy w naszą planetę" albo "będzie podatek od psów". Owszem, są i dobre wątki, ale tak mi się zdaje, że stanowią mniejszość, a w odróżnieniu od złych pozbawione są siły mentalnego uderzenia.
Wiem o ile trudniej relacjonować dobro. Stąd w niektórych kręgach dziennikarskich mówi się, że dobra wiadomość to żadna wiadomość. Gorzej, jeśli ta zasada staje się jedną z głównych, choć skrywanych, medialnych reguł. Reguł, które trzeba ocenić jako nieetyczne. Sięgając do Biblii, sięgając do teologii, twierdzimy, że Boże dzieło jest dobre: "i widział Bóg, że to było bardzo dobre". Ktoś z rozmysłem (albo z głupoty) zamazujący tę fundamentalną zasadę uderza w podstawy rozumienia świata, człowieka. A Boga stawia poza obszarem swojego zainteresowania.
Inny powie: "Ale przecież cierpienie jest faktem, nieszczęścia się zdarzają, wojny i kataklizmy pustoszą świat, głupota i grzechy są zakałą ludzkiej społeczności". Oczywiście. To prawda, wiemy o tym. Jako chrześcijanie za godło mamy przecież krzyż. Ale nie upatrujemy w nim znaku klęski, lecz zwycięstwa. Dlatego nie chcemy być zwiastunami wszechogarniającej psychozy zła. Pisał apostoł Paweł: "Zło dobrem zwyciężaj" - nie tylko w moralnych i społecznych realiach codzienności, ale w wymiarze metafizycznym. Światu, człowiekowi potrzebna jest promocja dobra.
Epatowanie samego siebie, innych dookoła, społeczeństwa złem, cierpieniem, bólem, beznadziejnością jest podkopywaniem istnienia wszystkiego. Jest udziałem w nihilistycznym rozumieniu (czy raczej bezrozumieniu) rzeczywistości. Jest wreszcie zatracaniem samego siebie w jakiejś otchłani ciemności i niebytu.
Nie pozwól się zestrzelić w krainę zła. Powstań, otrząśnij się! Niech zajaśnieje ci Chrystus!

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00