Czytelnia

Rozmowa z ks. Wojciechem Miszewskim Któż jak Bóg 1/2018 dodane 03.01.2018 20:57 źródło: http://prasa.wiara.pl/
Z ks. Wojciechem Miszewskim, proboszczem parafii pw. św. Antoniego w Toruniu rozmawiali ks. Piotr Prusakiewicz CSMA oraz Karol Wojteczek

Nieraz byliśmy już więc świadkami sytuacji, gdy, zupełnie niezależnie od siebie, kilku naszych autorów przysyłało jednocześnie teksty z różnych stron pokazujące to samo zagadnienie. Tak stało się również i w tym numerze, na który przygotowaliśmy wywiad poświęcony ochronie nienarodzonych, a, zupełnie niezależnie, tematem zajęli się również ks. Edward Staniek i ks. Zbigniew Kapłański. Czas, gdy świętujemy narodziny najważniejszego Dzieciątka w dziejach świata, ale też wspominamy męczeńską śmierć świętych Młodzianków, wydaje się do tego absolutnie najstosowniejszy. Posłuchajmy jeszcze jednego głosu...

Skąd pomysł, by postawić na terenie parafii pomnik Anioła Stróża dzieci nienarodzonych?
Było to natchnienie płynące m.in. z konfesjonału. Wiele kobiet mówi tam o swoich poronieniach. Żalą się, że nie mogły odebrać ciała dziecka ze szpitala, że nie mają miejsca, przy którym mogłyby się pomodlić za jego duszę. Oczywiście spotykam w konfesjonale również kobiety, które dopuściły się aborcji i dopiero po latach zdały sobie sprawę z prawdziwej natury swojego czynu. Myśl o jakiejś formie upamiętnienia kiełkowała więc we mnie od jakiegoś czasu.
Aż wreszcie pewnego dnia przyszła do mnie rodzina, która dopiero co straciła przed narodzeniem córeczkę. Prosili o pochówek dla tego dziecka, ale też chcieli przekazać na rzecz Kościoła zasiłek pogrzebowy, który mieli po jego śmierci otrzymać. I wtedy pomyślałem, że to jest właściwy moment na realizację tego kiełkującego pomysłu, a ci rodzice również gorąco go poparli. Ojciec z tej rodziny sam zresztą doświadczył anielskiej interwencji, gdy pewnego razu zasnął za kierownicą.

Co właściwie ma symbolizować ten pomnik?
Chcieliśmy dać rodzicom, którzy borykają się ze stratą, taki pozytywny sygnał - oto anioł przytula Wasze dzieci i zabiera je do nieba. Rodzicom, którzy przychodzą pod pomnik, aby się pomodlić czy zapalić znicz rozdajemy również obrazki z modlitwą do Anioła Stróża o pomoc w szczęśliwym rozwiązaniu przy kolejnej ciąży. Chcemy ją zresztą wykuć na tablicy obok pomnika.

Wiele osób przychodzi?
Co i rusz pojawia się jakiś nowy znicz albo kwiatek, praktycznie przez cały czas u stóp pomnika pali się płomyk. Proszę zauważyć - każdy jeden taki znicz to prawdopodobnie dusza jednego dziecka.

Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że niezbyt się ten Anioł Stróż w danym przypadku spisał, skoro dziecko nie zdążyło nawet przyjść na ten świat...
Rzeczywiście, ale podstawowym zadaniem Anioła Stróża jest pomoc w doprowadzeniu człowieka do Boga. I z tego zadania Aniołowie Stróżowie dzieci nienarodzonych wywiązują się, w jakimś sensie, nawet poza kolejnością.

A jak wyglądał sam proces powstawania pomnika?
Pomnik według projektu naszego architekta, Andrzeja Ryczka i p. Ewy Miki, wyrzeźbiony został w granicie przez artystów z... Wietnamu. A przyjechał do naszej parafii w zeszłym roku, dokładnie w dniu, gdy... ulicami polskich miast przechodziły Czarne Marsze. Wcale tak tego nie planowaliśmy. Traktujemy to wydarzenie jako znak.

 

Jarek Kumor źródło: http://www.katolik.pl/

Rynek pracy jaki jest, każdy wie, a już my mężczyźni szczególnie. Najlepiej mieć znajomości. Inaczej klepiesz biedę. Taka to opinia w Polsce pokutuje. Wydźwięk ma raczej pejoratywny, bo jak po znajomości, to nieuczciwie. A w takiej Turcji na przykład nikły odsetek pracuje bez znajomości. Po prostu - o rodzinę trzeba dbać również w życiu zawodowym.

Nie piszę tego, by gloryfikować zwyczaje, panujące na styku kultur arabskiej i europejskiej tym bardziej, że Turcja to kraj bądź co bądź muzułmański i na kanwie ostatnich wydarzeń byłoby to raczej niepopularne. Niemniej nie ukrywam, że ta specyfika tureckiego rynku pracy bardzo mi odpowiada.

Bez „Swojaka” ani rusz

My mężczyźni mieć znajomości bardzo lubimy. Samoocena rośnie gdy możemy coś komuś załatwić, bo a to tu, a to tam mamy znajomego. Pracę też często znajdujemy po znajomości. I myślę, że nie ma w tym nic niezwykłego czy nieuczciwego o ile odbywa się na następujących zasadach: znam kogoś, wiem, że solidny, uczciwy, coś potrafi. To najkrótsza droga szukania często najlepszych pracowników.

A teraz spróbujmy to odnieść do wieczności. Bo pracować będziemy raczej tylko tu na ziemi. Po śmierci chyba nikt nas nie będzie budził na ósmą do firmy. Niemniej po tej drugiej stronie też wypadałoby mieć jakiegoś „Swojaka”. O ile więc jesteśmy mistrzami w załatwianiu sobie różnych przyziemnych spraw, o tyle kuleje u nas załatwianie sobie spraw nieprzyziemnych. Bo mając na tym świecie nawet najlepsze układy, a nie mając żadnych znajomości i układów po tej drugiej stronie, nasze ziemskie życie może mieć bardzo smutny finał. Będzie ono pełne, jeśli będziemy dążyli do zakumplowania się z Szefem tej drugiej strony. Bo tak samo jak nie wiemy, kiedy nam coś strzeli w samochodzie, tak nie wiemy, kiedy nam coś strzeli w życiu. To może być nawet jutro i bez żadnych znajomości w niebie, tamtejszy Mechanik na naprawę nas nie przyjmie. A tam Mechanik jest tylko jeden. OK - jest jeszcze złomiarz, ale u niego wiadomo - tylko kasacja wchodzi w grę.

Generalnie złomiarz ma to do siebie, że mocno się naprasza - ma inteligentny marketing. Nawet jeśli wydaje ci się, że twoje życiowe wybory nie doprowadzą do żadnej kasacji, on tymi wyborami potrafi pokierować w tak inteligentny sposób, że nim się zorientujesz, twoje życie będzie już dawno „na częściach”. Dostaniesz jakieś ochłapy - jak to na złomie. To wystarczy, by jako tako funkcjonować na tym świecie, ale po drugiej stronie, przy wejściu do nieba, nie będziesz miał żadnych szans. Dlaczego? Bo nikt cię tam nie pozna. Gdybyś się nie dał zezłomować - to co innego.

Do nieba, jak na tureckim rynku pracy, wejście dają tylko znajomości. Jeśli uda ci się je w porę zyskać, nie pozwolisz, by twoje życie stało się ruiną. A jeśli już się nią stało, to przy odpowiednich układach, ten złom da się jeszcze postawić do takiego stanu, by przy bramie nieba jakoś cię rozpoznali.

Szef całego zamieszania

No dobra - powiesz. Z kim konkretnie w takim razie trzeba by się zakumplować? Nie ma co się bawić w półśrodki. Trzeba wejść w układ z samym Szefem tego projektu zwanego: życie wieczne. Od czego najlepiej zacząć? Od rozpoznania całej specyfiki Osoby, za którą się zabieramy, bo jest Nią sam Bóg Ojciec. I już tu układ wygląda zupełnie inaczej niż nasze przyziemne znajomości. Bo to nie my tak naprawdę się za Niego zabieramy, ale mamy pozwolić, by to On zabrał się za nas.

Oczywiście wizja wytykania palcami przez znajomych czy podśmiewania się z twojej wzmożonej aktywności na polu wiary nie jest zachęcająca. Cóż, na szczyt można dojść tylko pod górkę. A dodatkowo Bóg mówi ci, że będziesz błogosławiony, jeśli ludzie będą ci urągać i prześladować cię z Jego powodu. Pytanie czy chcesz przyjąć to wyzwanie i autentycznie zakumplować się z Panem Bogiem. Pamiętaj, że Kościół, zarówno jako zbiorowość ludzi, jak i budynek, najczęściej dopiero od środka pokazuje swoje prawdziwe piękno. A tam naprawdę czeka Bóg!

Myślisz, że akurat z Tobą nie będzie tak łatwo? Że Bóg się nieco przerazi jak Cię zobaczy? Nic bardziej mylnego! To jest mechanik-cudotwórca – naprawi każdy model i każdą usterkę. I to za darmo! I zawsze jest do tego chętny. Ma otwarte 24/7. I warsztat i Serce! W końcu jak po znajomości to po znajomości! I jest jeszcze bonus. Bóg pokaże Ci, jakimi powinieneś jeździć drogami, by usterek było jak najmniej. To są drogi, którymi dojedziesz do Niego samego na wieczność. On w tym celu opublikował pewien bardzo znany Przewodnik – Pismo Święte. Ono stanowi dla Ciebie przestrzeń do spotkania z Nim.

Bóg nie jest takim kumplem, do którego się wpada raz na jakiś czas w razie potrzeby. Jeśli zdecydujesz się, by mieć u Niego znajomości, będziesz zaproszony do żywej i ciągłej relacji. Wyobraź sobie, że masz darmowego mechanika, blacharza i lakiernika cały czas pod ręką. To jest mniej więcej podobny układ. Nie ma wtedy szans, że trafisz na złom. Jeśli dasz się odpowiednio poprowadzić, nigdy cię to nie spotka. Bóg chce żyć z tobą w prawdziwej przyjaźni, bo chce cię mieć całego i zdrowego po twojej śmierci.

Nie krępuj się!

Sieć Jego warsztatów jest bardzo gęsta. Na pewno masz jakiś w promieniu 10 km. Charakteryzują się wysokimi wieżami z krzyżem na szczycie. W środku jest On sam i wielu Jego przedstawicieli. Idź nawiązywać wieczne znajomości. Bez nich po śmierci możesz dojechać pod bardzo niebezpieczny adres!

Jarek Kumor
profeto.pl

 

Andrzej Macura dodane 09.01.2018 10:35 źródło: http://info.wiara.pl/

Odróżnianie Ewangelii od własnych poglądów bywa trudne. Ale jest konieczne.
Parę dni temu Radio Watykańskie przytoczyło opinię kardynała. Josepha Tobina, ordynariusza Newarku (w Stanach Zjednoczonych), że „duchowość wielu amerykańskich katolików ogranicza się do praktyk religijnych, np. uczestnictwa w niedzielnej Mszy, a właściwa i prawdziwa wiara została wyeliminowana z przestrzeni publicznej, domu i codziennego życia”. Co konkretnie miał na myśli mówiąc o właściwej i prawdziwej wierze można się domyślać czytając dalszy ciąg owej krótkiej notatki.
Przyznaję, westchnąłem. Mam wrażenie, że podobny problem dotyczy też Kościoła w Europie i w Polsce. Co gorsza, odnoszę wrażenie, że dotyka on nie tylko „letnich chrześcijan”, ale i tych zaangażowanych gorliwców. Najjaskrawszy przykład? Pojawiające się z ich ust tu i ówdzie twierdzenie, że sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców jest... zgodny z Ewangelią. Ja rozumiem, że można do jej ideałów nie dorastać. Sam nie dorastam, choć całe życie niby staram się rosnąć. Rozumiem, że można szukać wymówek, by nie wprowadzać jej w życie, że można próbować jej przesłanie zmiękczać, że można mówić o potrzebie rozsądku itd itp, ale twierdzić, że Ewangelia każe nam przed uchodźcami zatrzaskiwać drzwi? Że pozwala nam wszystkich ich traktować jako podstępnych morderców? Ratunku!...
Wczoraj z kolei przeczytałem inną informację. O tym co powiedział kardynał Christoph Schönborn z Wiednia. Jego zdaniem „jednym z największych zagrożeń jest to, iż w wielu krajach Europy «umacniają się tendencje nacjonalistyczne i większość uzyskują partie prawicowe». A m.in. Brexit i separatystyczne dążenia Katalonii dowodzą, że Unia Europejska jest «coraz bardziej krucha»”.
Nie wiem czy do końca się z Księdzem Kardynałem zgadzam. To znaczy zdaję sobie sprawę, że nacjonalizm jest wielkim zagrożeniem dla Europy. Sporo nieszczęść z jego powodu już na Europę spadło. I wiem, że jest zagrożeniem tym większym, im "udaniej" przebiera się za chrześcijaństwo; udaje prawdziwą wiarę, niemiłosiernie naginając przy tym ewangeliczne przesłanie. Z drugiej jednak strony nie uważam, że to „tendencje nacjonalistyczne” i „prawicowość” są najgorsze. W dużej mierze są zresztą naturalne, czego wymownym świadectwem jest kibicowanie podczas rozgrywek sportowych swoim, nie obcym. Dla mnie równie, a może i bardziej niebezpieczne są ideologie wyrażające się dziś w różnych absurdalnych społecznych projektach. Prawo do życia? Tak, jeśli matka tak zdecyduje. Małżeństwo? Cudowne, jeśli mogą je zakładać wszyscy „kochający inaczej”, ale to zwyczajne, to opresja wobec kobiet. Trójpodział władzy? Tak, jeśli podda się temu, co mówią mądrzejsi. Żaby i komary? Won człowieku, one są u siebie, a ty na Ziemi jesteś gościem (albo i najeźdźcą). Kochamy też latające na wolności wilki, dziki, niedźwiedzie i żubry, o ile nie rozszarpują naszych zwierząt gospodarskich, nie ryją naszych ogródków i nie pałętają się po naszych lasach, czyniąc zwyczajny spacer mało bezpieczną przygodą. Te wszystkie pomysły dla Europy i świata też są groźne. Jak każde stawianie swoich wymysłów ponad prawa boskie.
Projekt europejski nie ma przyszłości, jeśli nie wróci na drogę chrześcijaństwa. Tyle że wszyscy – i lewicowcy i centryści i prawicowcy – chcąc wprowadzić ją na tę drogę, musimy zacząć od przemiany naszych własnych serc i umysłów. I oczywiście na tym nie skończyć...

 

2018-01-10 11:03 st (KAI) / Watykan źródło: http://www.niedziela.pl/

O liturgii jako szkole modlitwy mówił dziś papież podczas audiencji ogólnej w Watykanie. Kontynuując cykl katechez na temat celebracji eucharystycznej Ojciec Święty wyjaśnił znaczenie hymnu „Chwała na wysokości Bogu” a także kolekty – modlitwy zbierającej intencje uczestników Mszy św. Przy tej okazji podkreślił znaczenie milczenia liturgicznego. Słów papieża w auli Pawła VI wysłuchało około 5 tys. wiernych.

Charakteryzując hymn „Chwała na wysokości” Franciszek podkreślił, że wyraża on wdzięczność wypływającą ze spotkania między ludzką nędzą a Boskim miłosierdziem. Stanowi on „jakieś otwarcie ziemi ku niebu, w odpowiedzi na pochylenie się nieba nad ziemią” – powiedział papież.
Omawiając następnie „kolektę” Ojciec Święty zauważył, że po wezwaniu kapłana „Módlmy się” następuje chwila milczenia, aby uświadomić sobie przebywanie w obecności Boga i wyłonić, każdy w swoim sercu, osobiste intencje, z którymi uczestniczy we Mszy św. Oznacza ono przygotowanie się na słuchanie głosu naszego serca, a przede wszystkim głosu Ducha Świętego. Pomaga nam ono skupić się w sobie i zastanowić się, dlaczego tu jesteśmy. „Gorąco polecam kapłanom, aby zachowywali tę chwilę milczenia, które niechcący możemy lekceważyć” – zachęcił Franciszek.
Papież podkreślił biblijną inspirację modlitwy kolekty a także fakt, że kapłan odmawiając ją z rozłożonymi rękoma pragnie naśladować Chrystusa z rozpostartymi ramionami na drzewie krzyża. „On jest Orantem a zarazem modlitwą! W Ukrzyżowanym rozpoznajemy Kapłana, który oddaje Bogu ofiarę Jemu przyjemną czyli synowskie posłuszeństwo” – stwierdził.
Na zakończenie swej katechezy Ojciec Święty powiedział. „W Rycie Rzymskim modlitwy są zwięzłe, ale pełne znaczenia. Powrót do rozważania ich tekstów, także poza Mszą św., może nam pomóc w nauczeniu się, jak zwracać się do Boga, o co prosić, jakich słów użyć. Oby liturgia stała się dla nas wszystkich prawdziwą szkołą modlitwy”

 

Krzysztof Kocjan OP Archwium > Numer 533 (01/2018) > Dominikanie na niedziele źródło: http://www.miesiecznik.wdrodze.pl/

1 Sm 3,3b-10.19 | Ps 40 | 1 Kor 6,13c-15a.17-20 | J 1,35-42

Do tej pory, kiedy myślałem o scenie z dzisiejszej Ewangelii, przede wszystkim widziałem Jana Chrzciciela wkraczającego w samotność. Oto poprzednik wskazuje na Tego, który ma przyjść. Jako prorok wie, że jego uczniowie opuszczą go i pójdą za Jezusem. „Trzeba jednak, aby On wzrastał, a ja się umniejszał”. Pamiętałem oczywiście słowa Jana, że przyjaciel Oblubieńca doznaje największej radości, ale wydawało mi się, że jest to radość przez łzy. Zatrzymywałem się na pięknie osobistej ofiary złożonej na ołtarzu sprawy zbawienia.
Ten schemat przełamało we mnie pierwsze czytanie. W strukturze jest podobne do Ewangelii: Heli rozpoznaje Boga w głosie, który nie daje spokojnie spać Samuelowi. Stary kapłan może czuć zazdrość – Bóg mówi nie do niego, lecz do sługi, jasno wskazując następcę. Jednak Heli postępuje jak lojalny sługa Pana: rozpoznając głos Boży, uczy Samuela, jak należy rozmawiać z Jahwe… Nie czas myśleć o ludzkich ambicjach, kiedy w grę wchodzi Boże wezwanie.
Tylko że ani Heli, ani Samuel nie są głównymi aktorami tej sceny. Najważniejszą postacią jest Bóg, to On tu działa. I nasuwa się pytanie: Dlaczego Bóg woła Samuela w taki sposób, że ten Go nie rozumie? Czy naprawdę Wszechmogący nie może sobie poradzić bez Helego?
Oczywiście, że Bóg może sobie poradzić bez człowieka, ale wyraźnie tego nie chce. Dziś widzimy nie tylko sam moment wezwania Samuela i apostołów, ale przede wszystkim to, co Bóg robi w życiu Helego i Jana. Nie kończy ich misji. Przeciwnie: zaprasza ich, by mieli udział w Jego ojcostwie, by byli dawcami Jego łaski. Rzeczywiście, są wezwani do daru z siebie, bo to się zawiera w ojcostwie. Ale przede wszystkim stają się zdolni do przyjęcia daru wspólnoty z Bogiem.
Dzisiejsze czytanie to też Słowo o naszym powołaniu. Bóg działa przez nas, upodabnia nas do Siebie i prowadzi do wspólnoty: z Sobą i z drugim człowiekiem.


Krzysztof Kocjan OP - ur. 1975, dominikanin, absolwent psychologii na UŚ oraz teologii na PAT, obecnie jest przeorem klasztoru i proboszczem parafii w Witebsku (Białoruś).

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00