Czytelnia

KAI | dodane 14.06.2018 12:19 źródło: https://papiez.wiara.pl/
Orędzie papieża Franciszka na II Światowy Dzień Ubogich

Nikt nie może czuć się wyłączony z miłości Ojca, szczególnie w świecie, który bogactwo czyni pierwszym celem i zamyka osoby na innych. 
Biedak zawołał, a Pan go usłyszał

1. ”Oto biedak zawołał, a Pan go wysłuchał” (Ps 34,7). Te słowa Psalmisty stają się też naszymi wtedy, gdy stykamy się z różnymi formami cierpienia i marginalizacji, doświadczanymi przez wielu braci i sióstr, których zazwyczaj określamy ogólnym terminem "ubodzy". Piszącemu te słowa Psalmiście nie jest obca ta sytuacja, wręcz przeciwnie, doświadcza on ubóstwa bezpośrednio, a jednak przekształca je w pieśń uwielbienia i dziękczynienia Panu. Psalm ten również dziś nam pozwala zanurzyć się w różne formy ubóstwa, zrozumieć kim są prawdziwi ubodzy, na których mamy zwrócić wzrok, by usłyszeć ich wołanie i rozeznać ich potrzeby.
Słowa te mówią nam przede wszystkim o tym, że Pan wysłuchuje ubogich, wołających do Niego i jest dobry wobec tych, którzy z sercem rozdartym przez smutek, samotność i wykluczenie w Nim szukają schronienia. Pan wysłuchuje wszystkich poniżonych, pozbawionych godności, którzy pomimo tego, co ich spotkało, mają siłę do zwrócenia wzroku ku górze, aby otrzymać światło i pocieszenie. Wysłuchuje On prześladowanych w imię fałszywej sprawiedliwości, uciskanych przez politykę niezgodną z zasadami i zastraszonych przez przemoc; mimo to świadomych, że w Bogu mają swojego Zbawiciela. To, co wyłania się z tej modlitwy, to przede wszystkim poczucie powierzenia się i zaufania Ojcu, który wysłuchuje i przyjmuje. Dzięki tym słowom możemy głębiej zrozumieć błogosławieństwo wypowiedziane przez Jezusa: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5,3).
Pomimo tego wyjątkowego i pod wieloma względami niezasłużonego oraz niemożliwego do pełnego wyrażenia doświadczenia, wyczuwa się pragnienie podzielenia się nim z innymi, przede wszystkim z tymi, którzy tak, jak Psalmista, są biedni, odrzuceni i zmarginalizowani. W rzeczywistości nikt nie może czuć się wyłączony z miłości Ojca, szczególnie w świecie, który bogactwo czyni pierwszym celem i zamyka osoby na innych.

2. Psalm charakteryzuje postawę ubogiego i jego związek z Bogiem za pomocą trzech czasowników. Przede wszystkim "wołać". Stan ubóstwa nie wyraża się mową, lecz staje się krzykiem, który rozdziera niebiosa i dochodzi do Boga. Co oznacza wołanie ubogiego, jeśli nie cierpienie i samotność, rozczarowanie i nadzieję? Możemy zadać sobie pytanie: dlaczego ten krzyk, który wznosi się przed oblicze Boga, nie może dosięgnąć naszych uszu, pozostawiając nas obojętnymi i biernymi ? W takim Dniu jak ten, który dziś przezywamy, jesteśmy wezwani do poważnego rachunku sumienia, aby zrozumieć, czy naprawdę potrafimy słuchać ubogich.
Potrzebujemy zasłuchania w ciszę, aby rozpoznać ich głos. Jeśli mówimy za dużo, nie zdołamy ich usłyszeć. Obawiam się, że często wiele inicjatyw, nawet godziwych i koniecznych, jest bardziej ukierunkowanych na samozadowolenie, niż na prawdziwe rozpoznanie wołania ubogiego. Z powodu tego ukierunkowania na samozadowolenie, gdy ubodzy zaczną wznosić swoje wołanie, to nasza reakcja nie będzie odpowiednia, ponieważ nie będziemy w stanie wczuć się w ich sytuację. Staliśmy się więźniami kultury, która nakłania do przeglądania się w lustrze i do nadmiernej troski o siebie, uważając, że wystarczy gest altruizmu aby być zadowolonym, bez konieczności bezpośredniego zaangażowania.

3. Drugi czasownik to "odpowiedzieć". Jak mówi Psalmista, Pan nie tylko słyszy wołanie ubogiego, ale również mu odpowiada. Jego odpowiedź, jak potwierdza cała historia zbawienia, jest pełnym miłości udziałem w sytuacji ubogiego. Tak było, gdy Abraham wyraził Bogu pragnienie posiadania potomstwa, chociaż on i jego żona Sara, już w podeszłym wieku, nie mogli mieć dzieci (Rdz 15,1-6). Tak się stało, gdy Mojżesz, za pośrednictwem płonącego krzewu ognia, otrzymał objawienie Imienia Bożego i misję, aby wyprowadzić lud z Egiptu (por. Wj 3,1-15). I ta odpowiedź potwierdzała się podczas całej wędrówki ludu na pustyni, kiedy odczuwał dotkliwy głód i pragnienie (por. Wj 16,1-16; 17,1-7), i kiedy popadał w najgorszą nędzę: w niewierność przymierzu oraz w bałwochwalstwo (por. Wj 32,1-14).
Odpowiedzią Boga wobec ubogiego jest zawsze interwencja zbawcza, by opatrzyć rany duszy i ciała, aby przywrócić sprawiedliwość i godne życie. Odpowiedź Boga jest również wezwaniem, aby każdy, kto wierzy w Niego, czynił to samo według swoich ludzkich możliwości. Światowy Dzień ubogich zamierza być maleńką odpowiedzią całego Kościoła, rozsianego po całym świecie, skierowaną do wszystkich ubogich, aby nie myśleli, że ich krzyk upadł w próżnię. Prawdopodobnie będzie kroplą wody na pustyni ubóstwa, mimo to jednak może stać się oznaką dzielenia z potrzebującymi, aktywnego odczuwania obecności brata i siostry. Biedni nie potrzebują aktu delegacji, ale osobistego zaangażowania tych, którzy słuchają ich wołania. Troska wierzących nie może ograniczać się do pewnej formy pomocy - chociaż koniecznej i opatrznościowej na początku - ale wymaga owej „wrażliwości miłości” (Adhortacja Apostolska Evangelii gaudium, 199), która traktuje drugiego jako osobę i szuka jego dobra.

4. Trzeci czasownik to "wyzwolić". Ubogi z Biblii żyje pewnością, że Bóg działa na jego korzyść, aby przywrócić mu godność. Nędza nie jest kwestią wyboru, ale wynikiem samolubstwa, pychy, chciwości i niesprawiedliwości. Zło jest tak stare, jak człowiek, ale to grzech właśnie dotyka tak wielu niewinnych i prowadzi do dramatycznych konsekwencji społecznych. Wyzwalające działanie Pana jest aktem zbawienia wobec tych, którzy przedstawili Mu swój smutek i udrękę. Niewola ubóstwa zostaje złamana mocą działania Boga. Wiele Psalmów opowiada i celebruje historię zbawienia, która znajduje odzwierciedlenie w osobistym życiu ubogiego: „Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka, ani nie ukrył przed nim swojego oblicza i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego” (Ps 22,25). Możliwość kontemplacji oblicza Boga jest znakiem Jego przyjaźni, Jego bliskości, Jego zbawienia. „Boś wejrzał na moją nędzę, uznałeś udręki mej duszy […] postawiłeś me stopy na miejscu przestronnym.” (Ps 31,8-9). Podarować biednemu „przestronne miejsce” jest równoważne z uwolnieniem go z „sideł myśliwego” (por. Ps 91,3), z pułapki zastawionej na jego drodze, tak aby mógł on kroczyć szybko i pogodnie spoglądać na życie. Boże zbawienie przyjmuje formę wyciągniętej ku ubogiemu ręki, która ofiaruje gościnność, chroni i pozwala odczuć przyjaźń, której potrzebuje. I poczynając od tej konkretnej i namacalnej bliskości, rozpoczyna się prawdziwa droga wyzwolenia: „Każdy chrześcijanin i każda wspólnota są wezwani, by być narzędziami Boga na rzecz wyzwolenia i promocji ubogich, tak aby mogli oni w pełni włączyć się w społeczeństwo. Zakłada to, że jesteśmy uważni na krzyk ubogiego i gotowi go wesprzeć” (Adhortacja apostolska Evangelii Gaudium, 187).

5. Wzrusza mnie fakt, że tak wielu ubogich utożsamiło się z Bartymeuszem, o którym mówi Ewangelista Marek (zob. 10.46-52). Niewidomy Bartymeusz siedział przy drodze i żebrał (w. 46), a usłyszawszy, że Jezus przechodzi, „zaczął wołać” i wzywać „Syna Dawida”, by miał litość nad nim (por w. 47). „Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał” (w.48). Syn Boży usłyszał jego wołanie: „Co chcesz, abym ci uczynił?” A niewidomy mu odpowiedział: „Rabbuni, żebym przejrzał” (w. 51). Ta strona Ewangelii przedstawia to, co Psalm zwiastował jako obietnicę. Bartymeusz to ubogi, który pozbawiony jest podstawowych możliwości, takich jak wzrok i praca. Również dzisiaj wiele dróg prowadzi do różnych form niepewności! Brak podstawowych środków do życia, marginalizacja, gdy nie jest się już w pełni swoich sił roboczych, różne formy niewolnictwa społecznego, pomimo postępów osiągniętych przez ludzkość... Iluż ubogich, podobnie jak Bartymeusz, jest dziś na skraju drogi i szuka sensu swojej sytuacji! Ilu zastanawia się, dlaczego zeszli na dno tej otchłani i jak można się z niej wydostać! Czekają, aż ktoś podejdzie do nich i powie: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię!” (w. 49).
Niestety, często się zdarza coś zupełnie przeciwnego. Ubodzy słyszą słowa, które są zarzutami i zaproszeniem do milczenia oraz do cierpienia. Są to głosy konfliktowe, często uzależnione od strachu wobec ubogich, którzy są traktowani nie jako ludzie potrzebujący, ale jako przynoszący niepewność, niestabilność, dezorientację w codziennych nawykach, a zatem godni odrzucenia i trzymania się od nich z dala. Mamy skłonność do tworzenia dystansu między nami a nimi i nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób oddalamy się od Pana Jezusa, który ich nie odrzuca, ale wzywa do siebie i pociesza. Jak stosownie brzmią w tym przypadku słowa proroka o stylu życia wierzącego: „rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać” (Iz 58,6-7). Taki sposób postępowania pozwoli na to, że grzech zostanie odpuszczony (por. 1 P 4,8), że sprawiedliwość pójdzie swoją drogą i wtedy, gdy zawołamy do Pana, On odpowie i rzeknie: oto jestem! (por. Iz 58,9).

6. Ubodzy są pierwszymi, którzy potrafią rozpoznać obecność Boga i świadczą o jego bliskości w ich życiu. Bóg pozostaje wierny swojej obietnicy i nawet w ciemności nocy nie pozbawia ciepła Swojej miłości i Swojego pocieszenia. Jednak by pokonać przytłaczający stan ubóstwa koniecznym jest, aby ubodzy doświadczyli obecności braci i sióstr, którzy się o nich troszczą, a otwierając drzwi serca i życia dadzą odczuć, że są przyjaciółmi i rodziną. Tylko w ten sposób możemy odkryć "zbawczą moc ich egzystencji" i "umieścić ją w centrum życia Kościoła" (Adhortacja apostolska Evangelii gaudium, 198).
W ten Światowy Dzień jesteśmy zaproszeni do nadania treści słowom psalmu: „Ubodzy będą jedli i nasycą się” (Ps 22, 27). Wiemy, że w świątyni jerozolimskiej, po rytuale ofiary, odbywało się przyjęcie. W ubiegłym roku w wielu diecezjach to doświadczenie wzbogaciło obchody pierwszego Światowego Dnia Ubogich. Wielu odnalazło ciepło domu, radość świątecznego posiłku i solidarność tych, którzy zechcieli podzielić się stołem w prosty i braterski sposób. Chciałbym, aby również w tym roku i w przyszłości Dzień ten był świętowany pod znakiem radości z nowo odkrytej rzeczywistości bycia razem. Modlitwa we wspólnocie i dzielenie się posiłkiem w niedzielę to doświadczenia, które wprowadzają nas na nowo do pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej, którą opisuje Ewangelista Łukasz w całej swojej oryginalności i prostocie: „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. […] Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby.” (Dz 2,42.44-45).

7. Jest wiele inicjatyw, które codziennie podejmuje wspólnota chrześcijańska, aby okazać bliskość i ulgę w wielu formach ubóstwa, które widzimy. Często współpraca z innymi organizacjami, które działają niekoniecznie z pobudek wiary, ale ze względu na ludzką solidarność, może przynieść pomoc, której sami nie bylibyśmy w stanie osiągnąć. Świadomość, że w niezmierzonym świecie ubóstwa nawet nasz wkład jest ograniczony, słaby i niewystarczający, prowadzi do wyciągnięcia ręki do innych, aby wzajemna współpraca mogła skuteczniej osiągnąć cel. Jesteśmy umotywowani wiarą i przykazaniem miłości, ale uznajemy inne formy pomocy i solidarności, które po części stawiają przed sobą te same cele; pod warunkiem że nie zaniedbujemy tego, co jest właściwe nam, to znaczy doprowadzić wszystkich do Boga i do świętości. Dialog z innymi doświadczeniami i pokora gotowości naszej współpracy, bez jakichkolwiek uprzedzeń, jest adekwatną i w pełni ewangeliczną odpowiedzią, jakiej możemy udzielić.
W pomocy ubogim nie chodzi o odegranie pewnej roli, by uzyskać pierwszeństwo działania, ale to, byśmy mogli pokornie przyznać, że to Duch Święty sugeruje gesty, które są znakiem odpowiedzi i bliskości Boga. Kiedy znajdujemy okazję, aby zbliżyć się do ubogich, musimy zdać sobie sprawę z tego, że pierwszeństwo należy do Niego, gdyż to On otworzył nasze oczy i nasze serce na nawrócenie. Ubodzy nie potrzebują osób, które działają aby zadowolić najpierw siebie. Ubodzy potrzebują miłości, która potrafi się ukryć i zapomnieć o wyrządzonym dobru. Prawdziwym pierwszym planem działania jest Pan oraz ubodzy. Ten, kto oddaje się na służbę, jest narzędziem w ręku Boga, aby ukazać Jego obecność i Jego zbawienie. Wspomina o tym św. Paweł pisząc do chrześcijan w Koryncie, którzy rywalizowali ze sobą pod względem charyzmatów, szukając tych najbardziej prestiżowych: „Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna», albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was».” (1 Kor 12, 21). Apostoł czyni ważną uwagę podkreślając, że członki ciała, które wydają się słabsze, są właśnie najbardziej potrzebne (zob. w. 22); „a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują.” (w. 23-24). Dając podstawowe nauczanie o charyzmatach, Paweł poucza wspólnotę także o ewangelicznej postawie wobec jej najsłabszych i najbardziej potrzebujących członków. Z dala od uczucia pogardy i litości wobec nich; uczniowie Chrystusa są powołani raczej, aby okazać im szacunek, dać im pierwszeństwo w przekonaniu, że są oni znakiem prawdziwej obecności Jezusa wśród nas. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. (Mt 25,40).

8. Dzięki temu zrozumiałym staje się, jak odległy jest nasz styl życia od stylu życia świata, który chwali, postępuje i naśladuje tych, którzy mają władzę i bogactwo, jednocześnie marginalizując ubogich i uważa ich za odpadki i coś wstydliwego. Słowa Apostoła są zaproszeniem, by wypełnić ewangeliczne wezwanie do solidarności zesłabszymi i mniej obdarzonymi członkami ciała Chrystusowego: „Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki” (1 Kor 12,26). Tak samo w Liście do Rzymian napomina nas: „Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne (12,15-16). Takie jest powołanie ucznia Chrystusa; ideał, do którego musimy nieustannie dążyć, aby coraz bardziej asymilować w nas „dążenia Jezusa Chrystusa” (Flp 2, 5).

9. Słowo nadziei staje się naturalnym zakończeniem, do którego prowadzi wiara. Często to właśnie ubodzy podważają naszą obojętność, która jest owocem wizji życia zbyt skoncentrowanego na sobie oraz nadmiernie powiązanego z teraźniejszością. Wołanie ubogiego jest również okrzykiem nadziei, poprzez który manifestuje on pewność, że zostanie wyzwolony. Nadzieja ta oparta jest na miłości Boga, który nie porzuca tego, kto mu się powierza (por. Rz 8, 31-39). Święta Teresa z Ávili napisała w swojej Drodze doskonałości: "Ubóstwo jest dobrem, które zawiera w sobie wszystkie dobra świata; zapewnia nam wielkie panowanie, to znaczy: czyni nas właścicielami wszystkich ziemskich dóbr, ponieważ sprawia, że nimi gardzimy "(2, 5). Na miarę tego, jak jesteśmy w stanie rozpoznać prawdziwe dobro, stajemy się bogaci przed Bogiem oraz mądrzy przed sobą i przed innymi. Jest dokładnie tak: na tyle, na ile zdoła się nadać właściwy i prawdziwy sens bogactwu, wzrasta się w człowieczeństwie i staje się zdolnym do dzielenia się z innymi.

10. Zapraszam braci Biskupów, Kapłanów a w szczególności Diakonów, na których nałożono ręce dla służby ubogim (por. Dz 6,1-7), zapraszam Osoby konsekrowane oraz Świeckich, którzy w parafiach, stowarzyszeniach oraz ruchach dają konkretną odpowiedź Kościoła na wołanie ubogich, aby przeżyli w ten Światowy Dzień Ubogich jako uprzywilejowany moment nowej ewangelizacji. Ubodzy nas ewangelizują, pomagając nam odkrywać każdego dnia piękno Ewangelii. Nie przegapmy tej okazji do bycia łaskawymi. Poczujmy się wszyscy w tym dniu dłużnikami ubogich, abyśmy poprzez wyciągnięte ręce do siebie nawzajem mogli zrealizować zbawcze spotkanie, które umacnia wiarę, urzeczywistnia miłość i umożliwia nadzieję w kroczeniu bezpiecznie na drodze do Pana, który przychodzi.

Z Watykanu, 13 czerwca 2018 r
Wspomnienie liturgiczne św. Antoniego z Padwy
FRANCISZEK

 

Andrzej Macura dodane 12.06.2018 09:44 źródło: https://info.wiara.pl/
Jak uprosić Boga, by zrobił, o co proszę?

„Bądź wola Twoja” - mówimy codziennie w modlitwie. Nieraz wolelibyśmy jednak, żeby Bóg chciał tak, jak my chcemy. Jak Go przekonać? Jak sprawić, by nasza modlitwa została po naszej myśli wysłuchana?
Namnożyło się ostatnio różnych takich „recept”. Skuteczna modlitwa w takiej czy innej sprawie, skuteczny orędownik (święty), który załatwi u Boga, co chcemy. Czytając te rady mam nieraz wrażenie, że ocierają się one o myślenie magiczne. Że wypowiem zaklęcie (taką czy inną modlitwę, poproszę o wstawiennictwo tego czy innego świętego), a sprawa zostanie załatwiona. No a gdy się nie uda, to zero refleksji na temat woli Boga, a raczej dalsze poszukiwanie kolejnego, lepszego na Niego sposobu.
W moim odczuciu takie myślenie to bardzo niezdrowa, wręcz urągająca Bogu pobożność. Owszem, z woli i ustanowienia Bożego istnieje siedem pewnych źródeł Jego łaski. To siedem sakramentów, które z cała pewnością dają przyjmującemu je związane z nimi duchowe dobra. Chrzest oczyszczając z grzechu czyni dzieckiem Bożym, bierzmowanie daje Ducha Świętego, w Eucharystii przychodzi do nas sam Chrystus, w sakramencie pokuty i pojednania grzechy zostają nam odpuszczone, w sakramencie namaszczenia Chrystus umacnia cierpiących; sakrament kapłaństwa daje władzę sprowadzania Boga na ziemię w Eucharystii, sakrament małżeństwa uzdalnia do wypełnienia podjętych zobowiązań. I w wypadku sakramentów potrzeba jednak jeszcze współpracy z Bożą łaską, bez której zdają się nam martwe (zdają się, bo prawdę zna tylko Bóg), łaską daną na darmo. Tym bardziej bez takiej współpracy nie zadziała żaden „sposób na Boga”. Dziewięć pierwszych piątków miesiąca nie da zbawienia człowiekowi, który wypełnił je tylko po to, by mieć sprawę z Bogiem „odfajkowaną”. Nowenna Pompejańska – fakt, bardzo trudna w realizacji – nic nie da, jeśli Bóg, widząc gorliwość i gotowość do poświęcenia modlącego się nie zechce prośby po myśli człowieka wysłuchać.
Bo modlitwa, bo wiara, to spotykanie się z Bogiem, który jest Osobą. Z całą złożonością wynikających z tego relacji. My wiemy swoje, ale Bóg widzi szerzej i dalej. Widząc gorliwość prośby i łzy może swoje plany zmienić. Choćby dlatego, że dostrzeże w takiej sytuacji większe dobro. Ale myślenie, że wystarczy pokręcenie modlitewnym młynkiem, a Bóg zostanie zmuszony zrobić co chcemy, jest próbą zdobycia nad Nim władzy. Czyli grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu.

 

Agnieszka Otłowska dodane 13.06.2018 05:45 źródło: https://kosciol.wiara.pl/
Dzięki córce zaczęli chodzić do kościoła, na Mszę. I w końcu znaleźli wiarę, której szukali.
 
Dziś szczęśliwi, bo wierzą: Karolina i Karol Fordońscy z dziećmi Wiktorią i Jakubem oraz z obrazem Czarnej Madonny, któremu tak wiele zawdzięczają.
Jako mały chłopak chodziłem do kościoła i byłem ministrantem. To się zmieniło na początku szkoły średniej. Środowisko i ludzie, z którymi przebywałem, odmieniło mnie na tyle, że odszedłem od Kościoła. Doszło do tego, że mogłem nawet obrzucać jajkami procesję. Jako jedyny ze szkoły nie otrzymałem bierzmowania – opowiada Karol Fordoński z Dobrzynia n. Drwęcą. Jeszcze kilka lat temu był człowiekiem na rozdrożu: nadużywał alkoholu i chociaż miał wielu przyjaciół, nie czuł się dobrze, nie był szczęśliwy.
– Ja z kolei wychowałam się w rodzinie mało praktykującej. Nigdy nie wątpiłam, że Bóg jest, ale nie byłam z Nim blisko, bo w domu rodzinnym nie pokazano mi ogniska wiary, tak bym bardzo pragnęła Pana Boga. Byłam gdzieś bardzo daleko od tego wszystkiego – opowiada pani Karolina.
Poznali się całkiem przypadkiem, w drodze do pracy. I można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Po krótkiej znajomości postanowili wyjechać do Anglii. Nie mieli wiele. Kilka par skarpetek, koszulek na zmianę i parę groszy w kieszeni. Szukali czegoś nowego, jednak wciąż gdzieś z dala od Boga.
W Anglii nie mieli czasu na modlitwę i chodzenie do kościoła. Zafascynowani światem, nie dostrzegali pustki, która była w nich. Myśl o ślubie odkładali na potem. Na świat przyszła ich córka Wiktoria. Cieszyli się szczęściem, jak mówią, „szczęściem, które dostawali od złego”. W ich sercach wzrastało jednak pragnienie, aby poukładać życie na nowo.
– Przez dwa lata wszystko cudownie się układało. Jednak po narodzinach naszego dziecka zacząłem miewać sny, które stawały się uporczywe do tego stopnia, że żona nie mogła mnie dobudzić. To była dla mnie walka. W snach widziałem trzy osoby, które mnie okrążały. Czułem, że zły zniewala mnie do tego stopnia, że sam nie mam siły, aby się od tego uwolnić. Wiedziałem, że sny są dowodem na to, iż diabeł nie chce ze mnie zrezygnować, ale ja dzięki dziecku miałem odwagę, aby się od niego odciąć – wspomina pan Karol.
– Mówi się, że w piekle zapomina się o Bogu, a ja w czasie każdego snu świadomie odmawiałem modlitwę „Ojcze nasz”. Czułem, że te postacie chcą mnie zastraszyć, a nawet zniewolić. Czułem, jak diabeł mówi: „Zostaw to, co masz, a choć za mną, dam ci lekkie życie, nie będzie ci nic brakowało”. Czułem, że toczyła się we mnie walka, walka o moją duszę...
Karolina i Karol w tej sytuacji sami szukali ratunku w modlitwie, ale to było trudne. Po powrocie z Anglii zamieszkali na terenie parafii św. Katarzyny w Dobrzyniu nad Drwęcą.
– Codziennie chodziliśmy z Wiktorią do kościoła. Nie tyle dla nas, co dla niej. 1 maja 2016 r. było nawiedzenie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w naszej parafii. I to był strzał w nasze serce – wspominają małżonkowie. Od rana wybierali się do kościoła, ale coś im przeszkadzało.
– Czułam lęk. Karol poszedł sam. We mnie toczyła się emocjonalna walka – opowiada Karolina. – Po wyjściu z kościoła poznałem ks. Pawła Soleckiego, rozmowa z nim zachęciła mnie do kupna największego obrazu Maryi. Był ostatni. Nie zastanawiałem się i wziąłem go z myślą o Karolinie – mówi pan Karol. Po powrocie do domu wręczył go żonie, mówiąc: „To dla ciebie!”. Karolina zaczęła płakać.
– Czułam, jakby było to oczyszczenie z czegoś, ale nie wiedziałam, o co chodzi. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Wciąż powtarzałam, że nie chcę tego obrazu w domu! Bałam się, nie potrafiłam na niego spojrzeć. Czułam, że przyszła do mnie prawdziwa mama, ale nie umiałam spojrzeć jej w oczy – dodaje.
– Postanowiliśmy, że obraz będzie stał na biurku u córki w pokoju. Choć przyznam, że nie chciałam go mieć w swoim domu. Myślałam nawet, aby ukryć go w szafie. Upłynęły trzy miesiące. W parafii rozpoczynały się spotkania dla osób przystępujących do bierzmowania. Postanowili na nie pójść również Karolina i Karol.
– Najpierw poszliśmy do naszego proboszcza ks. Jarka Kuleszy. Mieliśmy tylko ślub cywilny, ale teraz już wiedzieliśmy, że pragniemy ślubu kościelnego, również ze względu na zbliżającą się I Komunię naszej córki. Po tylu latach przerwy potrzebowaliśmy też sakramentu pokuty – wspominają.
Mówią, że ten długi powrót do Pana Boga był dla nich oczyszczającą próbą. – Dziś wiemy, że jest zupełnie inny świat, którego tak bardzo potrzebowaliśmy, chociaż wciąż przechodzimy próby – dodają małżonkowie.

 

KAI 2018-06-13 06:39 źródło: http://www.niedziela.pl/
 
Podobno głosił kazania, siedząc w konarach orzechowego drzewa w pobliżu Padwy, gdzie dziś znajduje się niewielki kościółek Sant’Antonio di Noce. 13 czerwca Kościół katolicki wspomina w liturgii św. Antoniego Padewskiego – doktora Kościoła, jednego z najpopularniejszych świętych, patrona „od zagubionych osób i rzeczy” oraz ubogich.
Dla franciszkanów jest to drugi co do ważności święty – po ich założycielu, św. Franciszku z Asyżu. Z osobą św. Antoniego łączy się wiele pięknych legend. Jedna z nich mówi, że kiedy głosił kazanie w Rimini nad Adriatykiem, z szeroko otwartymi pyszczkami słuchała go ogromna rzesza ryb. Do najpopularniejszych wspomnień dotyczących świętego należy „cud z Dzieciątkiem Jezus”, które szeroko uśmiechnęło się do świętego z kart Ewangelii. Dlatego wiele obrazów ukazuje św. Antoniego z czułością trzymającego na rękach małego Jezusa. Szczególnie wiele tego rodzaju opowiadań mają bardzo kochający „swego” świętego Włosi, mimo że Antoni pochodził nie z Włoch, ale z Portugalii, a do Padwy przybył na krótko przed śmiercią.
Św. Antoni (Ferdynand Bulonne; po portugalsku Fernando Martins de Bulhoes) urodził się ok. roku 1195 w zamożnej rodzinie w Lizbonie. W wieku 15 lat wstąpił do zakonu augustianów, gdzie otrzymał bardzo dobre wykształcenie teologiczne, ale nie pozostał u nich długo. W 1219 przyjął święcenia kapłańskie, a w rok później był świadkiem sprowadzenia do Coimbry – ówczesnej stolicy Portugalii – ciał pięciu misjonarzy, męczenników franciszkańskich z Maroka, którzy zginęli z rąk Saracenów, a których poznał rok wcześniej, gdy wybierali się na misje. Wtedy też zapragnął zostać misjonarzem i męczennikiem, postanowił więc wstąpić do zakonu franciszkanów w Coimbrze, gdzie przyjął imię zakonne – Antoni ku czci pustelnika z Egiptu z przełomu III i IV w., jednego z twórców życia zakonnego w chrześcijaństwie.
Ale podjęta z wielkim entuzjazmem próba misji wśród Saracenów nie powiodła się; w gorącym klimacie Afryki młody zakonnik ciężko zachorował, a statek, którym powracał, zatrzymał się na Sycylii. Tam przyszły święty postanowił osiąść w pustelni franciszkańskiej, przypadek jednak sprawił, że szybko odkryto jego talent kaznodziejski. Antoni został więc wędrownym kaznodzieją. Wszędzie, gdzie się pojawiał, gromadziły się tłumy. Ponieważ kościoły nie mogły pomieścić wszystkich chętnych, przemawiał często pod gołym niebem. Jak głosi przekaz, potrafił przemawiać tak sugestywnie, że nieraz jeszcze w czasie kazania wyciągali do siebie ręce na znak zgody najzagorzalsi wrogowie.
Kazania św. Antoniego były proste, przystosowane do zwyczajnych ludzi, a ich styl – plastyczny, niekiedy sarkastyczny. Piętnował pogoń za zbytkiem i skąpstwo. Był zaciekłym krytykiem warunków społecznych, nie omieszkał też krytykować niektórych duchownych. Ludzie wierzyli w to, co mówił, bo widzieli, że nie przemawia do nich pewny siebie urzędnik Kurii, lecz wędruje z miasta do miasta ubogi kaznodzieja. Był jednym z najbardziej cenionych mówców XIII wieku: miał dar wymowy, obdarzony był świetną pamięcią, szeroką wiedzą i silnym, czystym głosem. Z powodu tych cech nazywano go „młotem na heretyków”. Samym sobą uosabiał najlepiej to, co pragnął wpoić swoim uczniom: „Nasze życie jest pełne pięknych słów i puste, gdy chodzi o dobre dzieła (…) Dlatego zaklinam was: pozwólcie zamilknąć swoim ustom, a pozwólcie mówić czynom!”.
Ten prosty kaznodzieja zakonny wydal się tak godnym zaufania św. Franciszka, że pod koniec 1223 poprosił on Antoniego, by wyjaśniał swoim współbraciom Pismo Święte i uczył sztuki kaznodziejskiej. Mianował go jednocześnie profesorem teologii, tym samym więc Antoni został pierwszym nauczycielem teologii u braci mniejszych. Odwiedzał domy zakonne w Arles, Tuluzie i Montpellier, a następnie w Bolonii i Padwie.
Tak intensywny i nie oszczędzający się tryb życia szybko podkopał zdrowie przyszłego świętego i gdy w wieku 35 lat przybył on do Padwy, był już ciężko chory i zmęczony. Jego kazania wielkopostne, które głosił codziennie w wypełnionym po brzegi kościele, po raz kolejny odmieniły życie miasta. Do dziś jeszcze obowiązuje podjęta wtedy reforma kodeksu – „Codice statuario repubblicano di Padova”, wedle którego można zajmować mienie opieszałych dłużników, ale nie można ich aresztować.
Tam też, a dokładniej w swym klasztorze w Arcelli koło Padwy zmarł 13 czerwca 1231, mając nieco ponad 35 lat. Pozostawił chrześcijanom dwa główne zadania: głoszenie Ewangelii i troskę o innych. Już w niespełna rok później – 30 maja 1232 ogłosił go świętym papież Grzegorz IX. Był to najkrótszy proces kanonizacyjny w nowożytnych dziejach Kościoła. W czasie kanonizacji odczytano opis 53 cudów, dokonanych za wstawiennictwem Antoniego. Do najbardziej znanych licznych pism teologicznych i kaznodziejskich, jakie po nim zostały, należą „Kazania niedzielne” i „Kazania o świętych”. Ze względu na zawarte w nich bogactwo duchowe 16 stycznia 1946 Pius XII ogłosił go doktorem Kościoła, obdarzając go tytułem „Doctor Evangelicus”.
Do postaci św. Antoniego nawiązywał też w swoim nauczaniu Benedykt XVI. Podkreślał jego wkład w rozwój duchowości franciszkańskiej oraz to, że święty ten zdawał sobie sprawę ze słabości natury ludzkiej i skłonności do upadku. Głosił on szczególnie, iż tylko dusza, która się modli, może dokonać postępu w życiu duchowym. W jednej z katechez papież Ratzinger przypomniał, że na początku XIII wieku, w czasach odrodzenia miast i rozkwitu handlu, wzrastała liczba ludzi nieczułych na potrzeby biednych. Dlatego Antoni „wzywa wiernych do refleksji o prawdziwym bogactwie, to znaczy bogactwie serca, które czyniąc ludzi dobrymi i miłosiernymi, gromadzi skarby dla nieba".

 

o. Remo Piccolomini OSA i Natalino Monopoli dodane 13.06.2018 20:13 źródło: https://kosciol.wiara.pl/
Jak stała się wzorem do naśladowania?
 
Życie Rity było zawsze inspirowane nauczaniem Ewangelii i Kościoła. Gdyby te dwa drogowskazy nie kierowały nią krok po kroku, Rita nie dałaby rady stawić czoła wszystkim doświadczeniom, jakie na nią spadły.
Prawdziwe spotkanie z Bogiem, jak twierdzą niektórzy, odbywa się w otwarciu na bliźniego: modlitwa nie jest więc ich zdaniem ucieczką przed rozpustą świata w celu skupienia się na dialogu z Bogiem; wyrażałaby się raczej w bezwarunkowym poświęceniu miłości względem naszych braci. Prawdziwą modlitwą byłyby zatem wyłącznie miłosierne uczynki. W rzeczywistości człowiek, jako istota stworzona i sama w sobie niekompletna i potrzebująca, spontanicznie zwraca się do Tego, który jest źródłem wszelkich darów, aby Go wielbić, błagać Go i szukać w Nim zaspokojenia straszliwej tęsknoty płonącej w jego sercu. Dobrze pojął to św. Augustyn, kiedy pisał: „Stworzyłeś nas dla siebie, Panie, i nasze serca nie zaznają spokoju, dopóki nie spoczną w Tobie”.
Takie właśnie było klasztorne życie Rity przez czterdzieści lat. Modlitwy pochwalne i błagalne; mistyczna kontemplacja cierpień Zbawiciela, co przekładało się na żywe i czynne miłosierdzie. Rita była zawsze gotowa wspierać materialnie i duchowo tych, którzy jej potrzebowali – w obrębie murów klasztornych i poza nimi. Miłość ta wzniosła ją na taki poziom, że stała się uczestniczką cierpienia Chrystusa na krzyżu, na pożytek dusz i ciał tych, którzy zwracali się do niej za jej życia i którzy dziś jeszcze proszą o jej wstawiennictwo.
Oczy, które widziały Boga w żarliwości modlitwy kontemplacyjnej, mogą skierować się na braci i spojrzeć na nich oczami Boga, pełnymi pogody, dobroci, pokoju i miłości.
Życie Rity było zawsze inspirowane nauczaniem Ewangelii i Kościoła. Gdyby te dwa drogowskazy nie kierowały nią krok po kroku, Rita nie dałaby rady stawić czoła wszystkim doświadczeniom, jakie na nią spadły. Rita nie urodziła się z aureolą, była istotą ułomną, tak jak ty; doświadczyła trudów życia, tak jak ty. Posmakowała goryczy życia, lecz potrafiła odkryć drogę, która doprowadziła do tego, że stała się dla nas wzorem do naśladowania i wielbienia. Spróbuj wytrwać blisko niej – wesprze cię, kiedy opuszczą cię siły; pocieszy cię, gdy będziesz strapiony; będzie ci towarzyszką, gdy poczujesz się samotny; pomoże ci nieść ciężar smutnych dni i będzie iść razem z tobą, abyś tak jak i ona mógł cieszyć się pokojem ducha.
Chcielibyśmy zakończyć ten krótki tekst słowami zainspirowanymi przez św. Jana Pawła II, który świadectwem swojego życia pokazał nam, co znaczy żyć dla Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie: być ukrzyżowanym razem z Nim, co nie oznacza śmierci, lecz życie, tak jak żywy był niezliczony tłum, który składał mu świadectwa serdecznych uczuć, sympatii i wielkiej miłości. Tak jak Chrystus kochał Kościół i dał swoje życie za niego, aby był niepokalany, tak samo Jan Paweł II ofiarował swoje życie dla Kościoła i dla całego świata. Weźmy do serca słowa papieża i zwracając się do św. Rity, naszej siostry, powiedzmy jej z miłością:
Dziękujemy ci, kobieto-córko i kobieto-siostro, która wnosisz w dom rodzinny, a następnie w całe życie społeczne bogactwo twej wrażliwości, intuicji, ofiarności i stałości.
Dziękujemy ci, kobieto-małżonko, która nierozerwalnie łączysz swój los z losem męża, aby poprzez wzajemne obdarowywanie się służyć komunii i życiu.
Dziękujemy ci, kobieto-matko, która w swym łonie nosisz istotę ludzką w radości i trudzie jedynego doświadczenia, które sprawia, że stajesz się Bożym uśmiechem dla przychodzącego na świat dziecka, przewodniczką dla jego pierwszych kroków, oparciem w okresie dorastania i punktem odniesienia na dalszej drodze życia. Dziękujemy ci, kobieto konsekrowana, która na wzór największej z kobiet, Matki Chrystusa Słowa Wcielonego, otwierasz się ulegle i wiernie na miłość Bożą, pomagając Kościołowi i całej ludzkości dawać Bogu „oblubieńczą” odpowiedź, wyrażającą się w przedziwnej komunii, w jakiej Bóg pragnie pozostawać ze swoim stworzeniem. Amen
*
Fragment pochodzi z książki o. Remo Piccolomini OSA i Natalino Monopoli, Święta Rita. Życie, cuda, modlitwy, Esprit 2018.

 

NABOŻEŃSTWA

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU - CODZIENNIE 16:30 - 18:00

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ OGNISTEJ - W KAŻDĄ ŚRODĘ 17:40

DO ŚW. JÓZEFA: KAŻDY CZWARTEK 17:40

DROGA KRZYŻOWA: PIĄTEK - 7:00 I 17:30 - DLA WSZYSTKICH, 16:30 - DLA DZIECI

GORZKIE ŻALE: NIEDZIELE WIELKIEGO POSTU 15:00, 17:00

NABOŻEŃSTWIE DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO I ŚW. JANA PAWŁA II: każdy poniedziałek o 17.40

PORZĄDEK MSZY ŚWIĘTYCH

MSZE ŚWIĘTE W NIEDZIELE
6:30, 8:00, 9:30, 11:00, 12:15
(Msza św. w intemcji parafian), 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W NIEKTÓRE UROCZYSTOŚCI I ŚWIĘTA:
6:30, 9:30, 16:00, 18:00

MSZE ŚWIĘTE W DNI POWSZEDNIE
6:30, 16:00 - W KAPLICY MATKI BOŻEJ, 18:00