Czytelnia

Papież: Bóg nas miłuje bardziej niż miłujemy samych siebie

KAI | dodane 19.05.2019 12:26 źródło: https://papiez.wiara.pl/

Bóg nas miłuje znacznie bardziej niż my miłujemy samych siebie - zapewnił papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym modlitwę "Regina caeli", jaką odmówił w południe z wiernymi zgromadzonymi na placu św. Piotra w Watykanie.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas do Wieczernika, abyśmy mogli usłyszeć pewne słowa, które Jezus skierował do uczniów w „mowie pożegnalnej” przed swoją męką. Po obmyciu stóp dwunastu Apostołom mówi do nich: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34). W jakim sensie Jezus nazywa to przykazanie „nowym”? Wiemy, że już w Starym Testamencie Bóg nakazał członkom swego ludu, by kochali bliźniego jak siebie samego (por. Kpł 19, 18). Sam Jezus tym, którzy pytali Go, jakie jest największe przykazanie Prawa, odpowiedział, że pierwszym jest miłować Boga całym sercem, a drugim miłować bliźniego jak siebie samego (por. Mt 22, 38-39).
Co jest zatem nowością tego przykazania, które Jezus powierza swoim uczniom? Dlaczego nazywa je nowym przykazaniem? Dawne przykazanie miłości stało się nowym, ponieważ zostało uzupełnione następującym dodatkiem: „jak Ja was umiłowałem”. Cała nowość polega na miłości Jezusa Chrystusa, tej, z jaką oddał za nas swe życie. Chodzi o miłość Boga, powszechną, bezwarunkową i bez granic, która znajduje swój szczyt na krzyżu. W tym momencie najbardziej radykalnego uniżenia i powierzenia się Ojcu, Syn Boży ukazał i dał światu pełnię miłości. Zastanawiając się ponownie nad męką i agonią Chrystusa, uczniowie zrozumieli znaczenie Jego słów: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.
Jezus umiłował nas jako pierwszy, umiłował nas pomimo naszych kruchości, naszych ograniczeń i ludzkich słabości. To On uczynił nas godnymi Jego miłości, która nie zna granic i nigdy się nie kończy. Dając nam nowe przykazanie, prosi nas, abyśmy się wzajemnie miłowali nie tylko i nie tyle naszą miłością, ile Jego miłością, którą Duch Święty wlewa do naszych serc, jeśli błagamy Go z wiarą. W ten sposób - i jedynie w ten sposób - możemy miłować się wzajemnie nie tylko tak, jak sami miłujemy, ale jak On nas umiłował, to jest o wiele więcej. Bóg nas bowiem miłuje znacznie bardziej, niż my miłujemy samych siebie. W ten sposób możemy wszędzie upowszechniać ziarno miłości, które odnawia relacje między ludźmi i otwiera perspektywy nadziei. Jezus zawsze otwiera perspektywy nadziei, Jego miłość otwiera perspektywy nadziei.
Ta miłość sprawia, że stajemy się nowymi ludźmi, braćmi i siostrami w Panu, i czyni nas nowym Ludem Bożym, Kościołem, w którym wszyscy są powołani, by kochać Chrystusa i w Nim miłować się wzajemnie.
Miłość, która objawiła się w krzyżu Chrystusa i do której przeżywania On nas wzywa, jest jedyną siłą, która przemienia nasze serce kamienne w serce z ciała; jedyną siłą zdolną do przemienienia naszego serca jest miłość Jezusa, o ile my sami też miłujemy tą miłością. A ta miłość czyni nas zdolnymi do miłowania naszych nieprzyjaciół i przebaczania tym, którzy nas skrzywdzili.
Postawię wam pytanie, a każdy niech odpowie w swoim sercu: czy jestem zdolny do miłowania moich nieprzyjaciół? Wszyscy mamy ludzi, nie wiem czy można ich nazwać nieprzyjaciółmi, ale takich, którzy się z nami nie zgadzają, stojących „po drugiej stronie”, albo ktoś ma ludzi, którzy wyrządzili mu zło... Czy potrafię miłować tych ludzi? Tego mężczyznę, tę kobietę, którzy wyrządzili mi zło, którzy mnie skrzywdzili? Czy potrafię im przebaczyć? Niech każdy odpowie w swoim sercu.
Miłość Jezusa sprawia, że postrzegamy drugiego jako obecnego lub przyszłego członka wspólnoty przyjaciół Jezusa; pobudza nas do dialogu i pomaga nam siebie wysłuchiwać i poznawać się nawzajem. Miłość otwiera nas na innych, stając się podstawą ludzkich relacji. Uzdalnia do przezwyciężania barier naszych własnych słabości i uprzedzeń. Miłość Jezusa w nas tworzy mosty, uczy nowych dróg, wyzwala dynamizm braterstwa. Niech Maryja Dziewica pomaga nam swoim macierzyńskim wstawiennictwem, przyjmować od jej Syna Jezusa dar Jego przykazania, a od Ducha Świętego moc, by realizować je w życiu codziennym.

 

Abp Szal: Coś się stało z naszą wiarą

2019-05-20 08:39 pab / Sonina (KAI) źródło: https://przemysl.niedziela.pl/

Coś się stało z naszą wiarą, coś stało się z naszym związkiem z Panem Bogiem – stwierdził abp Adam Szal podczas poświęcenia i oddania do kultu po gruntownym remoncie zabytkowego kościoła w Soninie. Metropolita przemyski w ten sposób ocenił zjawisko, że w Europie świątynie są zamykane. Hierarcha podkreślił, że każdy kościół jest piękny nie tylko swoim wystrojem, ale przede wszystkim tym, że jest wypełniony przez ludzi.
Metropolita przemyski dziękował wszystkim, którzy przyczynili się do remontu kościoła w Soninie, bo „smutny jest obraz świątyni opuszczonej, ogołoconej, zaniedbanej”. – Jakże raduje się serce, gdy patrzymy na odnowioną świątynię. Bardzo bolesny jest widok zamykanych kościołów, co staje się zjawiskiem niezbyt rzadkim. Jakże przykre jest to, że świątynie są zamieniane na sale koncertowe, muzea, hotele, czy nawet restauracje albo domy mieszkalne – mówił.
– Dlaczego tak jest? Odpowiedź wydaje się prosta: bo wcześniej legł w gruzach ten kościół, który powinien być budowany w naszych sercach. Coś się stało z naszą wiarą, coś stało się z naszym związkiem z Panem Bogiem – podkreślił abp Adam Szal.
Hierarcha zaznaczył, że soniński kościół – jak i każdy inny – jest piękny nie tylko swoim wystrojem, ale przede wszystkim tym, że jest wypełniony przez ludzi.
Abp Szal wyróżnił 3 etapy w tworzeniu świątyni. Pierwszy to wezwanie od Boga do człowieka, by „wyjść ze swojej stabilizacji na górę, by spotkać się z Panem Bogiem”. Drugi to wybudowanie miejsca, gdzie będzie sprawowana ofiara. Trzecim jest uczynienie ze świątyni miejsca, które ma służyć realizacji Bożego planu.
– Nie mojego, nie naszego planu, ale Bożego planu, planu zmierzającego do zbawienia rodzaju ludzkiego. Góra Pana to miejsce, do którego Pan Bóg pociąga, tak jak pociąga do świątyni, gdzie spotykamy się razem. Świątynia ma sens, jeśli jest związana z ofiarą, jeżeli jest uobecnieniem ofiary i jeżeli prowadzi do tego, że z naszego serca potrafimy coś ofiarować Bogu i drugiemu człowiekowi – powiedział kaznodzieja.
Sonina jest wsią położoną niedaleko Łańcuta w województwie podkarpackim. Zabytkowy kościół pw. św. Jana Chrzciciela powstał najprawdopodobniej w połowie XVII wieku. Jest on przykładem sakralnego budownictwa drewnianego wykorzystującego tradycje gotyckie. To kościół orientowany, modrzewiowy, na ceglanym podmurowaniu, wzniesiony w konstrukcji więźbowej z dobudowaną wieżą. Na uwagę zasługują wczesnobarokowe ołtarze.
Ze względu na bardzo duże wartości architektoniczne, artystyczne, historyczne i krajobrazowe, kościół, jego wyposażenie i otoczenie, są objęte ochroną i wpisane do rejestru zabytków.

 

Wydawnictwo Znak dodane 23.05.2019 06:00 źródło: https://religie.wiara.pl/

Czyli o tym, że nie każda medytacja jest chrześcijańska, a cisza może być budulcem sanktuarium serca. Rozmowa z Marcinem Zielińskim.

Anna Stryniewska i Katarzyna Szkarpetowska: - Obecnie panuje moda na religie wschodnie, w których zalecane jest przebywanie w ciszy, medytacje…
Marcin Zieliński: - Nie każda medytacja jest chrześcijańska, więc warto ostrożnie posługiwać się tym terminem. Medytacje wschodnie służą często duchowym inicjacjom, trzeba na to uważać. Nie należy jednak popadać w paranoję czy skrajności – równe oddychanie czy elementy rozciągania nie od razu muszą oznaczać duchową inicjację.
Dużo rzeczy w Kościele lubimy demonizować. Nawet jest moda na to, żeby wszędzie doszukiwać się diabła. Ale oczywiście trzeba wiedzieć, co jest granicą, gdzie się wykracza poza chrześcijaństwo, bo może to być niebezpieczne duchowo. Dlatego trzeba być ostrożnym, a zarazem w stałym kontakcie z kapłanami, którzy będą potrafili podpowiedzieć właściwy kierunek.
Tobie coś takiego się kiedyś przytrafiło? Że kapłan ci pomógł?
Ja akurat nie mam tendencji do szukania wszędzie diabła. Mam pewnie inne skrzywienia, ale akurat tego w sobie nie dostrzegam. Czy pomógł mi kiedyś kapłan? Nie raz. Mam to szczęście, że jest wokół mnie wielu mądrych księży, z których doświadczenia i rad chętnie korzystam.
Aby nie znaleźć się na manowcach, warto zaczerpnąć z mądrości świętych?
Ojcowie Kościoła mówili o ciszy w kontekście życia modlitewnego. Ostatnio czytałem pisma świętego Ewagriusza z Pontu, mnicha żyjącego w IV wieku.
Ewagriusz mówi o modlitwie jako o spotkaniu umysłu z Bogiem. Bardzo ważne jest, by oczyścić swój umysł z namiętności i różnych zmysłowości po to, aby spotkać się z Bogiem podczas modlitwy. Cisza jest stanem po przejściu etapu rozproszenia. Jest ona miejscem, gdzie spotykamy się z Bogiem. Możemy być w sali, gdzie odbywa się wielkie uwielbienie, są mikrofony, głośniki, ale spotkanie z Bogiem następuje w głębi serca i w świadomości bycia kochanym przez Niego. Mimo że głośno śpiewamy, to w duchu bardzo głęboko z Nim przebywamy. I to jest ten stan ciszy. Ważne jest, aby dojść w modlitwie do takiego momentu.
Cisza jest niejako budulcem sanktuarium serca?
Myślę, że tak. W ciszy można usłyszeć siebie, czyli nasze prawdziwe pragnienia. A zarazem można usłyszeć Pana Boga. Jeśli ciszy nie ma, to sami się oszukujemy, bo docierają do nas różne bodźce, których nie umiemy rozróżnić.
Skoro bycie cichym gwarantuje bycie szczęśliwym, błogosławionym, to w czym tkwi tajemnica tego szczęścia? Jak można to szczęście zdefiniować?
Nie uważam, że sama cisza da szczęście. Cisza w połączeniu z Bogiem – jak najbardziej. Podobnie jest z powiedzeniem, że cierpienie uszlachetnia. Ktoś ostatnio mi powiedział, że się z tym nie zgadza, ponieważ to miłość uszlachetnia. Jeśli cierpisz, to samo cierpienie jest złem. To nie jest nic dobrego. Ale jeśli w tym cierpieniu kochamy, to ta miłość nadaje mu sens. Cisza sama w sobie może być jałowa. Niektórzy boją się ciszy, nie są szczęśliwi, żyją w zakłamaniu, ucieczce. Kiedy w ciszy zaczynają słyszeć prawdę, odczuwają lęk. Natomiast jeśli w ciszy spotykamy Boga i zapraszamy Go do swojego serca, wówczas zaczynamy być szczęśliwi, bo spotykamy Dawcę szczęścia.
*
Powyższy tekst jest fragmentem książki "Góra ośmiu błogosławieństw". Marcin Zieliński w rozmowie z Anną Stryniewską i Katarzyną Szkarpetowską. Wydawnictwo ZNAK.
Ale "Góra ośmiu błogosławieństw" to także tytuł filmowego cyklu Marcina Zieliskiego, dostępnego na jego youtube'owym kanale.

Poniżej pierwszy odcinek cyklu:

https://www.youtube.com/watch?time_continue=4&v=EKGxKSD9c-0

 

Możemy kochać tak jak Maryja. Ona jest mistrzynią relacji

siostralucja.blog.deon.pl 21.05.2019 07:00 źródło: https://www.deon.pl/

Kontemplując dziś Maryję na nabożeństwie majowym, wiele zrozumiałam.
"I stworzył Bóg człowieka na swój obraz…"
W Księdze Rodzaju - pierwszej księdze Pisma Świętego Starego Testamentu czytamy: "…rzekł Bóg: uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. (…) Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1;26-27).
Wsłuchując się w słowa Biblii, stwierdzamy, że Człowiek jest "odbiciem" swego Stwórcy. Posiada duszę, wolną wolę, rozum, uczucia, które uporządkowane i kierowane rozumem zdolne są zaangażować się w wybór dobra na życie wieczne.
Człowiek (Adam i Ewa) przed grzechem był Osobą w pełni zintegrowaną, zdolną zaangażować całego siebie (ciało, uczucia, duszę, rozum) w budowanie, rozwijanie relacji Miłości. Obraz i podobieństwo Boże w człowieku zostało zaburzone w momencie pojawienia się grzechu. Zdezintegrowany umysł, dusza, ciało, uczucia, wola przestały dążyć do poznania Boga, siebie i innych. Człowiek po grzechu przestaje być tym, kim być powinien, a więc Dzieckiem Stwórcy. Grzech pomaga mu w wyborze zła. Władze ciała i duszy nie angażują się w wybór miłości.
Bóg jest dobry dla człowieka, po grzechu posyła Jezusa, który przez mękę i śmierć na krzyżu na nowo odbudowuje podobieństwo człowieka do Stwórcy, przez Zmartwychwstanie odzyskujemy zdolność kochania.
Dlaczego o tym piszę? Ostatnio doświadczam jak ważne jest zaangażowanie "całego człowieka" w budowanie relacji miłości z Bogiem, sobą samym i bliźnim. Bóg stworzył nas do miłości, a w miłość angażujemy wszystkie sfery, zarówno ciało, ducha, umysł i uczucia. Człowiek czysty to człowiek, który pięknie harmonizuje w sobie ciało, psychikę i ducha. Duchowość chrześcijańska, która jest duchowością więzi i spotkania, polega na tym, by coraz bardziej te trzy wymiary spotkać w sobie, by nie były one do siebie wrogo nastawione. Duchowość chrześcijańska troszczy się o wszystkie trzy wymiary człowieka: ducha, ciało i psychikę. Nie pomija żadnego z nich. Nasuwa się więc pytanie, jak dbamy o te trzy wymiary w sobie? Czy nie zaniedbujemy żadnego z nich? Czy jako chrześcijanie dbamy o to, by w nasze spotkania i więzi angażować całą naszą osobowość? Czy nasze spotkania z Bogiem, ludźmi, samymi sobą czynią nas piękniejszymi, dojrzałymi, zintegrowanymi ludźmi?
Kontemplując dziś Maryję na nabożeństwie majowym, zrozumiałam, co znaczy wezwanie "Arko Przymierza". Maryja jako człowiek w pełni zintegrowany umie kochać, wchodzić w relacje z Bogiem, sobą, Józefem w sposób czysty i pełny. Jest "cała" w miłości. Śmiem twierdzić, że jest Ona Mistrzynią relacji, więzi i spotkań. Uczy kochać w sposób dojrzały. Mamy moc kochać tak jak Ona. Jesteśmy ludźmi odkupionymi od grzechu i zła. Jesteśmy Dziećmi Boga. Uczmy się budować relacje miłości oparte na Bogu, dbać o piękno spotkań z samymi sobą i tymi których spotykamy w codzienności.
Maryjo, Mistrzyni relacji, módl się za nami.

Tekst pochodzi z bloga siostralucja.blog.deon.pl.

 

Andrzej Macura dodane 18.05.2019 20:00 źródło: https://kosciol.wiara.pl/

Rację ma ten, kto ją ma, a nie ten, kto najgłośniej krzycząc zagłusza innych.

No to wyjechałem na krótki urlop. Kierunek – dookoła Polski :) Podróż z lekka sentymentalna. Przy okazji zobaczyć – pierwszy raz – miejsce z obeliskiem, na tablicy którego wyryte jest między innymi imię i nazwisko mojego ojca.
Tak. Bo – jak żartuję – mój ojciec ma/miał w zasadzie trzy pomniki. Jeden tam, niedaleko ujścia Warty do Odry, gdzie działał jako zwiadowca i dywersant, gdy front stał jeszcze nad Wisłą, drugi na Podhalu, gdzie jego nazwiska trochę cudem nie ma, bo gdyby się znalazło, nie byłby mnie, a trzeci tam gdzie spędził prawie całą resztę życia po wyjściu ze stalinowskiego więzienia, w Nowym Bytomiu, na cmentarzu.
Jadąc nie wiedziałem, czy jeszcze tę pierwszą tablicę zobaczę. Tak, ci żołnierze nadlecieli z niewłaściwej strony – los rzadko zostawia człowiekowi swobodną możliwości wyboru – ale o tym wiedziano od zawsze, bo tablicę postawiono jeszcze w 1984 roku. I w wolnej Polsce nikomu dotąd nie przeszkadzała. Więcej, co roku obchodzono uroczystości związane z kolejnymi rocznicami ich lądowania. Z pół roku temu skojarzono jednak jedno z kilku umieszczonych tam nazwisk z nazwiskiem człowieka, na którym ciążą bardzo poważne zarzuty w związane z jego gorliwością w utrwalaniu władzy ludowej. No i się zaczęło. Uroczystości odwołano, a teraz trwa zastanawianie się, czy pomnika nie usunąć.
Nie moją oczywiście rzeczą jest zabierać głos i wyrokować, czy tablica ma zostać, czy nie. Przy okazji przyjrzałem się jednak trochę dyskusji toczonej na ten temat w miejscowych mediach. Jak zwykle, sporo skrajności. Obok nich głosy – moim zdaniem – ciekawsze. Najbardziej podobał mi się pomysł, by obok tej przedstawiającej bohaterstwo, postawić drugą, przypominającą o niechlubnej karcie niektórych bohaterów tamtych wydarzeń. Słusznie, bo taka jest prawda. I taka jest bardzo często prawda o człowieku.
Byłoby trochę jak w Katowicach, gdzie na placach obok państwowych i samorządowych urzędów postawiono pomniki dwóm wielkim Polakom: Piłsudskiemu i Korfantemu. Tak ustawione, by jeden na drugiego nie patrzył, bo przecież ten pierwszy drugiego kazał zamknąć w Twierdzy Brzeskiej....
Piszę o tym nie bez powodu. Nie od dziś, ale od dobrych kilku, kilkunastu lat obserwuję, jak część z nas zupełnie nie potrafi zmierzyć się z niejednoznacznością. Rzeczywistość jest dla nich tylko czarno-biała, bez odcieni szarości. Są tylko bohaterowie albo tylko kanalie. Częste jest też stosowanie odpowiedzialności zbiorowej: jeśli twój najdalszy nawet znajomy jest złodziejem, to znaczy, że ty też jestem złodziejem, a gadanie, że o jego sprawkach nic nie wiesz, jest tylko mydleniem oczu. Zwłaszcza jeśli publicznie z obrzydzeniem się od niego nie odwrócisz. No i łatwo część z nas ulega własnym, a nawet cudzym histeriom: ten ma rację, kto się bardziej przekonująco oburzy. Moim zdaniem tak być nie powinno. Zwłaszcza ja, jako piszący w mediach, muszę się takiej postawy strzec. I ujawniać manipulację, gdy próbuje się taki nieuczciwy schemat myślenia wprowadzać w naszą przestrzeń społeczną.
Papież, spotykając się dziś z dziennikarzami przestrzegał, by nie być megafonem tych, którzy krzyczą najgłośniej. Tak, to prawda, bo rację ma ten, kto ją ma, a nie ten, kto najgłośniej krzycząc zagłusza innych. A potem Franciszek, mówiąc o pokorze, która powinna cechować dziennikarzy, powiedział jeszcze:
Pokorny dziennikarz stara się poznać w prawdzie wszystkie fakty, zanim zacznie o nich opowiadać i je komentować. Nie karmi nadmiarem sloganów, które zamiast pobudzać do myślenia, wyłączają je. Nie tworzy stereotypów. Nie zadowala się wygodnymi prezentacjami, które ukazują jednostki tak, jakby były w stanie rozwiązać wszystkie problemy, lub przeciwnie jako kozły ofiarne, na które można zrzucić całą odpowiedzialność.
I tego zarówno sobie, jak i moim czytelnikom, i całemu naszemu społeczeństwu życzę. Byśmy nie powtarzali bezmyślnie sloganów, byśmy nie tworzyli stereotypów i nie zadowalali się wygodnymi prezentacjami, a zawsze umieli na sprawy spojrzeć w całej prawdzie. Zresztą... Przecież wielu z nas świetnie to potrafi, prawda?


 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00