Czytelnia

Franciszek: chrześcijaństwo to nie tylko przestrzeganie przykazań

KAI / PAP / kk 15 listopada 2020, 11:33 źródło: https://deon.pl

Największym bowiem ubóstwem, które trzeba zwalczyć jest nasze ubóstwo miłości - mówił papież Franciszek podczas Mszy św., jaką odprawił w bazylice św. Piotra w IV Światowym Dniu Ubogich. - Wyciągnij rękę do potrzebującego, zamiast domagać się tego, czego ci brakuje: tak pomnożysz otrzymane talenty – radził Ojciec Święty.
Z powodu ograniczeń sanitarnych związanych z walką z koronawirusem, w liturgii uczestniczyło zaledwie sto osób, reprezentujących ubogich Rzymu. Fragmenty Pisma Świętego podczas liturgii odczytały osoby bezdomne.
Ze względu na pandemię nie odbędzie się dziś obiad z udziałem ponad 1500 ubogich w Auli Pawła VI, w jakim uczestniczył Franciszek w ubiegłym roku.
W homilii papież skomentował przypowieść o talentach. Podkreślił, że każdy z nas otrzymał od Boga różne talenty. – Jesteśmy posiadaczami wielkiego bogactwa, które nie zależy od tego, ile rzeczy mamy, ale od tego, czym jesteśmy: od życia, które otrzymaliśmy, od dobra, które jest w nas, od nieprzepartego piękna, którym Bóg nas obdarzył, ponieważ jesteśmy na Jego obraz, każdy z nas jest cenny w Jego oczach, wyjątkowy i niezastąpiony w dziejach – przekonywał Franciszek.
Dodał, że trzeba o tym pamiętać, bo „zbyt często, patrząc na nasze życie, widzimy jedynie to, czego nam brakuje”, a wówczas „zapominamy o talentach, jakie posiadamy”. Bóg „powierzył je nam, ponieważ zna każdego z nas i wie, do czego jesteśmy zdolni; ufa nam, pomimo naszych słabości”. – Pan prosi nas, abyśmy wykorzystywali czas teraźniejszy, nie tęskniąc za przeszłością, ale czynnie oczekując na Jego powrót – stwierdził Ojciec Święty.
Wskazał, że nasze talenty wydają owoc i nadają sens życiu poprzez naszą służbę. – W Ewangelii dobrymi sługami są ci, którzy podejmują ryzyko. Nie są układni i ostrożni, nie chowają tego, co otrzymali, ale to wykorzystują. Bo dobro, jeśli się go nie inwestuje, zatraca się. Bowiem wielkość naszego życia nie zależy od tego, ile odłożymy na bok, ale od tego, ile owoców przyniesiemy – podkreślił papież i wyjaśnił, że otrzymaliśmy dary po to, aby samemu „być darami”.
„Jesteśmy posiadaczami wielkiego bogactwa, które nie zależy od tego, ile rzeczy mamy, ale od tego, czym jesteśmy: od życia, które otrzymaliśmy, od dobra, które jest w nas, od nieprzepartego piękna, którym Bóg nas obdarzył" - dodawał papież.
Tymczasem, jak zauważył, ludzie często patrząc na swoje życie, widzą tylko to, czego im brakuje.
„Wówczas ulegamy pokusie «gdybym»: gdybym miał tę pracę, gdybym miał ten dom, gdybym miał pieniądze i sukcesy, może nie miałbym tego problemu, może miałbym lepszych ludzi wokół siebie!" - mówił Franciszek. Właśnie to złudzenie, jego zdaniem, nie pozwala dostrzec tego, co jest dobre i sprawia, że zapomina się o talentach, jakie się posiada.
„Nie służy życiu ten, kto nie żyje po to, żeby służyć" - wskazał papież. Przypominał: „Wielkość naszego życia nie zależy od tego, ile odłożymy na bok, ale od tego, ile owoców przyniesiemy".
Dodał: „Jakże wielu ludzi spędza swoje życie jedynie gromadząc, bardziej myśląc o tym, by dobrze się mieć, niż o czynieniu dobra. Ale jakże puste jest życie, które ugania się za potrzebami, nie patrząc na potrzebujących".
Aby być wiernym sługą Boga, trzeba „poświęcić życie”, pozwalając, „by służba zmieniła plany”. – To smutne, kiedy chrześcijanin gra na obronie, trzymając się jedynie przestrzegania zasad i poszanowania przykazań. To nie wystarczy, wierność Jezusowi to nie tylko nie popełnianie błędów – przestrzegł Franciszek i wyjaśnił sługa „pozbawiony inicjatywy i kreatywności ukrywa się za bezużytecznym strachem i zakopuje otrzymany talent”. Jezus nazywa takiego sługę złym, chociaż „nie uczynił nic złego”. Ale nie uczynił też nic dobrego, „wolał grzeszyć zaniechaniem, niż podjąć ryzyko popełnienia błędów” i wyrządził Bogu „najgorszą zniewagę: zwrócił otrzymane dary”. – Dziś, w tych czasach niepewności i kruchości, nie marnujmy życia myśląc tylko o sobie – wezwał Ojciec Święty.
Apelował, by w obecnych czasach niepewności i kruchości nie marnować życia, myśląc tylko o sobie i nie „zarażać się obojętnością". „Nie łudźmy się, mówiąc: pokój i bezpieczeństwo" - dodał.
Odpowiadając na pytanie, jak służyć zgodnie z pragnieniem Boga, papież odwołal się do przypowieści, w której pan wyjaśnia to niewiernemu słudze: „Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność”. – Kim są dla nas ci „bankierzy”, którzy mogą zapewnić nam trwały zysk? Są nimi ubodzy: zapewniają nam wieczny dochód i już teraz pozwalają nam ubogacić się w miłości. Największym bowiem ubóstwem, które trzeba zwalczyć jest nasze ubóstwo miłości. (…). Wyciągnij rękę do potrzebującego, zamiast domagać się tego, czego ci brakuje: tak pomnożysz otrzymane talenty – przekonywał Franciszek.
Podziękował licznym „wiernym sługom Bożym, którzy nie mówią o sobie, ale w ten sposób żyją”. Wspomniał o ks. Roberto Malgesinim, zamordowanym we wrześniu br. w Como opiekunie ubogich. – Ten kapłan nie tworzył teorii, po prostu widział Jezusa w ubogich, a sens życia w posłudze. Osuszył łzy łagodnością, w imię Boga, który pociesza. Początkiem jego dnia była modlitwa, aby przyjąć dar Boży; centrum dnia była miłość, aby otrzymaną miłość uczynić owocną; końcem, jasne świadectwo Ewangelii. Zrozumiał, że musi wyciągnąć swą rękę do wielu ludzi ubogich, których spotykał codziennie, ponieważ w każdym z nich dostrzegał Jezusa. Prośmy o łaskę, aby nie być chrześcijanami w słowach, lecz w czynach. By wydawać owoce, jak tego chce Jezus – zakończył papież.
Światowy Dzień Ubogich to obchodzone w Kościele katolickim w XXXIII Niedzielę Zwykłą święto, ustanowione przez papieża Franciszka w listopadzie 2016 r., na zakończenie Nadzwyczajnego Jubileuszowego Roku Miłosierdzia.

Oto tekst papieskiej homilii w tłumaczeniu na język polski:
Usłyszana przez nas przypowieść, ma swój początek, centrum i koniec, które rzucają światło na początek, centrum i koniec naszego życia.
Początek. Wszystko zaczyna się od wielkiego dobra: pan nie zatrzymuje swoich bogactw dla siebie, lecz daje je sługom; jednemu pięć, drugiemu dwa, a jednemu jeden talent, „każdemu według jego zdolności” (Mt 25, 15). Obliczono, że jeden talent odpowiadał wynagrodzeniu za około dwadzieścia lat pracy: był to majątek niezwykle obfity, który wystarczał wówczas na całe życie. Oto początek: także dla nas wszystko zaczęło się od łaski Boga, wszystko, zawsze rozpoczyna się od łaski, a nie naszych wysiłków, od łaski Boga, będącego Ojcem, który oddał w nasze ręce wiele dobra, powierzając każdemu z nas różne talenty. Jesteśmy posiadaczami wielkiego bogactwa, które nie zależy od tego, ile rzeczy mamy, ale od tego, czym jesteśmy: od życia, które otrzymaliśmy, od dobra, które jest w nas, od nieprzepartego piękna, którym Bóg nas obdarzył, ponieważ jesteśmy na Jego obraz, każdy z nas jest cenny w Jego oczach, każdy z nas jest wyjątkowy i niezastąpiony w dziejach! Tak nas postrzega Bóg, tak odczuwa nas Bóg.
Jak ważne, by o tym pamiętać: zbyt często, patrząc na nasze życie, widzimy jedynie to, czego nam brakuje, narzekamy na to, czego nam brakuje. Wówczas ulegamy pokusie „gdybym!...”: gdybym miał tę pracę, gdybym miał ten dom, gdybym miał pieniądze i sukcesy, może nie miałbym tego problemu, może miałbym lepszych ludzi wokół siebie!... Lecz złudzenie „gdybym” nie pozwala nam dostrzec tego, co dobre i sprawia, że zapominamy o talentach, jakie posiadamy. Jeśli tego nie masz, lecz masz co innego to owo „gdyby” sprawia, że o tym zapominamy. Ale Bóg powierzył je nam, ponieważ zna każdego z nas i wie, do czego jesteśmy zdolni; ufa nam, pomimo naszych słabości. Ufa również temu słudze, który ukryje talent: Bóg ma nadzieję, że mimo swoich obaw, także i on dobrze wykorzysta to, co otrzymał. Krótko mówiąc, Pan prosi nas, abyśmy wykorzystywali czas teraźniejszy, nie tęskniąc za przeszłością, ale czynnie oczekując na Jego powrót. Ta okropna nostalgia, która jest jak zły humor, który zatruwa duszę i sprawia, że zawsze spogląda się w przeszłość, zawsze na innych, ale nigdy na własne ręce, na możliwości pracy, które nam dał Pan, na nasze uwarunkowania..., także na nasze biedy.
W ten sposób dochodzimy do centrum przypowieści: jest nim praca sług, czyli posługa. Służba jest także naszą pracą, pracą, która sprawia, że nasze talenty wydają owoc i nadają sens życiu: nie służy bowiem życiu ten, kto nie żyje po to, żeby służyć. Musimy to powtarzać, powtarzać to często: nie służy życiu ten, kto nie żyje po to, żeby służyć. Musimy to rozważać: nie służy życiu ten, kto nie żyje po to, żeby służyć. Ale jaki jest styl posługi? W Ewangelii, dobrymi sługami są ci, którzy podejmują ryzyko. Nie są układni i ostrożni, nie chowają tego, co otrzymali, ale to wykorzystują. Bo dobro, jeśli się go nie inwestuje, zatraca się. Bowiem wielkość naszego życia nie zależy od tego, ile odłożymy na bok, ale od tego, ile owoców przyniesiemy. Jakże wielu ludzi spędza swoje życie jedynie gromadząc, bardziej myśląc o tym, by dobrze się mieć, niż o czynieniu dobra. Ale jakże puste jest życie, które ugania się za potrzebami, nie patrząc na potrzebujących! Jeśli mamy dary, to po to, abyśmy byli darami dla innych. I tu, bracia i siostry, zadajmy sobie pytanie: czy uganiam się jedynie za potrzebami, czy też potrafię spojrzeć na tych, którzy są potrzebującymi? Wobec potrzebującego? Czy moja ręka jest taka jak ta [otwarta] czy jak ta [zamknięta]?
Należy podkreślić, że słudzy, którzy inwestują, którzy podejmują ryzyko, są czterokrotnie nazywani „wiernymi” (w. 21,23). Dla Ewangelii nie ma wierności bez ryzyka. „Ależ, Ojcze, czy bycie chrześcijaninem oznacza podejmowanie ryzyka?” – „Tak, drogi bracie czy siostro, jeśli nie podejmiesz ryzyka, skończysz jak trzeci [sługa]: zakopując w ziemi twoje zdolności, twoje bogactwo duchowe i materialne, wszystko”. Trzeba podejmować ryzyko: nie ma wierności bez ryzyka. Być wiernym Bogu, to znaczy poświęcić życie, to pozwolić, by służba zmieniła plany. „Mam taki plan, ale jeśli poświęcę się służbie...”. Pozwól, by twój plan został zburzony, a ty służ. To smutne, kiedy chrześcijanin gra na obronie, trzymając się jedynie przestrzegania zasad i poszanowania przykazań. Ci chrześcijanie „umiarkowani”, którzy nigdy nie wykraczają poza zasady, nigdy, bo boją się ryzyka. A ci, pozwólcie mi za ten obrazek, ci, którzy dbają o siebie tak bardzo, że nigdy nie podejmują ryzyka, ci rozpoczynają w życiu proces mumifikacji duszy, a kończą jako mumie. To nie wystarczy, nie wystarcza przestrzeganie reguł; wierność Jezusowi to nie tylko nie popełnianie błędów – takie podejście jest czysto negatywne. Tak myślał sługa gnuśny z przypowieści: pozbawiony inicjatywy i kreatywności ukrywa się za bezużytecznym strachem i zakopuje otrzymany talent. Pan nazywa go wręcz „złym” (w. 26). Chociaż nie uczynił nic złego! Tak, ale nie uczynił nic dobrego. Wolał grzeszyć zaniechaniem, niż podjąć ryzyko popełnienia błędów. Nie był wierny Bogu, który lubi się poświęcać; i wyrządził Jemu najgorszą zniewagę: zwrócił otrzymane dary. „To mi dałeś, tobie to daję”, nic więcej. Natomiast Pan zachęca nas, abyśmy hojnie się angażowali, pokonywali strach odwagą miłości, przezwyciężali bierność, która staje się współudziałem. Dziś, w tych czasach niepewności, w tych czasach kruchości, nie marnujmy życia myśląc tylko o sobie, z postawą obojętności. Nie łudźmy się, mówiąc: „pokój i bezpieczeństwo!” (1 Tes 5, 3). Święty Paweł zachęca nas, byśmy spojrzeli rzeczywistości w oczy, nie dali się zarazić obojętnością.
Jak więc możemy służyć zgodnie z pragnieniem Boga? Pan wyjaśnia to niewiernemu słudze: „Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność” (w. 27). Kim są dla nas ci „bankierzy”, którzy mogą zapewnić nam trwały zysk? Są nimi ubodzy. Nie zapominajcie: w centrum Ewangelii znajdują się ubodzy. Ewangelii nie można zrozumieć bez ubogich. Ubodzy są w osobie samego Jezusa, który będąc bogatym, unicestwił samego siebie, stał się ubogim, stał się grzechem, najokropniejszym ubóstwem. Ubodzy zapewniają nam wieczny dochód i już teraz pozwalają nam ubogacić się w miłości. Największym bowiem ubóstwem, które trzeba zwalczyć jest nasze ubóstwo miłości. Największym ubóstwem, które trzeba zwalczać jest nasze ubóstwo miłości. Księga Przysłów wychwala kobietę pracowitą w miłości, której wartość przewyższa perły: powinniśmy naśladować tę kobietę, która, jak mówi tekst, „do nędzarza wyciąga swe ręce” (Prz 31, 20) – oto bogactwo tej kobiety. Wyciągnij rękę do potrzebującego, zamiast domagać się tego, czego ci brakuje: tak pomnożysz otrzymane talenty. Zbliża się czas Bożego Narodzenia, czas świąteczny. Ileż razy pytanie, jakie zadaje sobie wiele osób brzmi: „Co mogę kupić? Co jeszcze mogę dostać? Czy muszę iść do sklepu, żeby kupić”. Powiedzmy drugie słowo, „Co mogę dać innym?”. Być jak Jezus, który dał siebie samego i narodził się w tym właśnie żółbku.
W ten sposób dochodzimy do końca przypowieści: będą tacy, którzy będą mieli w obfitości i ci, którzy zmarnują swoje życie i pozostaną biedni (por. w. 29). Innymi słowy: pod koniec życia, ujawni się rzeczywistość: przeminą pozory świata, według których sukces, władza i pieniądze nadają sens egzystencji, a miłość, to, co daliśmy, wyłoni się jako prawdziwe bogactwo. Te rzeczy przeminą, natomiast wyłoni się miłość. Wielki Ojciec Kościoła napisał: „Tak właśnie dzieje się w życiu: po śmierci i zakończeniu przedstawienia wszyscy zdejmują maskę bogactwa i ubóstwa, i opuszczają ten świat. I są sądzeni jedynie na podstawie swoich dzieł, jedni naprawdę bogaci, inni biedni” (Św. JAN CHRYZOSTOM, Discorsi sul povero Lazzaro, II, 3). Jeśli nie chcemy żyć w ubóstwie, prośmy o łaskę dostrzeżenia Jezusa w ubogich, żeby służyć Jezusowi w ubogich.
Chciałbym podziękować wielu wiernym sługom Bożym, którzy nie mówią o sobie, ale w ten sposób żyją, służąc. Myślę, na przykład o księdzu Roberto Malgesini. Ten kapłan nie tworzył teorii, po prostu widział Jezusa w ubogich, a sens życia w posłudze. Osuszył łzy łagodnością, w imię Boga, który pociesza. Początkiem jego dnia była modlitwa, aby przyjąć dar Boży; centrum dnia była miłość, aby otrzymaną miłość uczynić owocną; końcem, jasne świadectwo Ewangelii. Ten człowiek zrozumiał, że musi wyciągnąć swą rękę do wielu ludzi ubogich, których spotykał codziennie, ponieważ w każdym z nich dostrzegał Jezusa. Bracia i siostry, prośmy o łaskę, aby nie być chrześcijanami w słowach, lecz w czynach. By wydawać owoce, jak tego chce Jezus. Niech się tak stanie.

 

Tomasz Nowak OP o tym, czy zmarli nas słyszą

Tomasz Nowak OP 15 listopada 2020, 08:00 źródło: https://deon.pl/

"To pytanie jest ważne; przestrzegłbym przed jednym" - dominikański duszpasterz odpowiada na pytanie o to, czy możemy rozmawiać z naszymi bliskimi, którzy odeszli.
"Nie jest to odpowiedź jasna i pełna ale jednocześnie możemy coś wnioskować na podstawie Pisma Świętego". Posłuchaj jednego z najnowszych filmów Tomasza Nowaka OP. Tym razem internauci zadali mu pytanie o to, czy zmarli mogą nas słyszeć.

https://www.youtube.com/watch?v=wn0l9Mzw4Vk&feature=emb_logo

 

Weronika Kostrzewa 2020-11-6 źródło: https://stacja7.pl/

To jedna z większych bitew, jakie toczymy, czasami pięćdziesiąt dwa razy w roku.
O świętowanie niedzieli trzeba dziś walczyć. Powodów do porażki nie brakuje. Nadmiar obowiązków, nieumiejętność odpoczywania, zbliżający się pracujący tydzień. To wszystko sprawia, że ten wyjątkowy dzień bywa przedłużeniem soboty albo staje się czasem przygotowań do poniedziałku. Kiedy po raz kolejny w niedzielny poranek podejmujemy próbę przeżycia dnia z Bogiem, z rodziną, w atmosferze świętowania, scenariusz się powtarza. Dlatego co sobotę o godzinie jedenastej na ekranie mojego telefonu pojawia się przypomnienie „JUTRO NIEDZIELA”.

Instrukcja obsługi
Ktoś odwiedzający nasz domu mógłby uznać, że zrobiliśmy z tej książki element dekoracji salonu. To oczywiście zrozumiałe, bo wydanie zachwyca. Jednak nie względy estetyczne są tu decydujące. „Jutro Niedziela” jest na wyciągnięcie ręki tam, gdzie zazwyczaj przebywamy. Nie daje o sobie zapomnieć, nawet gdy lenistwo, pomieszane z nadmiarem obowiązków, może stać się wymówką, by w tę sobotę lekturę sobie darować. Walka o świętowanie niedzieli zaczyna się już przy lekturze książki. Dobrze ten moment zaplanować wcześniej. Może zaraz po śniadaniu? W czasie drzemki dzieci? A może dla kogoś najlepszy będzie wieczór. Ważne, by był to czas, kiedy możemy zanurzyć się w treści książki.

Niedziela będzie dla… Niego i dla nas
Lektura tych kilku stron przypisanych konkretnej niedzieli daje nam poczucie, że jesteśmy gotowi. Stajemy się jak dzieci, które odczuwają radość oczekiwania na upragnione spotkanie. Wszystko dlatego, że ta książka daje przedsmak odświętności już w sobotę. Staramy się, by wszystko było gotowe. Nie z przymusu czy narzuconego rygoru, ale z wewnętrznej potrzeby zaczynamy pracować nad tym, by zanim nastanie niedziela, wszystkie zadania były wykonane, lekcje odrobione, obiad wymagał jedynie podgrzania (lub zamówienia), a „kościołowe” stroje czekały na wieszaku w pełnej gotowości. Chcemy w niedzielę wejść wolni, czyli zdolni do świętowania i radowania się, do poświęcania czasu najbliższym.

Odkrywanie Słowa
Jutro Niedziela nie tylko nas przygotowuje, wprowadza w nastrój świętowania, ale ubezpiecza na wypadek hałasujących w kościele dzieci, naszego złego samopoczucia, popsutych głośników czy średniej jakości kazania. Mimo wszystkich niesprzyjających czynników zewnętrznych i mimo naszych „wylogowań” w czasie Mszy świętej Słowo nam nie umknie, ono żyje w nas już od wczoraj, co ważne – przyjmujemy je z pełnym zrozumieniem. W zaciszu swojego domu poznajemy bowiem kontekst starotestamentalnych teksów, widzimy, jak łączą się one z Dobrą Nowiną. Prowadzeni przez autorów, odkrywamy to, co dotychczas dostrzegali jedynie wybitni bibliści. W naszym domu lekturze tej książki towarzyszą nierzadko okrzyki „aaaa, to o to chodziło!”. Tak rodzi się wielka fascynacja Słowem. Narzędzia i wiedza, w którą wyposażają nas autorzy, sprawia, że inaczej czytamy Pismo Święte. Taką wiedzą można oczywiście zabłysnąć w towarzystwie, ale warto ją też po prostu wykorzystać do lepszego zrozumienia codziennej lektury czytań i Ewangelii.

Odpoczywanie ze Słowem
Coraz częściej wakacyjne wyjazdy określamy mianem „ładowania baterii”. Urlopowe przerwy stały się dla nas niezbędne, by dobrze funkcjonować przez kilka kolejnych miesięcy. Wielkie szczęście katolików polega na tym, że Dzień Pański jest co siedem dni. Poważne zagrożenie kryje się w łatwości stracenia tego czasu odpoczynku, bliskości z Jezusem i rodziną. Odpoczywanie ze Słowem stawia w naszym życiu Eucharystię, a co za tym idzie – Boga, na pierwszym miejscu. Jest też czasem budowania relacji i nabrania sił na kolejne sześć dni pracy, a wszystko to w oparciu o Chrystusa. Odkrywajmy Słowo i odpoczywajmy ze Słowem. Dajmy sobie przypomnieć, że jutro niedziela.

Tekst jest wstępem do książki “Jutro Niedziela” na rok B

 

Kard. Krajewski: Jeśli dzisiaj nie będziemy dobrzy, to kiedy?

VATICANNEWS.VA publikacja 13.11.2020 14:44 źródło: https://www.gosc.pl/

W niedzielę po raz czwarty obchodzony będzie w Kościele Światowy Dzień Ubogich. To dzień miłości i solidarności z cierpiącymi z powodu biedy i niedostatku. Pandemia nie pozwala na zorganizowanie wydarzeń z udziałem dużej liczby osób, ale jednocześnie stwarza okazję, aby dostrzec konkretnego człowieka z jego szczególnymi potrzebami. Jałmużnik Papieski, kard. Konrad Krajewski zauważa, że Jezus każdego dnia pomagał tym, których spotkał. Zaznacza, że Dzień Ubogich jest wezwaniem, aby każdy dzień był pełen miłości do drugiego człowieka, bo jeśli dziś nie będziemy dobrzy, to kiedy?

W rozmowie z Radiem Watykańskim, Jałmużnik Papieski stwierdził, że pandemia wzywa do uruchomienia fantazji, aby wyjść naprzeciw aktualnym potrzebom tych, którzy są wykluczeni i zmarginalizowani.
"Na dzisiaj nasi biedni, ci którzy mieszkają w Rzymie, nie potrzebują jedzenia, ani ubrania. Żeby mogli skorzystać z noclegowni potrzebują natomiast testu, że nie są zarażeni i my te testy robimy już od kilku tygodni, bez nich nikt ich nie przyjmie. Codziennie wykonujemy prawie 50 testów. Nawet do szpitala nie można wejść jeśli ktoś nie ma zrobionego testu – podkreśla kard. Krajewski. – Rozdajemy też ubogim szczepionki. Lekarze mówią, że to jest bardzo potrzebne, żeby przynajmniej nie było objawów jednej z chorób, które występują zwykle jesienią i zimą, aby nie pojawiała się wysoka temperatura. Zakupiliśmy zatem szczepionki, o które dzisiaj jest bardzo trudno, nie ma ich we włoskich aptekach, dlatego ponad tysiąc sztuk sprowadziliśmy ze Szwajcarii i szczepimy wszystkich biednych, którzy tego sobie życzą: bezdomnych oraz tych, których nie stać na szczepionki i tych, którzy nie są ubezpieczeni. W zeszłym roku tego nie robiliśmy, bo nie było takiej potrzeby. W zależności od sytuacji trzeba myśleć o tym, jak pomóc drugiemu człowiekowi".

 

Źródło własne

Wypowiedzi, których warto posłuchać.

Za co się idzie do piekła? – słowo Adama Szustaka z cyklu „Langusta na palmie”

https://www.youtube.com/watch?v=mNXiD7w7VVw

Q&A nr 1 15 lis 2020 - „Pytania i odpowiedzi” – nowy program O. Grzegorza Kramera

https://www.youtube.com/watch?v=yTXJW_o7EMY

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 15:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00