Czytelnia

Damian Krawczykowski 2020-06-24 08:17 /Niedziela źródło: https://www.niedziela.pl/

W jaki sposób dobrze się modlić? Co to właściwie znaczy dobra modlitwa? Jak się do niej zabrać, co przygotować, ile ma trwać, więcej mówić czy słuchać? Oto 5 tajników dobrej modlitwy.

Już uczniowie zadręczali się pytaniami o dobrą modlitwę. Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów». Łk 11, 1

Poniżej 5 pomocnych wskazówek dobrej modlitwy:

1. MIEJSCE
Miejsce modlitwy to pierwsza kwestia o jaką musimy zadbać. Jak nauczał nas sam Jezus: Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. Mt 6, 6
Odpowiednie miejsce modlitwy z dala od zgiełku, zabiegania i wszechobecnej krzątaniny to fundament dobrej rozmowy z Bogiem. Jezus zapraszając nas do modlitwy, pragnie aby było to osobiste spotkanie miłości.
Możemy modlić się w kościele, w kaplicy, ale także we własnym domu czy nawet ogrodzie. Znajdźmy samotne, zaciszne miejsce i zapragnijmy spotkania z samym Bogiem. To pragnienie to już połowa sukcesu.

2. CZAS
Czy każdy czas jest dobry na modlitwę? Zapewne, ale lepiej znaleźć taki, który pozwoli nam zatrzymać się z Bogiem na dłuższą chwilę. Oczywiście nie kwestionuję łask płynących z aktów strzelistych, czy krótkich westchnień do Boga, np. podczas pracy. Skupmy się jednak na dłuższej modlitwie.
Warto znaleźć w swoim (zapewne zabieganym dniu) czas tylko dla Boga. Odkładamy wtedy na bok inne rzeczy, wyciszamy samartfon, blokujemy powiadomienia z fejsa i instagrama i poświęcamy czas jedynie Stwórcy.
Wiem, że o wiele łatwiej jest lajkować kolejne zdjęcia znajomych, ale znajdując chociaż 15 minut dziennie na intymną rozmowę z Bogiem Wszechświata, zyskać możemy o wiele więcej niż sympatia znajomych.

3. ATMOSFERA
Gdy już mamy wygospodarowane czas i miejsce naszej modlitwy, warto zadbać także o panującą atmosferę. Cisza to przestrzeń w której najgłośniej mówi Bóg. Wyłączmy wszelkie grające urządzenia, uklęknijmy lub usiądźmy, gdy klęczenie sprawia nam kłopot (w rozmowie z Bogiem nie chodzi o stękanie z bólu, ale skupienie się na Nim, pokutować można w innej formie np. postem).
Pomocne może być także zapalenie świecy jako znak „światła Chrystusa”, ten zewnętrzny akt pomaga uświadomić sobie, że w pomieszczeniu w którym właśnie jestem, jest sam Bóg, że za moment wejdę w tak niezwykłą i intymną relację z samym Stwórca Wszechświata.
Warto także ustawić sobie na linii wzroku krzyż lub obraz np. Jezusa Miłosiernego. Pomoże to skupić się na Nim i pamiętać o Jego stałej obecności.

4. ŚWIADOMOŚĆ
Na początku modlitwy warto uzmysłowić sobie jej prawdziwy sens. Modlitwa to nie recytowanie wyuczonych fraz z pamięci powtarzanych jak mantra do ściany. Modlitwa to przestrzeń w której spotykam się z samym Bogiem. Oczywiście, że znane modlitwy jak Koronka czy Różaniec są piękną formą kontaktu z Nim, także przez ręce Maryi, ale nie możemy zatracić prawdziwego znaczenia rozmowy z Bogiem. Modlitwy są środkiem do celu, a nie celem samym w sobie. Cel sam w sobie to spotkanie z naszym Zbawicielem.
Ważne jest także stałe przypominanie sobie przed modlitwą swojej prawdziwej tożsamości. Skoro Bóg jest kochającym Ojcem, to ja jestem jego ukochanym dzieckiem, którego On nigdy nie odtrąca i nie odrzuca. Klękając do modlitwy ze świadomością Jego niezgłębionej obecności (nie jest ograniczony ani czasem, ani przestrzenią), w miejscu w którym się modlę oraz tego, że jestem dzieckiem samego Boga – stwarza możliwości na piękne modlitewne spotkanie, w którym Jego Miłość będzie mnie ogarniać, przemieniać i odnawiać.

5. SŁUCHANIE
Gdy już właściwie przygotowani, zapominając o pędzie świata, będąc skupieni jedynie na Bogu rozpoczniemy modlitwę, nie zapomnijmy o jednym. Nie zapomnijmy słuchać Boga. Modlitwa to rozmowa, a rozmowa to korelacja dwójki lub więcej osób. Modlitwa nie jest monologiem, ale dialogiem. Dajmy możliwość Duchowi Świętemu, aby do nas mówił. On naprawdę mówi, musimy tylko Mu na to pozwolić.
Warto także do naszej modlitwy włączyć krótką lekturę Słowa Bożego i medytację nad nim. Wybierzmy jeden fragment i czytając zastanówmy się co przez te słowa mówi do mnie Bóg. Możemy także wykorzystując nowe technologie uruchomić w naszym laptopie „Adorację online” i w ciszy uwielbiać Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.
Jest mnóstwo sposobów na owocne spotkanie z Bogiem, jednak każdy z nas musi znaleźć, przy pomocy Ducha Świętego, te swoje najlepsze.
Jezus pragnie przemieniać nasze serce, odnawiać nas, umacniać, pocieszać, podnosić z upadków. Zapewniał nas przecież, że będzie z nami przez wszystkie dni, aż do końca świata. On zna doskonale nasze wnętrze. Mówmy Mu o naszych potrzebach, troskach, prośbach. Ale zostawmy Mu także przestrzeń na działanie. Jemu naprawdę na nas zależy.

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk | 07/07/2016 źródło: https://pl.aleteia.org/

Właściwie to dla bp. Bolena było najtrudniejsze. „Niektórzy nawet na nas nie spojrzeli. Poczułem, jak niewidzialni i bezbronni czują się bezdomni” – wspominał.
Wyobrażasz sobie, że na dwa dni stajesz się bezdomnym? Bp Donald Bolen z Kanady wraz z dziewięcioma innymi osobami trafił na ulicę na 36 godzin. Nocował w parku. Wszystko po to, by lepiej zrozumieć ubogich. I pozyskać fundusze na pomoc dla nich.

Przetrwać na ulicy
Grupa osób, które – prócz biskupa Saskatoon – wzięły udział w niecodziennym eksperymencie, była dość egzotyczna: piosenkarz, emerytowany policjant, muzyk, lekarz, dziennikarz. W dwuosobowych zespołach na blisko dwa dni trafili na ulicę – ubrani w używane ciuchy, bez grosza przy duszy. Mieli jedynie telefony komórkowe, żeby w kryzysowej sytuacji organizatorzy eksperymentu mogli ich zlokalizować, ale zasada była taka, że w „normalnych” warunkach ich nie używają.
Ich zadaniem było… przetrwanie na ulicy. Wydaje Ci się to banalne? Więc spróbuj wyobrazić sobie, gdzie byś się umył i wyprał swoje ubranie, gdybyś z dnia na dzień stracił dom. Jak zdobyłbyś jedzenie?
Uczestnicy eksperymentu na liście zadań do wykonania mieli np. znalezienie miejsca, gdzie umyją ręce (dziewięć razy dziennie!) oraz zęby, naładowanie komórki czy przygotowanie posiłku. (Jak otworzyć puszkę bez otwieracza? To nie lada wyzwanie!).
Grupa, która na dwa dni trafiła na ulicę, zmierzyła się też z innymi trudnościami, jakie są codziennością bezdomnych chorych – znalezienie pomocy lekarskiej, zdobycie recepty czy wymiana igieł do robienia zastrzyków…

Niewidzialni bezdomni
Ale eksperyment uwzględniał również nieco dalszą perspektywę – uczestnicy mieli skorzystać z komputerów i internetu (np. w publicznej bibliotece) po to, by poszukać ofert mieszkaniowych (z maksymalnym czynszem 460 dol. miesięcznie) oraz znaleźć telefon, z którego mogliby zadzwonić do właściciela lokum i umówić się na spotkanie.
To jeszcze nie wszystko. Podczas 36 godzin na ulicy mieli zrobić coś dobrego dla bezdomnych z Saskatoon. Trudnym zadaniem, jak wspominali uczestnicy już po zakończeniu projektu, było proszenie obcych osób o pieniądze.
Dzielili się później różnymi reakcjami przechodniów, którzy zbywali lekceważeniem ich prośby. Właściwie to dla bp. Bolena było najtrudniejsze. „Niektórzy nawet na nas nie spojrzeli. Poczułem, jak niewidzialni i bezbronni czują się bezdomni” – wspominał.

Noc w parku
Jednym z największych wyzwań dla bezdomnych jest znalezienie noclegu. Część grupy mogła przenocować w placówce Armii Zbawienia, ale inni… spędzili noc pod gołym niebem w Kinsmen Park. „Miałem to szczęście, że nigdy nie doświadczyłem głodu czy zimna. Aż do tej nocy” – mówił Marketin, który noc przespał na ziemi w miejskim parku. Temperatura, dodajmy, spadła wtedy do sześciu stopni.
Johnerowi udało się wprawdzie zdobyć dwa koce, ale to niewiele pomogło. Co więcej, w parku wciąż ktoś się kręcił, więc to nie było zbyt bezpieczne miejsce na nocleg.
Z kolei Louttit, jako emerytowany policjant, myślał, że o problemach bezdomnych ma sporą wiedzę. Ale te dwa dni na ulicy przeniosły go na nowy, głębszy poziom zrozumienia.
Celem doświadczenia było nie tylko wejście w buty bezdomnych, by lepiej zrozumieć ich bolączki, ale także zebranie funduszy dla Sanctum Care Group, która prowadzi hospicja dla ubogich i chorych na AIDS/HIV. Organizacja ma teraz w planach stworzenie specjalnych miejsc opieki dla zarażonych wirusem kobiet w ciąży. Dzięki przeprowadzeniu niecodziennego eksperymentu oraz wpłatom darczyńców udało się zebrać 135 tys. dol.

Tekst powstał na podstawie relacji K.L. Yaworskiego

 

Piotr Rostworowski OSB / EC dodane 26.06.2020 06:37 źródło: https://biblia.wiara.pl/

Wiedział Jezus jakie niepowetowane szkody wyrządzi w ciągu dziejów Jego Kościołowi chciwość…

Jezus, tak miłosierny dla grzeszników, tak wyrozumiały wobec ludzkiej słabości, w niektórych okolicznościach szczególną okazuje surowość.
"Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie" (J 2,1–11).
Przemienienie wody w wino ma symboliczne znaczenie i odnosi się do całego dzieła Odkupienia, które według św. Jana jest przede wszystkim odrodzeniem i dogłębnym przemienieniem człowieka. Przeciwstawienie, jakie było w pierwszym rozdziale między chrztem z wody a chrztem w Duchu Świętym i tu również występuje. I tu i tam występuje woda, element bezbarwny, pozbawiony smaku i mocy i jako symbol tego, co ludzkie, w pierwszym rzędzie słabości, która jest cechą metafizyczną stworzenia według Pisma Świętego. Jak chrzest Janowy nie mógł nic dać poza pragnieniem prawdziwej łaski, do której był przygotowaniem, tak i woda w Kanie nie może sama z siebie dać człowiekowi radości i upojenia. Jest tylko bezsilnym elementem. Całe ludzkie działanie, cała praca i oczekiwanie wieków nie mogły dać ludzkości upragnionej przemiany. Trzeba było na to, aby przyszła godzina Syna Człowieczego. Do tego momentu wszystko było tylko wodą. Przyszedł wreszcie dzień, że na wody Jordanu spłynął Duch Święty i to było znakiem, że Chrystus jest tym, który nada wodom moc odrodzenia człowieka w Duchu. Pierwszy więc znak, który On uczynił, jest znakiem dotyczącym również wody, jest znakiem chrzcielnym, zapowiadającym, że z wody wyłoni się upajające życie łaski i miłości przez chrzest. To w samym zaraniu działalności apostolskiej Jezusa zapowiedź przebóstwienia człowieka. Ale tak, jak w poprzednim rozdziale, chrzest Janowy był potrzebnym wkładem człowieka, tak i tu napełnienie stągwi wodą było potrzebne. To, co ludzkie jest bezsilne, gdy chodzi o zrodzenie Bożego życia, ale musi być dane, trzeba je Chrystusowi dać, tak jak przy Ofiarowaniu kropelkę wody wlewamy do kielicha. To jest konieczny, ludzki wkład w tajemnicę przemienienia.
Cud w Kanie ma szczególne znaczenie, bo jako pierwszy znak obejmuje swym symbolizmem całe dzieło Chrystusa. Jest to jakby symboliczny program. I dlatego właśnie podczas tego cudu Ewangelia nam mówi o obecności Matki Bożej, aby zaznaczyć, że Jej rola w czasie dokonywania się tego pierwszego znaku jest uzmysłowieniem Jej roli w całym Misterium Odkupienia. Nie bez znaczenia jest również fakt, że cud dokonany został na godach. Całe chrześcijaństwo jest tajemnicą godów weselnych, na których obficie płynie wino miłości. Matka Boża w swojej obecności na ludzkich godach jest tu również symbolem Matki Kościoła, która prowadzi ludzkość ku przemieniającej mocy Chrystusa, aby ją odrodzić. Ona to sługom tego odrodzenia, nie mogącym zgłębić sensu tego, co czynią, mówi: „nie wahajcie się, ale wszystko co wam każe czyńcie. Wynik to już nie wasza sprawa”. Wszyscy ludzie muszą wciąż na nowo przynosić Jezusowi tę wodę swego życia, swych myśli i czynów, by je w wino przemienił.
"Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!» Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie. W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?» Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo». Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus" (J 2,13–22).
Jezus, tak miłosierny dla grzeszników, tak wyrozumiały wobec ludzkiej słabości, w niektórych okolicznościach szczególną okazuje surowość. Surowy jest dla faryzejskiej obłudy, dla zadowolonej z siebie pychy. Surowy jest dla bezdusznej, na formalizmie opartej, pseudo-sprawiedliwości, surowy dla zamykającej się na światło twardości serca i dla niemiłosiernej postawy w stosunku do bliźniego. Tutaj okazuje się surowy dla wyuzdanej chciwości, która do tego stopnia opanować może człowieka, że nawet świątyni narzuca swoje prawa. Wiedział Jezus jakie niepowetowane szkody wyrządzi w ciągu dziejów Jego Kościołowi chciwość, która się wedrze do wnętrza świątyni i wokół ołtarza brząkać będzie złotem i szeleścić banknotami. Wiedział i chciał postawić widomy znak swoim uczniom, aby po wsze czasy wiedziano, jak bardzo surowy sąd czeka tych wszystkich, którzy Dom Ojca Jego zamieniać będą przez swą chciwość w bazar kupiecki, którzy swoje posłannictwo duchowne wykorzystywać będą dla celów materialnych, aby się wzbogacić. Dla materializmu panującego w świątyni nie ma litości Jezus. Stoły poprzewracał, pieniądze rozsypał, bydło rozgonił. Jaskinią zbójców nazwał – według innego Ewangelisty – to, co uczyniono z Kościoła przez chciwość, bo cóż czyni człowieka zbójem, jeśli nie chciwość. Jest w tym coś tak radykalnie przeciwnego całej istocie Jezusa, który cały jest płomieniem czci w stosunku do Ojca. Duch Chrystusowy to duch czci, duch adoracji, duch religii. Ten duch powołał do życia Kościół jako przybytek żarliwej modlitwy, a oto co z tego Domu Ojca uczyniono. Bicz w ręku cichego Baranka Bożego to poważne ostrzeżenie pod adresem sług ołtarza. Są rzeczy za które Bóg bardzo surowo karze i karać będzie. Nie darmo św. Paweł chciwość nazwał kultem bałwanów (por. Kol 3,5). A więc kult bałwanów w świątyni Boga miałby być tolerowany? Nic dziwnego, że w takich parafiach cześć Boża zanika. Żydzi domagają się znaku, który by usprawiedliwiał takie zachowanie się Jezusa.
Jezus usprawiedliwia swą interwencję tym, że On jest jedynym prawdziwym Budowniczym prawdziwej świątyni Boga, którą przez swą śmierć i Zmartwychwstanie wybuduje na ziemi i dlatego On jest Tym, któremu podlega wszystko, co dotyczy kultu i czci Ojca.
Fragment książki „Komentarz do Ewangelii według św. Jana”
Piotr Rostworowski OSB / EC – benedyktyn, pierwszy polski przeor odnowionego w 1939 roku klasztoru w Tyńcu. Więzień za czasów PRL-u. Kameduła – przeor eremów w Polsce, Włoszech i Kolumbii. W ostatnim okresie życia rekluz oddany całkowitej samotności przed Bogiem. Zmarł w 1999 roku i został pochowany w eremie kamedulskim we Frascati koło Rzymu. „Był zawsze bliski mojemu sercu” – napisał po Jego śmierci Ojciec Święty Jan Paweł II. Autor licznych publikacji z dziedziny duchowości i życia wewnętrznego.

 

Jaki spowiednik jest lepszy: łagodny czy surowy?

Ks. Mateusz Szerszeń CSMA | 26/06/2018 źródło: https://pl.aleteia.org/

Łagodność, która daje doświadczenie miłosiernego Boga, czy surowość, która mną wstrząśnie?
W krajach anglosaskich krąży pewne powiedzenie: „Dwie rzeczy na tym świecie są bezcenne. To dobry księgowy i łagodny spowiednik”. Co do tej pierwszej osoby nie mam zupełnej pewności i odpowiedniego doświadczenia, ale z drugą opinią zgadzam się w zupełności. Nie ma piękniejszego momentu, gdy potargany przez własne grzechy spotykam księdza, który z łagodnością pochyli się nad moim stanem.

Łagodność w konfesjonale
Łagodność w konfesjonale to cecha konieczna do rzetelnego wykonywania posługi jednania ludzi z Bogiem. Poprzez współczujące miłosierdzie przekazujemy ludziom doświadczenie spotkania z Bogiem, który nie potępia, nie obraża się, nie ściga człowieka z zapalczywością psychopaty.
Sakrament pokuty ma podnieść penitenta, nakłonić do poprawy i umocnić w dobrym. Oczywiście, łagodny spowiednik jest też (najczęściej) spowiednikiem wymagającym. Musi pewne rzeczy nazwać po imieniu, pokazać dramat ludzkiego grzechu, ale też rozumie, że grzeszność nie jest polem do wyładowywania własnych frustracji. Posługa jednania ma uobecniać w ludziach Boże miłosierdzie, a to opiera się na opisie, który Pan Jezus wypowiedział sam o sobie: „Uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”.

Surowy spowiednik?
Zdarza się, że napotykamy czasami na naszej drodze spowiednika, który potraktuje nas oschle, surowo i wzbudzając głębokie poczucie winy. Kiedyś tłumaczyłem sobie, że takie doświadczenie jest mi potrzebne, że trzeba mną wstrząsnąć.
Dziś wiem, że za każdym razem, gdy spowiednik potraktował mnie jak wroga, efekty końcowe były opłakane. Surowość rzeczywiście dużo głębiej uderza w nasze wnętrze, ale też nierzadko czyni tam ogromne spustoszenie.
Człowiek, który został źle potraktowany na spowiedzi, odejdzie od konfesjonału z poczuciem krzywdy i następnym razem wiele razy zastanowi się, czy wrócić do spowiedzi. W swoim strachu może dojść do przekonania, że spowiedź jest niepotrzebna. Strach weźmie górę nad miłością!

Zraniony przy spowiedzi
Warty podkreślenia jest też fakt, że czasami źle zinterpretujemy słowa księdza i poczujemy się zranieni. Warto w takich momentach zachować trzeźwość umysłu i nie dodawać sobie więcej niż usłyszeliśmy. Doświadczenie uczy, że człowiek dojrzały duchowo potrafi przejść ponad sprawami drugorzędnymi (zły dzień, charakter, niekompetencja spowiednika) i skupić się na tym, co istotne (oddanie własnych grzechów na krzyż Jezusa i przyjęcie Bożego przebaczenia).
Chciałbym w swoim życiu spotykać spowiedników, którzy są kompetentni w swojej łagodności i jednocześnie wykazują minimum dobrej woli, aby mnie wysłuchać.

 

Franciszek Kucharczak GN 21/2020 | dodane 21.05.2020 00:00 źródło: https://www.gosc.pl/

Paruzji nie trzeba doczekać. Trzeba na nią czekać.

Jak będzie wyglądał koniec świata? Swego czasu opowiadano o tym dowcip, nawiązujący do sceny wyboru papieża. Nad bazyliką św. Piotra biały dym, tłum na placu wiwatuje. W loggii pojawia się postać w bieli, rozkłada ręce i woła po rosyjsku: „Zdrawstwujtie riebiata!”. A ludzie: „Koooniec świata!”.
Nie o takim końcu świata mówi Biblia, a za nią Kościół. Nie o samo zaskoczenie w tym chodzi, chociaż owszem, z Objawienia wiemy, że ten dzień przyjdzie niespodzianie. Chodzi o stałą gotowość. „Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym” – mówi Jezus (Łk 21,36).

Przyjdzie tak samo
Z przekazu biblijnego wynika, że Jezus wstąpił do nieba z Góry Oliwnej. Rozciąga się stamtąd wspaniały widok na Święte Miasto. Między górą a miastem, w okolicach potoku Cedron, leży Dolina Jozafata. To tu, według Księgi Joela, miałby się rozegrać końcowy epizod historii – sąd ostateczny. Nie bez związku z tym pełno w okolicy cmentarzy żydowskich, chrześcijańskich i muzułmańskich.
Na grzbiecie Góry Oliwnej stoi niewielka romańska kaplica, znajdująca się obecnie w rękach muzułmanów. Według tradycji to tu miało miejsce wniebowstąpienie zmartwychwstałego Zbawiciela. Z Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że gdy Jezus znikł sprzed oczu uczniów, podeszli do nich „dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11).

A jednak inaczej
Więc przyjdzie – tak samo dosłownie i realnie, jak odszedł do Ojca. Biblia nie pozostawia jednak wątpliwości, że będzie to przyjście zupełnie inne od tego, gdy Syn Boży jako niemowlę – przyjąwszy ludzkie ciało – został złożony w żłobie. Tym razem świat zobaczy Zbawiciela w całym majestacie. Jego nadejście zostanie poprzedzone budzącymi grozę zdarzeniami, które On sam zapowiedział: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte” (Łk 21,25-26).
W tych dramatycznych okolicznościach nastąpi paruzja – powtórne przyjście Chrystusa. „Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą” – czytamy u ewangelisty Łukasza.
Wydawać się może dziwne, że nadejście wytęsknionego Zbawiciela poprzedzą mrok i przerażenie, i znaki przytłaczające potęgą. Czy jednak, w odpowiedniej skali, nie jest podobnie w życiu każdego z nas? Zanim przejdziemy do pełni życia, dochodzimy do „ciasnej bramy”, której przekroczenie najczęściej oznacza kulminację bólu i lęku. To jak z porodem – rozwiązanie przychodzi, gdy ból jest największy. To jest nasz prywatny koniec świata, zwany śmiercią, za którym tych, którzy nie odrzucili Bożego miłosierdzia, czeka nowy świat, skąpany w powodzi światła i szczęścia. Czy nie dlatego Jezus uspokaja: „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”?
To może się stać nagle, jak nagle przychodzi atak serca. „Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą” (1 Tes 5,2-3).
Dlatego Jezus wzywa do stałej gotowości, wzywają też apostołowie. „Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!” – napomina Tesaloniczan św. Paweł. I uzasadnia, dlaczego mamy być gotowi: „Ponieważ nie przeznaczył nas Bóg, abyśmy zasłużyli na gniew, ale na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa”. O zbawienie chodzi.

Cierpliwość Pana
Święty John Newman mawiał ponoć, że chrześcijanin powinien być zawsze gotowy na przyjęcie Komunii św. i śmierć. Kto żyje w łasce uświęcającej, w przyjaźni z Bogiem i w miłości do bliźnich, ten nie przeoczy Mesjasza, kiedykolwiek On przyjdzie. Dlaczego jednak wciąż nie przychodzi jawnie, z całą potęgą i w sposób niepozwalający wątpić?
„Cierpliwość Pana naszego uważajcie za zbawienną” – radzi św. Piotr, mówiąc o przyjściu dnia Bożego „który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią” (1 P 3,12-15). C.S. Lewis w książce „Chrześcijaństwo po prostu”, rozważając kwestię paruzji, wyraził przekonanie, że Bóg chce nam dać szansę wybrania Go z własnej woli. Bo gdy Mesjasz przyjdzie, na nawrócenie nie będzie już miejsca.
„Co ci wtedy przyjdzie ze zdeklarowania się po Jego stronie, gdy zobaczysz, jak przyrodzony wszechświat cały topnieje niczym sen, a na jego miejsce wdziera się coś innego, coś, co nigdy nawet nie zaświtało w Twej głowie – coś tak pięknego dla niektórych z nas i tak straszliwego dla innych, że nikomu nie pozostanie żaden wybór? Bo tym razem będzie to Bóg bez przebrania – coś tak przytłaczającego, że u każdego stworzenia może jedynie wywołać bądź nieodpartą miłość – bądź nieodparte przerażenie. Wtedy za późno będzie na wybieranie strony. Nie ma co mówić, że postanowiłeś się położyć, kiedy już nie da się wstać. To nie będzie czas wyboru – to będzie czas odkrycia, jaką stronę wybraliśmy naprawdę, czy sobie z tego wcześniej zdawaliśmy sprawę, czy nie” – zauważa pisarz.
Po co Jezus ostrzegałby przed przyjmowaniem w życiu postawy „panien głupich”, które lampy miały, ale oliwy nie zabrały, gdyby nie chodziło o sprawę najpoważniejszą? Gdy nadszedł Oblubieniec, drzwi zamknięto. Wtedy otrzeźwienie nic już spóźnialskim nie dało.

Smutne słowa
Podobno najsmutniejsze stwierdzenie, jakie istnieje na tym świecie, składa się z dwóch słów: „za późno”. Niestety, może je usłyszeć człowiek, gdy odrzuci ofertę zbawienia.
„Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia” – mówi Jezus św. Faustynie. Wciąż trwa czas miłosierdzia, które nie zna miary. „Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni” – zapewnia świętą Jezus. Ale zaraz też padają niepokojące słowa pod adresem opieszałych: „O biedni, którzy nie korzystają z tego cudu miłosierdzia Bożego; na darmo będziecie wołać, ale będzie już za późno” (Dz. 1448).
Gdy upłynie ostatnia godzina świata, skończy się czas, a z nim możliwość odmiany życia.
„Sąd zasiadł i otwarto księgi” – czytamy w Księdze Daniela (7,10), w opisie wizji Syna Człowieczego przybywającego na obłokach.
To będzie końcowy akord historii. Cała ludzkość wejdzie w wieczność – „ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” – zapowiada Jezus (J 5,29).

Czekać
Kiedy to nastąpi? „O dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” – mówi Zbawiciel (Mk 13,32). Daty więc nie znamy.
– Znamy jedynie znaki zapowiadające paruzję. W sposób symboliczny mówi o tym Apokalipsa, m.in. w obrazach czterech jeźdźców, oznaczających kataklizmy, które spaść mają na ziemię. Interpretacja tych obrazów i innych zapisów biblijnych wielokrotnie prowadziła ludzi do fałszywych wniosków. Już w czasach apostolskich chrześcijanie spodziewali się rychłego końca – mówi ks. dr Zbigniew Niemirski. – Rzecz była na tyle poważna, że interweniował św. Paweł. Pisał: „W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa (…) prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański” (2 Tes 1,2) – zauważa biblista.
Biblijne zapowiedzi zdarzeń poprzedzających paruzję syntetycznie ujmuje katechizm.
„Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni »tajemnicę bezbożności« pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele” (KKK 675).
Czy właśnie mamy z czymś takim do czynienia? Zarazy, kataklizmy, kryzys Kościoła, apostazje, deprawacja, samouwielbienie ludzkości i idea samozbawienia – to wszystko się dzieje… podobnie jak działo się w poprzednich pokoleniach.
Co w takim razie? Spodziewać się dnia Pańskiego czy nie?
Ewangelia mówi: spodziewać się. Czekać, czuwać i tęsknić. Nie znamy przecież daty ani końca świata, ani naszego końca na tym świecie. Naszą rzeczą jest tęsknota, Bożą jej zaspokojenie. Maranatha. Przyjdź, Panie Jezu! •

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00